Are you the publisher? Claim or contact us about this channel


Embed this content in your HTML

Search

Report adult content:

click to rate:

Account: (login)

More Channels


Channel Catalog


    0 0

    Tygodniowy przegląd prasy: 18-25 listopad 1936 r.  Głos całkowicie oddany prasie.

    Kliknięciem powiększamy!
    "Lubię bardzo z panem rozmawiać. Jak się pan miewa, jaśnie Henryku? Co tam słychać w Krakowie?
    - Dobrze jest... podobno Kossak na życzenie dowództwa armji ma zmotoryzować swą twórczość...
    - To ona dotychczas nie była zmechanizowana?
    - Ale nie o to chodzi — chodzi o treść obrazów.  Poza tem podziwialiśmy mrówczą pracowitość recenzentów teatralnych.
    - A co słychać w literaturze?
    - Literaci dzielą się teraz, proszę pani, na dwie kategorje: - na takich, co mają poglądy własne, ale ciasne i takich, co mają poglądy szerokie, ale cudze... Wogóle nasi literaci stali się teraz oszczędniejsi. Własne myśli i pomysły chowają na czarną godzinę...
    - Ach wy, Krakowianie, przecież wy tak lubicie oszczędzać! A jakie są najnowsze sensacje krakowskie?
    — Poświęciliśmy nową klinikę ginekologiczną, dom akademiczek, uniwersytet dostał krzyż..
    — Dotychczas przeważnie na uniwersytecie dostawało się po krzyżach...
    — I wie pani co się stało? Pan minister pomylił się - i "otwierając klinikę ginekologiczną, powiedział: „Otwieramy ten gmach dla młodych dziewcząt, które przyjeżdżają do Krakowa na studja. Znajdą w tym gmachu wszystko, co im potrzeba". A potem na poświęceniu domu akademiczek powiedział: „W tym oto gmachu przyjdą na świat nowe pokolenia Krakowian - wy młode matki..."



    KLIK
    *Kącik kulturalny*

    Kliknięciem powiększamy!
    „Mrówki"Marii Jasnorzewskiej, wystawione po raz pierwszy na scenie krakowskiego Teatru im. J. Słowackiego, stały się ważnem wydarzeniem teatralnem, zarówno ze względu na poetycki i ciekawy utwór, jak i na wspaniałą inscenizację niezwykle trudnej pod tym względem sztuki. Jasnorzewska, podobnie jak poprzednio w kilku komedjach, porusza i tu, w „Mrówkach", zagadnienie miłości w życiu kobiety, kobiety świadomej swych psychologicznych odrębności i wartości, zagadnienie miłości, z którem nierozerwalnie złączona jest kwestja macierzyństwa i sprawa dziecka, będącego, zdaniem autorki, jednem z ogniw świadomego, miłosnego szczęścia. W „Mrówkach" rozszerza jednak autorka zasięg swych zainteresowań, dając równocześnie pod alegorią życia w mrowisku - przekrój życia społeczeństw, w których ścierają się dwie idee:   kult szczęścia osobistego jednostki z dobrem i szczęściem gromady. W zakończeniu sztuki zaleca autorka (jednak mało przekonywająco) rezygnację z osobistego szczęścia jednostki na rzecz dobra ogółu społeczeństwa. (...) Sztuka otrzymała imponującą i piękną oprawę sceniczną. Dyr. Karol Fryczwybudował na scenie gigantyczny, świetnie w szczegółach i w całości wypracowany przekrój mrowiska, dał również piękne, doskonale „mrówczość“ sugerujące kostjumy. Nastrój życia gromadnego w mrowisku, chód, ruchy i mimika poszczególnych jednostek odtworzone zostały przez wszystkich bardzo dobrze. Reżysersko zmontował całość W. Radulski."
                                      *Kącik kryminalny*

    O NIELEGALNY POCHÓD. W piątek przed sądem starościńskim w Krakowie odbyła się rozprawa przeciwko 7-miu przytrzymanym, względnie legitymowanym uczestnikom pochodu pod więzienie św. Michała, zorganizowanego po inauguracji nowego roku pracy Młodzieży Wszechpolskiej w dn. 21 października, br. Za zakłócenie spokoju i urządzenie nielegalnego pochodu skazani zostali oskarżeni, każdy na 7 dni bezwzględnego aresztu. Skazani zapowiedzieli apelację. 
     KAPRAL PRZEBITY NOŻEM - W dniu wczorajszym ( 20.11) na Prądniku Czerwonym miał miejsce tragiczny wypadek. Oto w godzinach wieczornych doszło do sprzeczki o kobietę: między kapralem ułanów Leśniakiem, a jakimś nieznajomym cywilem. W trakcie bójki Leśniak został przebity nożem. Sprawca zbiegł w niewiadomym kierunku. Śledztwo jest już na śladach zbrodniarza. Stan zranionego Leśniaka jest bardzo ciężki. 
                                     * Kącik rozrywkowy *
    KINO - PREMJERY



     "TOLA MANKIEWICZÓWNA MINISTREM! Na marginesie filmu „Pani Minister tańczy..." Jest śliczna! Ma piękne niebieskie oesy, oprawione koronką ciemnych rzęs. W uśmiechu ukazuje dwa rzędy lśniących nieskazitelną bielą zębów. Ma piękną oliwkową cerę. Poza tym jest świetną artystką. Mankiewiczówna ma jeszcze jeden wielki atut, dzięki któremu góruje nad swemi rywalkami. Artystka ta obdarzona jest przemiłym sopranem. Mankiewiczównę oglądamy na ekranie bardzo rzadko. Najwyżej raz do roku. W nowym filmie wytwórni „Libkowfilm" pt.: „Pani Minister tańczy..." otrzymała Mankiewiczówna doskonałą rolę, dającą wielkie pole do popisu aktorskiego; gra ona w tym filmie podwójną rolę: 1) pani ministra i 2) jej siostry, artystki kabaretowej."
    Powiększamy-klikamy
     
    MODA  - "Sezon zimowy 1936/37 jest pod znakiem coraz mniejszych kapeluszy damskich, są to właściwie czapeczki, zakrywające tylko ciemię, odsłaniające całą fryzurę, czoło powyżej nasady włosów i skronie. Fason najnowszych kapeluszy przypomina tureckie fezy lub hiszpańskie grzebienie.  Uzupełnienie stanowią suto upięte woalki z tiulu, opadające ze szczytu głowy na twarz, plecy i ramiona. Oto jeden z najnowszych takich modeli." 


    I tutaj serdecznie zapraszam na mój nowy blog wcale nie krakowski, ale ... bliski tej tematyce - !RETRO DAILY! 

    POZA TYM - Otwarcie sezonunarciarskiego! Możliwy wiatr halny...


    Post napisany w oparciu o cyfrowe wersje gazet: "AS","IKC", "Światowid""Ostatnie wiadomości krakowskie". Zdjęcia pochodzą z tychże gazet lub audiovis.nac.gov.pl

    0 0

    Kraków równo wiek temu w porządku alfabetycznym...
    Od półtora roku trwa I wojna światowa. Nikt nie wie, kiedy koniec. Czarnogóra kapituluje i przez tydzień wszyscy żyją tylko tą wiadomością. Żywności w Krakowie coraz mniej - drożeje chleb, zakazane jest picie białej kawy, ale i lżejsza staje się cenzura austriacka. Coraz więcej wierszy i piosenek patriotycznych, coraz więcej mowy o Polskich Legionach, o Polsce - wolnej i niezależnej.

    Kobiety chodzą ubrane na czarno, i nie ważne czy to żałoba, czy nie. Tylko młódki podążają za trendami mody. I o dziwo, np. w "IKC-u", modzie poświęca się sporo miejsca. Naturalnie, jest coraz więcej wdów, ale dla tych młodych życie przecież się nie kończy, z utęsknieniem czekają na koniec żałoby i na finał wojny.

    Oprócz tego w Krakowie życie jakoś trwa. Co wieczór nowa sztuka, działają teatry świetlne, koncerty i rauty u znanych oficerów. Często dochody z imprez są przeznaczane dla rannych i "ociemniałych" w wyniku działań wojennych. Największa część - na Kolumnę Legionów.



    PISOWNIA ORYGINALNA!

    A jak Aprowizacja
    "Aprowizacya miasta. W biurze delegata p. dra Adama Fedorowicza odbyła się wczoraj przed południem zwyczajna tygodniowa konferencya w sprawie aprowizacyi m. Krakowa. W konferencyi wziął wczoraj takie udział prezydent dr Leo.
    Podczas dyskusyi stwierdzono przedewszystkiem, iż gmina krakowska posiada zapasów mąki żytniej tylko na najbliższy tydzień. Wiceprezydenci miasta pp. dr Nowak i Maryewski. którzy wyjechali do Wiednia, aby zapewnić miastu dowoź większych zapasów mąki, jeszcze nic wrócili.
    Na zebraniu omawiano wczoraj sprawę wypiekania nowego t a ń s z e g o chleba w Krakowie. Chleb ten byłby wypiekany z mąki żytniej z domieszką miazgi ziemniaczanej w sposób wojskowy. Znawcy utrzymują, że chleb taki jest wcale smaczny i zdrowy, a cena jego będzie o 10 hal. za kilogram tańszą od chleba zwyczajnego.
    Jeden z mówców podniósł, iż miejska piekarnia powinna rozpocząć wypiekanie tego tańszego chleba; prezydent dr Leo oświadczył, iż magistrat w czasie najbliższym zajmie się tą sprawą.
    W dalszym ciągu podnoszono, iż w razie, gdyby dowóz żytniej mąki do Krakowa odbywał się stale i gdyby wypiek odbywał się bez przerwy z tej mąki, to obowiązująca obecnie cena chleba powinna być nieco zniżoną." ("Nowa Reforma")


    B jak Biała kawa
    "Ograniczenie sprzedaży białej kawy w Krakowie.
    Jak słychać, do starostwa krakowskiego nadeszło już z namiestnictwa galicyjskiego rozporządzenie ministeryalne w sprawie ograniczenia sprzedaży białej kawy w krakowskich kawiarniach i cukierniach podobnie, jak to się stało w Wiedniu.
    Jak wiadomo, w Wiedniu od 27 grudnia z. r. nie wolno podawać w kawiarniach i cukierniach białej kawy od godziny 2 do 7 wieczorem. Wiedeńczycy chociaż niechętnie przyzwyczaili się do tej wojennej inowacyi i zamiast białej „z pianką" piją teraz herbatę. To samo czeka teraz Krakowian, uczęszczających na podwieczorek do kawiarń. Rozporządzenie to będzie w dniach najbliższych w naszym mieście ogłoszone". ("IKC")




    F jak Futro nie byle jakie
    "Kradzież futra. Panu Rudolfowi S. skradziono wczoraj po południu z przedpokoju mieszkania przy ul. św. Jana 20 ciemne kangurowe futro wartości 200 koron. ("Nowa Reforma")

    H jak Halka
    "Z dziedziny mody. O halce, lecz nie Moniuszkowskiej chcemy mówić. Nazwa ta oznacza również od lat kilku wzgardzoną i zapomnianą cześć garderoby kobiecej, mianowicie spódniczkę spodnią.
    Halka bowiem wróciła dziś do łask i moda z dziwnem upodobaniem zajmuje się faworytem dnia. Dała jej wykwitny fason, zwężony u góry jak kielich kwiatu, nie obciążający i nie pogrubiający linii bioder, u dołu natomiast szeroko rozkwitający bogactwem zmarszczeń i falbanek. Modne halki wyrabiane są przeważnie z tafty, a ponieważ zadaniem ich jest szeroką wierzchnią spódniczką jeszcze możliwie u dołu poszerzyć i unosić, wielki przeto nacisk kładzie się na odstające garnirowanie.
    Riuszki, zakładeczki, bufki, falbanki okrągło krajane, przybrane pliskami i kwiatami, układanemi z jedwabiu, wiją się w festonie kolorowe wstążki, układające się w wieńce „Empire", zdobiąc tem ten znowu tak niezbędny przedmiot stroju.
    Nakazuje mu moda być lekkim, dopasowanym do figury, a przedewszystkiem bardzo krótkim!.. Wymaga się również od halki, by w tonie przystosowywała się do sukni, której towarzyszyć raczy. Halka więc zmartwychwstała tryumfalnie, jeszcze piękniejsza, strojniejsza, bogatsza, bardziej wymagająca i kapryśniejsza niż dawniej". ("IKC")



    K jak Kino
    "Kino „Nowości" w dniu 24 bm. tj. w najbliższy poniedziałek, dzięki ofiarności właściciela, p. Poleńskiego daje całe przedstawienie tego dnia na dochód krak. Koła Ligi Kobiet z przeznaczeniem na ciepłą bieliznę w polu wałczących. Przy kasie zasiądą panie: Leszczyńska i Rudnicka, sprzedaż słodyczy zorganizuje pani inż. Barańska. Wobec celu tak godnego poparcia, liczyć należy na bardzo liczny udział publiczności." ("Nowa Reforma")

    L jak Loteria
    "Loterya artystyczna. Komitet wykonawczy loteryi artystycznej, pozostający pod protektoratem ks. Renaty Radziwilłowej, odbył pod przewodnictwem Jerzego hr. Mycielskiego posiedzenie dnia 17 b. m. i zakupił dla loteryi wystawione obecnie, w Pałacu Sztuk pięknych na wystawie Towarzystw "Sztuka" i "Rzeźba" następujące obrazy:
    Profesora Teodora Axentowicza "Gladys", Stefana Filipkiewicza "Widok z Antałówki", Zofii Skrochowskiej "Kwiaty", profesora Wojciecha Weissa "Wieczór". Te piękno dzieła sztuki będą niewątpliwie zachętą do zakupna losów tej loteryi, na którą już przedtem ofiarowali swoje obrazy następujący artyści: Kugler Włodzimierz "Jarmark w miasteczku", Malczewski Jacek "Studyum kobiece", Meleniewska Matylda "Kwiaty", profesor Julian Nowak 4 teki autolitografii, prof. j Wyczółkowski Leon przepyszne "Chryzantemy". Nadto obiecał rektor Mehoffer Józef ofiarować dla loteryi jedno z wybitnych dzieł swojego pendzla". ("Nowa Reforma")


    M jak Mężczyzna - zazdrosny o życie ;) o zgrozo szowinistyczna!
    "Dlaczego kobiety dłużej żyją, niż mężczyźni?

    Czy wogóle kobiety dłużej żyją, aniżeli mężczyźni? Potwierdzającą odpowiedź na to pytanie dala ankieta, urządzona niedawno w Nowym Jorku. „Kobieta, licząca ponad 55 lat" - słowa z niej wyjęte - prowadzi życie z pewnością spokojniejsze i zdrowsze, aniżeli mężczyzna w równym wieku. Właściwie biorąc, to w tym wieku życie kobiety uważać można za skończone; nie ma ono dla niej już nic nowego lub ciekawego, nie ma na także nic już więcej do roboty. Jeżeli miała jakieś aspiracye lub zamiary, to winna była osiągnąć je do tego czasu.
    Inaczej, a nawet wręcz przeciwnie ma się rzecz z mężczyzną, właśnie w miarę wzrastającego wieku wystawionemu na coraz większe wymagania cielesne, duchowe i systemu nerwowego. Musi on nie tylko spełniać ściśle obowiązki i pracę, przepisane jego zawodem, lecz nadto musi energicznie walczyć z bezwzględną konkurencyą młodszych, a skutkiem tego bardziej poszukiwanych i uwzględnianych sił w tej samej klasie zawodowej.
    W ciągu 1915 roku ukazało się w „Times" 454 zawiadomień o śmierci mężczyzn a 1117 o śmierci kobiet, w wieku ponad 80 lat. Wśród nich było ogółem siedem osób, liczących ponad sto lat, a wszystkie bez wyjątku kobiety.
    Również i obliczenia towarzystw asekuracyjnych wykazały, że kobiety dłużej żyją, aniżeli mężczyźni. W wieku pomiędzy 55 a 60 rokiem życia znacznie więcej umiera mężczyzn, aniżeli kobiet.


    Wreszcie bardzo ciekawą i oryginalną odpowiedź nadesłał w tej kwestyi pewien amerykański urzędnik asekuracyjny: Według jego zdania kobiety dłużej mogą przeciągać swą wędrówkę po tym padole, dzięki energii, czerpanej z materyalno-egoistycznych pobudek. Na dowód swego twierdzenia przytacza przykład, iż kobiety, które zaasekurowaly się na przeżycie, utrzymują się przez długie lata w tężyźnie fizycznej i duchowej dzięki właśnie upornemu życzeniu dożycia wieku wyznaczonego do wypłaty premii." ("IKC")

    M jak Minimaks - niekoniecznie ten "Trójkowy"
    "Zapalenie się kablu tramwajowego. Wczoraj popołudniu zapalił się prawdopodobnie wskutek tak zwanego krótkiego spięcia kabel tramwaju elektrycznego, mieszczący się w słupie na Stradomiu obok ulicy Dietlowskiej. Wezwano straż pożarną, która ogień ugasiła przy pomocy tak zw. "minimaksów", to jest ręcznych naboi i poleciła elektrowni wyłączenie prądu, wskutek czego wszystkie wozy wąskotorowe zostały na pewien czas wstrzymane." ("Czas")


    O jak Ofiara wojny - znana, bo to starszy brat Boya i twórca zakładu witraży
    "Stanisław Gabryel Żeleński.

    Przez cały przeciąg wojny utrzymywała się wieść, że w pierwszych już starciach na początku kampanii padł Stanisł. Gabryel Żeleński, syn znakomitego kompozytora Władysława Żeleńskiego i śp. Wandy z Orabowskich.
    Ostatecznie nadeszło potwierdzenie śmierci śp. Stanisława Gabriela. Urodzony w r. 1873 w Warszawie, po przeniesieniu się rodziny do Galicyi ukończył politechnikę lwowską. Po krótkiej pracy w służbie rządowej nabył w r. 1907 zakład wyrobu witraży kolorowych w Krakowie. Rozwinął go i postawił na pierwszorzędnej stopie.
    Wybuch wojny rzucił go w wir pierwszych walk. Wysłany jako adjutant z rozkazem został wzięty do niewoli przez patrol nieprzyjacielski, z którym stoczył krótką, brawurową walkę. Z odniesionych ran umarł w wagonie kolejowym. Zwłoki spoczęły w Łukowie. Cześć jego pamięci!" ("Nowa Reforma")

    P jak Piwo
    "Piwo podrożało. Z dniem wczorajszym podrożało piwo w pierwszorzędnych lokalach kawiarnianych o 10 halerzy na flaszce, natomiast cena piwa, sprzedawanego na szklanki w restauracjach, pozostała niezmienioną". ("IKC")


    T jak Tor wyścigowy
    Zamknięcie toru wyścigowego w Krakowie.
    Pisma sportowe donoszą, ze krak. Tow. międzynarodowych wyścigów oddało gminie m. Krakowa do dyspozycyi wydzierżawiony na Błoniach tor wyścigowy.
    Przypominają zarazem, iż blisko ćwierć wieku na tym torze odbywały się wyścigi. Otwarto je d. 28 czerwca 1891 r., a pierwsze zwycięstwo odniósł i nagrodę Krakusa zdobyć koń "Alvajaro“ hr. Mikołaja Esterhazego; ostatnie odbyły się d. 29 czerwca 1914 roku.
    Meeting zakończył się biegiem z przeszkodami, w którym wielkie powodzenie miał hr. E. Resseguiera "Szatan 11". Towarzystwo wyścigowe straciło dwóch wybitnych członków: prezesa hr. Romana Potockiego i hr. Jana Tarnowskiego z Chorzelowa. Fachowe pisma wyrażają nadzieję, że po wojnie wyścigi wejdą ponownie w życie na nowym terenie". ("Nowa Reforma")

    Ż jak Żipkilotek
    "Rehabilitacja "Żipkilotek".
    Przed kilku laty oburzali się moraliści całego świata, gdy himeryczna francuska moda wymyśliła „spódniczkę-szarawary", owe „żipkilotki, których „istota" polega na tem że spódniczka jest powyżej kostek spięta, tak, że ma pozory zmodyfikowanych tureckich szarawarów.
    Przypominamy sobie i w Krakowie owe święte oburzenie publiczności, gdy dwie artystki dramatyczne pokazały się na linii A-B w eleganckich i zresztą bardzo umiarkowanych „żipkilotkach".
    Tłum gapiów z krzykiem powitał pionierki nowej mody i dopiero przy pomocy policyi udało się nieszczęśliwym aktorkom dopaść dorożki i chronić się u Michalika.
    Nie niniejsze, choć w delikatniejszej formie objawiające się zgorszenie towarzyszyło "żipkilotkom" w Niemczech. We wszystkich związkach dziewic i kobiet protestowano przeciw demoralizującej modzie paryskiej. Doszło do tego, że władze policyjne zabroniły oficyalnie noszenia żipkilotek na ulicy, a nawet pokazywania ich na scenie.
    Nareszcie przyszła wojna i pozmieniała zupełnie pojęcia o „moralności" i "obyczajności".
    Dzienniki berlińskie piszą: "Żipkilotka" pojawiła się nagle na bruku berlińskim. Nie jest to jednak kaprys mody, lecz raczej konieczność wojenna.
    Spódniczka tego typu została obowiązkowo zaprowadzona jako część umundurowania konduktorek podziemnej kolei. Zadecydowała o tem praktyczność i wzgląd na bezpieczeństwo funkcyonaryuszek, które wskakując i wyskakując z wagonów, narażone były na to, że szeroka spódnica mogła się zaplątać w koła, przymknąć w drzwiach, etc.



    Jeden z dzienników berlińskich konkluduje: Żipkilotki wyglądają bardzo szykownie. Gdy konduktorka stoi zupełnie spokojnie, nie można nawet poznać, że jest w innej niż zwykle spódniczce. Fałdy są bardzo szerokie, a całość "mile przypomina" o pięknych Turczynkach, których bracia walczą wspólnie z nami za wielką sprawę... Byłoby pożądanem, by nasze panie - słowa berlińskiego dziennika - nie wzdragały się i na ulicy ukazywać się w tej eleganckiej, a oryginalnej formie ubrania. Od nas dodamy: Tempora mutantur..." ("IKC").

    Korzystałam z Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej i Jagiellońskiej Biblioteki Cyfrowej. Czasopisma - "IKC", "Nowa reforma""Czas"

    0 0

    Jak widzicie zmieniłam wygląd bloga na bardziej "nowoczesny" i przejrzysty.
    Jeszcze nie wszystko działa, niektóre obrazki się rozjechały, ale to kwestia czasu i nauki. Robię wszystko własnymi rączkami, a rączki, czy raczej przy moim wzroście - rączyska, są bardziej nastawione na szperanie, kartkowanie, pisanie twórcze i odtwórcze, niż na składanie kodu html w bloggerze tak, żeby wszystkie tagi na końcu miały swoje "dziubki" i nie krzyczały na czerwono.

    Z racji tej zmiany postanowiłam zrobić małe podsumowanie i tzw. "słowo wstępne" spóźnione o prawie 8 (sic!) lat.
    Blog ten  powstał w maju 2008 roku - z nudów, malutkiej depresji wiosennej, zanudzania innych i próby poskładania Krakowa w jednym miejscu. Przyświecała temu myśl: robię to dla siebie, ale jak ktoś przeczyta to będzie miło...


    PRZEZ TEN CZAS: 
      -  powstało bardzo mało postów - 88, z czego 11 to kopie robocze nigdy niedokończonych wątków, o czym później.

      - w niektórych latach pisałam po 2 posty rocznie (auuuuć!), próbowałam tym samym metodę "kończ waćpanna z blogiem wstydu oszczędź". Nie udało się, blog przeżył i nawet przy tak małej ilości postów, miał całkiem niezłą liczbę wyświetleń.

      - Zuckerberg stworzył możliwość prowadzenia mini bloga na jego portalu, czyli strony/grupy /społeczności - jak zwał tak zwał. Dawny Kraków w sierpniu 2012 próbował całkowicie wyemigrować tam. Nie udało się.

      - na FB profilu Dawny Kraków jest teraz 9741 polubień, co wprawia mnie czasem w przerażenie typu: "O matko! Już  ponad 3 tygodnie nie dbam o prawie 10 tys. osób!" i wtedy gorączkowo szukam "super zdjęcia". Ostatnio uświadomiono mi, że post, który publikuję dociera tylko do jakichś 1,5-2 tysięcy, a jak chcę, żeby dotarło do wszystkich, to muszę zapłacić FB tak z 80 zł za post. Nie ulżyło mi wcale, szkoda mi tych pozostałych 8 tysięcy... Płacić nie będę. Zuckerberg i tak ma za dużo.

      - w 2013 r. pasja przerodziła się w pracę. Zostałam przewodnikiem miejskim po Krakowie, w tym ostatnim przed-deregulacyjnym rzucie. Rzuciłam pracę w "korpo" i jest cudownie, ale mogło by być wspaniale. Więc jeżeli ktoś potrzebuje wycieczki po niby znanym, ale tak naprawdę często zaniedbanym w umysłach Krakowie, to chamsko się polecam. Ostatnio szlifuję swój angielski i przerzucam się z rynku wschodniego na zachodni (ach ten Krym i następstwa!). Litewski rynek pozostaje semper fidelis, ponieważ nie mają wyboru. Jestem jedyna :P. Po polsku mówię jak na obcokrajowca perfekcyjnie :) - tylko te końcówki "szliśmy, szłyśmy" są nie do opanowania. Wystarczy, że z babami idzie jeden facet i już "szliśmy". Jakiś pro męski ten polski język!

      - najbardziej czytanymi postami były posty o przedwojennej modzie. Tak dalej być nie może! - stwierdziłam i przerzuciłam je na stronę Retro-Daily, którą niedawno reklamowałam. Koniec, tu będzie tylko Kraków!

      - stałam się jakaś poważniejsza w postach!  Wszystko dlatego, że robią mi się zmarszczki koło ust! To ponoć od śmiania się i strzelania oczami do turystów. A tak mniej lub bardziej osobiście i mniej lub bardziej poważnie: żadnych dzieci i kredytów nie mam, więc polityką się już nie interesuję; zaczęłam śpiewać i krzyczeć nie tylko w domu; moje kotki stały się nastolatkami, a ja skurczyłam się o centymetr, co przy moim wzroście jest wielkim szczęściem.

      Teraz przechodzimy do GŁOSOWANIA.
      Już wspominałam, że przez ten czas powstało 11 wersji roboczych, czyli jedenaście rozpoczętych i niedokończonych tematów. Pomyślałam, że dam radę znowu oszperać i opisać tylko 3-4 tematy. A które to będą  - wybierzecie Wy :).
      Proszę wybrać temat, o którym chcielibyście dowiedzieć się więcej i napisać w komentarzu.(Jeżeli takich głosów będzie mało, to spróbuję zrobić ankietę na FB. Ja wiem, że mało kto komentuje i wręcz boi się zostawiać swoje ślady w internecie, ale możecie to zrobić anonimowo!)

      NIGDY NIESKOŃCZONE WĄTKI:
      1. Kraków i Kometa Halleya w 1910 r.
      2. Cyrk w Krakowie
      3. Przemarsz słoni w 1934 r. nie za bardzo wiem, o co mi wtedy chodziło, ale gdzieś powinny być notatki. To może być wyzwanie!
      4. Marta Farra w Krakowie - była kobiecym Herkulesem!
      5. Powstanie krakowskiego "Sokołu"
      6. Krakowianie na statku "Stefan Batory"
      7. Wirujące krakowskie stoliki
      8. Nowa linia tramwajowa
      9. Księgarnie krakowskie
      10. Wizyta arcyksięcia Karola I podczas I wojny światowej - ten tematjakoś tak długo leży. Dziś zdjęcie, które miało być na post dałam na FB, co często oznacza koniec pisania...
      11. Pałac Tarnowskich - cz. 2

      ZAPOWIEDŹ
      Zapowiadam, że tematów skończonych i nieskończonych będzie jeszcze więcej, humor może wróci, a przynajmniej raz w tygodniu będzie post z tygodniowym przeglądem prasy. TmdB

      0 0

      Głosowanie na posty tematyczne trwa, kto jeszcze nie skomentował zapraszam TUTAJ, a ja kontynuuję alfabet prasowy z ubiegłego tygodnia w 1916 r.


      Czarnogóra raz kapituluje, raz blefuje. Austria jest wściekła i gazety krakowskie wraz z nią. Ostateczną, wg "IKC", sprawczynią kapitulacji była oczywiście kobieta - księżniczka czarnogórska Ksenia. Dążyła bowiem do tego, by tron po śmierci Mikołaja I Pietrowicia przypadł jej bratu, tymczasem większość Czarnogórców dalej pragnie złączyć się z Serbią.

      Ostatni tydzień stycznia w 1916 r. w Krakowie był bardzo ciepły, znaleziono nawet żywego motyla!, lecz kolejne dni przyniosły znaczące ochłodzenie - dokładnie tak jak dziś wiek później.
      Krakowskich fiakrów coraz mniej, nie ma  ich więcej niż sto. Składają się z szkieletów szkap (konie na frontach!), rozpadających się drynd, a powożą nimi dzieci. Krakowianie ucieszyli by się pewnie z otwarcia nowej linii tramwajowej, z Salwatora na koniec ul. Sławkowskiej, ale co z tego, jeżeli krakowski tramwaj gardzi gośćmi, nie zatrzymuje się na stacjach lub rusza w chwili wsiadania...
      Rekordy popularności bije sztuka "Wyspa Amora" wg Neidharta, bilety wysprzedane do ostatniego miejsca. Kawiarnie jak zwykle oblężone. Krakusi smutno spoglądając na herbatę opłakują białą kawę. Jak zwykle snuje się plotki ploteczki, które dopełniają wiadomości z krakowskich dzienników. 

      PISOWNIA ORYGINALNA

      13 jak13 stoi dzielnie.
      "P. Karol Neumann, pospolitak 13-go p. p. „krakowskich dzieci", który przebywa już od sześciu miesięcy na froncie rosyjskim, nadesłał do jednego ze swych przyjaciół kartkę z okopów, datowaną 19 b. m. Z kartki owej, udzielonej Redakcyi naszej do dyspozycyi, przytaczamy następujący charakterystyczny ustęp:
      ... Dla nas nastają tutaj gorsze czasy. Rosyanie biją ostro, starają się nasz front przełamać, lecz mimo szalonych wysiłków nie udaje im się doprowadzić do tego, bo trzynastka stoi dzielnie, dowodem czego liczne medale waleczności". ("IKC")

       
      *Trzynastka to pułk piechoty rekrutujący się z Krakowa i okolic, w skład którego wchodzili krakowscy andrusy, Antki i Staszki, tzw. "Krakowskie dzieci". Więcej o nich możecie poczytać na blogu  grupy rekonstrukcyjnej 13 Pułku Piechoty.

      A jak Absolutyzm kobiet
      Kraków jest dziś może jedynem miastem które może poszczycić się tak „zbabioną" instytucyą, jaką dziś jest tramwaj. Z początku, gdy powołani pod broń konduktorzy, zastępowani byli przez poszczególne siły kobiece, wywoływało to całkiem zrozumiałą sensacyę wśród lokalnych gapiów, obecnie jednak, gdy cały personal dla wydawania biletów złożony jest z samych kobiet, stało się to już zjawiskiem zwyczajnem. Dziś przeszło sto kobiet spełnia tę ciężką służbę. Następnie przyszła kolei na kontrolerów. I tą placówkę zajmują już obecnie kobiety, z których cztery, ubrane w zgrabne, wcięte uniformy, z uprzejmością i wprawą kontrolują bilety. Obecnie przyszła kolej na motorowych, których także usiłują zastąpić kobiety. Przed niedawnym czasem jak donosiliśmy, „wywoływała sensacyę" motorowa, kierująca wozem tramwajowym. Dziś jest ich już czternaście, a w najbliższym czasie będą przyjęte dalsze siły. Tak więc tramwaj krakowski stanie się wkrótce instytucyą bodaj że jedyną w całej Europie, owładniętą zupełnie przez kobiety. Pomału zagraża nam świat bez mężczyzn..." ("IKC")

      K jak Kino "Nowości" - przedstawienie filmowe na cele opieki wojennej
      "W teatrze .,Nowości“ odbyło się w niedzielę przed i południem, staraniem eksc. p. Amalii Kukowej,  przedstawienie kinematograficzne głośnego filmu wojennego p. t. "Śmierć i blizny dla ojczyzny". Aktualne zdjęcia powyższe z terenu walk na południowym froncie przyniosły szereg zajmujących obrazów, uzmysławiających trudy wojsk astro-węgierskich. Epizody wojenne splecione były zręcznie w historyę sentymentalno-romantyczną, której bohater, uznany za umarłego, powraca szczęśliwie na łono rodziców.
      Na przedstawieniu, które szczelnie wypełniło widownie "Nowości", obecnym był komendant twierdzy, eksc. gen. Kuk z małżonką, z licznem gronem  wyższych oficerów, prezydentowstwo Leowie i w i. Dyrekcya teatru "Nowości" użyczyła bezinteresownie sali na powyższe widowisko." ("IKC")



       P jak pogoda, czyli mit o globalnym ociepleniu.
      Przedwczesny zwiastun wiosny. "Dzisiaj przyniesiono nam do redakcyi okaz motyla, złapanego w okolicy Jordanowa, w stanie zupełnie zdrowym. Nasz referent przyrodniczy zapewnił nas, że jest to motyl zeszłoroczny, który z powodu lekkiej zimy zdołał utrzymać się przy życiu.  Bądź co bądź świadczy to o długiej jeszcze wiośnianej wprost aurze, czego dowodem dzień wczorajszy." (27.1.1916 "IKC")
      Powrót zimy. Po wielu dniach zmiennej pogody i powietrza, wcale nie zimowego, doczekaliśmy się, nareszcie pod koniec stycznia powrotu zimy. Już wczoraj wieczorem zamiast od szeregu dni wiejącego wiatru zachodniego, który ciągle napędzał chmury i groził deszczem, przyszedł wiatr wschodni, niosący suche zimno. Termometr opadł, noc była mroźna, niebo czyste i gwiaździste, a dzisiaj rano biały zamróz okrywał dachy i gałęzie drzew; jeszcze koło godziny 11 mamy dwa stopnie poniżej zera. Barometr stoi wysoko, przynajmniej na dni kilka należy się spodziewać pogody przy chłodnem, ale suchem powietrzu." (30.1.1916 "Nowa reforma")

      R jak Robotnica
      "Nieszczęśliwy wypadek podczas pracy. Wczoraj rano interweniowało Pog Tow Rat. w fabr tutek R. Herliczki gdzie 15-letn. robotnica Marya Tr. padła ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Oto pas maszyny pochwycił ubranie nieszczęśliwej dziewczyny, wstrząsnął ją silnie i rzucił na ziemie. Maryę Tr., która uległa silnemu wstrząsowi mózgu, przewieziono do szpitala św. Łazarza na oddział chorób nerwowych." ("IKC")


      S jak Szafran a raczej farbowane drzewo
      Do pewnego kupca przy ulicy Miodowej zgłosił się wczoraj jakiś agent i ofiarował mu większą ilość szafranu na sprzedaż. Kupiec odebrał od niego próbkę zaofiarowanego towaru i polecił agentowi zgłosić się za kilka godzin celem zawarcia umowy. Ostrożny kupiec tymczasem zaniósł odebraną próbkę szafranu do miejskiego Zakładu dla badania środków spożywczych, gdzie stwierdzono, że jest to - farbowane drzewo. Agent jednak był także "ostrożny" i więcej się już nie zgłosił do sklepu, przewidując, że może być aresztowany." (Nowa Reforma")

       T jak Teatr „Wyspa Amora“ — Augusta Neidhardta.
      Po raz pierwszy mieliśmy sposobność przekonać się jak autor niemiecki, zamierzywszy napisać „lekką komedyę"- osiągnął swój cel.
      August Neidhardt kształcił się na współczesnej komedyi francuskiej w bym celu, aby na uroczem wybrzeżu dalmatyńskiem połączyć pannę Lolę Manncheimer i miliony jej papy, bankiera berlińskiego, z hofratem wiedeńskim, panem v. Berbrurmem. Panna Lola urasta do symbolu, nie tylko z racyi tego małżeństwa, ale także z przyczyny p. Nina Alberti, który będąc Włochem dalmatyńskim, musi być  zdaniem p. Neidhardta - pospolitym szantażystą, tak samo jak pamiętny Francuz w komedyi Lesssinga „Mima von Barnhelm"... Po Lessingu i co ważniejsze po 24 maja 1915 zasługuje p. Alberti - zdaniem autora - na tęgie lanie, za to, że śmiał pokusić się o miliony panny Loli i aby je zdobyć urządził z nią awanturniczą wycieczkę na wyspę Amora.  Ostatecznie miliony zostaną w kraju, gdyż Alberti trafił na większego od siebie franta, a dotychczasowy narzeczony bogatej panny, ma ich sam tyle, że wspaniałomyślnie zrzeka się ich na rzecz pana hofrata i wraca do Berlina, zostawiając dla siebie skromną panienkę od maszyny do pisania i wraca do Berlina, zadowolony z pozbycia się narzeczonej, dumny z bohaterskiego połamania laski na plecach Albertiego.
      Neidhardtowi nie podobna odmówić talentu komedyowego. Z odrobiny mydła i wody zrobił sporo efektownych baniek, które przez chwilę mienią się barwnie. Dyalog jest płynny, ma dobry rytm i dowcip, tę właściwa Wiedeńczykom ..Schlagfertigkeit“, która jest ich ambicyą, wyrazem inteligencja.
      Wykonanie "Wyspy Amora“ nazwać można bardzo udatnem. Niespodzianką, w stosunku do zapowiedzi afisza, był występ panny Zarzyckiej, która z powodu niedyspozycyi pani Solskiej, objęła rolę Lali Mannheimer. Samo momentalne opanowanie roli świadczy o silnym i udatnym talencie artystki, która we własnej inwencyi musiała czerpać motywy dla usprawiedliwienia akcyi, przez autora psychologicznie nie dość jasno nakreślonej. Naturalność i prostota gry panny Zarzyckiej, zwłaszcza w akcie drugim, nadały kreacyi niepoślednią wartość artystyczną. Wypróbowane talenty pp. Kosmowskiej, Jednowskiego, Noskowskiego, Stanisławskiego, Żarskiego i Brandta przyczyniły się w całej pełni do trafnej interpretacyi postaci komedyi. Publiczność, przywitała nowość życzliwie i z zadowoleniem." ("IKC")




      W jak Witamy powracającego żołnierza
      "Jak powinna ubrać się kobieta na przyjęcie powracającego męża lub brata? Jest to bardzo ważny punkt, który musi być ściśle umieszczony w ramy toczących się wypadków (sic!) Zaleca się tu przedewszystkiem prostotę i skromność co równocześnie jest wyrazem uroczystego nastroju. Możeby wziąć sobie za wzór królową Luizę. Kwiaty we włosach i w pokoju powinny być także „uwzględniane". Gałązki dębowe i drzew szpilkowych niech zdobią z odpowiednim napisem drzwi i okna. Nie zapomnijmy, by w pośrodku znalazł się i krzyż zasługi. Napisy mogłyby być w tym rodzaju: "Witaj w Ojczyźnie!" albo: "Cześć ci rycerzu!" (lub: Cześć ci mężu, synu, bracie!)
      Schody winny być suknem zaścielone i posypane liśćmi dębowymi lub laurowymi. Możnaby również zaimprowizować małą iluminacyęna schodach, rozumie się z odpowiednią dekoracyą i portretem lub biustem cesarza.
      Przy wejściu do domu należałoby podać bohaterowi szklankę wina czerwonego. Aktowi temu może towarzyszyć krótka, ale serdeczna i uroczysta przemowa. Powinien ją wygłosić właściciel domu, o ile sam nie jest na wojnie.
      Powracającemu trzeba przygotować przedewszystkiem ciepłą kąpiel i czystą bieliznę. Przed ucztą można podać powracającemu wojownikowi pierścień honorowy lub powtórnie poświęcić obrączki ślubne (o ile dotyczący jest żonaty).
      Stół powinien być nakryty przed zjawieniem się powracającego wojownika, a potrawy szybko po sobie następować. Zieleń, kwiaty, wstęgi w patryotycznych kolorach niech zdobią śnieżnej białości obrus. Miejsce honorowe zajmie powracający wojownik". Chleb powinien być w kształcie krzyża zasługi, również serwety niech będą na krzyż składane. I w tym sensie następują dalsze wywody. Zacytowawszy te klasyczne przepisy dodaje "V. Zeitung" taką uwagę:
      "Nie chcemy osłabiać nastroju poetyckiego tych wywodów. Dajemy tylko wyraz naszej obawie, że nasi dzielni wojownicy z pewnością dobrowolnie nie wrócą do swych domów i będą woleli stać pod morderczym ogniem wroga, niżeli narażać się w domu na barbaryzm tego serdecznego domowego przyjęcia."
      Tyle berliński dziennik.
      Naszem zdaniem najmilszem przyjęciem dla strudzonego wojną i stęsknionego za domem żołnierza będzie nie pompa obmyślanego z góry przyjęcia - lecz serdeczny uścisk kochającej żony, radość i szczebiot dzieci, a po miesiącach całych tułaczki i poniewierki niewymyślna wieczerza spożyta w gronie rodziny zastąpi mu zupełnie wystawną kolacyę z czerwonem winem i obrusem przyoranym laurem i kwiatami." ("IKC")



      Z jak Zakaz podawania sucharków w kawiarniach.
      "Magistrat krakowski komunikuje: Doszło do wiadomości ministerstwa spraw wewnętrznych, że niejednokrotnie bywa podawany w kawiarniach sucharek na wodzie (Wasser zwieback) bez karty chlebowej. Wskutek reskryptu ministerstwa spraw wewnętrznych z dnia 29 grudnia 1915, magistrat zwraca uwagę interesowanych kupców i przemysłowców, że używanie sucharków na wodzie podlega tej samej kontroli, co zużywanie chleba i mąki, że zatem sprzedawać te artykuły wolno tylko za odcięciem kuponu karty chlebowej. Niestosujący się do niniejszego rozporządzenia ulegną karom." ("Głos Narodu")


      0 0

      Znacie ekranizacje "Noce i dnie" w reżyserii Jerzego Antczaka - filmową oraz telewizyjną? Słynny walc Waldemara Kazaneckiego, który wraz ze słowami Agnieszki Osieckiej stał się przebojem Haliny Kunickiej "Od nocy do nocy"? Oczywiście, że tak.
      A ja nic nie znałam i nie kojarzyłam, bo gdy przyjechałam do Polski to modne były tylko seriale typu "Klan", "Ekstradycja", "Na dobre i na złe" a z filmów to starocie, które wg moich znajomych "musiałam obejrzeć żeby Polaków zrozumieć", czyli "Rejs", "Sami swoi", "Miś" i najwyżej ekranizacje trylogii Sienkiewicza.

      Tak się składa, że oprowadzając po Kazimierzu  cały czas opowiadam wyuczony tekst, "... a tu kiedyś stały kamienice spalone podczas kręcenia "Noce i dnie"...I gdy ANK na swoim profilu FB opublikowało zdjęcie tych spalonych kamienic stwierdziłam, że koniec kropka - w tegorocznym sezonie turystycznym będę mówiła te słowa ze zrozumieniem materii.

      Najpierw ta część ul. Józefa przed 1975 r.



      Cytat ze  "swiatseriali.interia.pl":

      "Reżyser od początku zdawał sobie sprawę, że zaaranżowanie pożaru miasta na potrzeby filmu będzie największym wyzwaniem. Tego typu zdjęcia były możliwe w Jugosławii albo w Czechosłowacji, gdzie istniały całe miasteczka służące do takich właśnie celów. Zagraniczne zdjęcia nie wchodziły jednak w rachubę ze względu na olbrzymie koszty i rozliczenia w "prawdziwych pieniądzach".
      Po rekonesansie okazało się, że pożaru nie da się nakręcić nie tylko w Kaliszu, ale i w Lublinie, Zamościu czy Kazimierzu Dolnym. Dobre wieści przyszły z Krakowa: na Kazimierzu szykowano kilka kamienic do wyburzenia. Miejsce okazało się idealne na pożar filmowego Kalińca. No, może nie do końca idealne, bo znajdowało się w środku tętniącego życiem Krakowa. Pirotechnik pocieszył reżysera, że gdy zacznie "hajcować" napalm, którego użyje, nikt go nie ugasi, aż się "wyhajcuje". W scenie "brały udział" nie tylko płonące budynki. W ogniu szamotały się wojska dwóch armii - pruskiej i rosyjskiej - a z płonącego miasta uciekali cywile. Do tych scen zaangażowano ponad tysiąc statystów i aktorów z krakowskich teatrów (żeby profesjonalnie statystowali w pierwszych szeregach tłumu).
      Sceny w płomieniach kręcono trzy dni. Dwukrotnie dochodziło do groźnych sytuacji, które mogły zakończyć się śmiercią wielu osób. Zagrożona była nawet Jadwiga Barańska, dla której niebezpieczny incydent zakończył się nadpaleniem płaszcza."

      A działo się to tak:
      Najpierw kadry z okolic Okrąglaka - czyż secesyjna przybudówka nie wygląda uroczo?



      Ponoć pod Okrąglakiem też były wysokie drewniane rusztowania wypełnione zbiornikami z napalmem. Po podpaleniu powstała ściana ognia i tylko dzięki umiejętnej pracy pirotechników mamy dalej miejsce gdzie Endzior spokojnie może zbijać kasę, póki go "Forum Przestrzenie" nie pogoni ;).




      ANK, Zbiór fotograficzny, sygn. A-V-1128. Oraz ct.mhk.pl
      I w ten oto sposób mamy co mamy - kamienice niby odbudowane, niby pasują, ale coś w nich do końca nie gra...
      Tyle na ten nierozbudowany temat. Jest już późno i czas do łóżka, a ja jeszcze tyle nie wiem...
      Czemu każdy wspomina ten pożar inaczej? Jedni mówią, że jedna kamienica po prawej, jedna po lewej, drudzy, że dwie po lewej. Inni, że większy pożar był przy Okrąglaku. Cóż, póki nie dowiem się kiedy konkretnie był pożar sfilmowany przez Antczaka (konkretny dzień!) i nie znajdę opisu z tamtych czasów, to nie wierzę w nic.
      Druga sprawa - kiedy powstały teraźniejsze?
      Jeżeli, ktoś posiada wiedzę na ten temat proszę o komentarz, bo jak widać materia nie zbadana...

      P.S. Co się tyczy tematów z kopii roboczych głosujcie, czekam na więcej i będę pisać, obiecuję!





      0 0

      Na początku lutego w 1916 r. najbardziej narzeka się na zawyżone ceny w restauracjach i kawiarniach, na brak mąki, cukru, papierosów, a także zakaz sprzedawania spirytusu. Wreszcie 7-8 lutego pojawia się zboże rumuńskie, nieszczęśliwie, bo dwie kobiety na ul. Karmelickiej wpadły pod wóz z takim zbożem i zostały mocno poturbowane.
      Następca tronu Turcji Yusuf Izzettin Efendi nie wytrzymał wojennej presji, wziął żyletkę i podciął żyły. Kraków przez parę dni żyje tą wiadomością i ponoć prawdziwym powodem wg jednych była postępująca choroba psychiczna, a według drugich zawód miłosny, mimo pięciu żon... Niby z wojną to nie miało nic wspólnego, bo ciągle zrzucać wszystko na nią jest passé.

      A jak Andrzej Grabowski zimą i na bosaka
      Otrzymujemy następujące Pismo:
       Szanowna Redakcyo,  Polskie i niemieckie dzienniki podają, że od roku 1775 nie było tak łagodnej temperatury w styczniu, jak w obecnym roku. Jeszcze cieplejszym był styczeń w 1863 roku. Wyszedłszy z kolegami szkolnemi ku Bielanom spotkaliśmy powracającego z przechadzki znanego w mieście właściciela księgarni, autora "Opisów okolic Krakowa" a teścia późniejszego prezydenta Friedleina, ś. p. A. Grabowskiego. Szedł boso, niosąc na ramieniu trzewik uszami związane, jak to zwykł był w lecie czynić w polu, celem zahartowania się. W ręku trzymał bukiecik konwalii zupełnie rozkwitłych.
      Zatrzymał nas na drodze i polecił nam zapamiętać ten dzień. Zapamiętałem więc, a było to 20 stycznia 1863 roku. A na błoniach grywali chłopcy w piłkę bez surdutów w kamizelkach. A. Z.
      ("IKC")

      B jak brak - prawie wszystkiego...
      Brak pieczywa w Krakowie
      Ludność nasza pozbawiona jest już od kilku dni w dostatecznej ilości pieczywa, którego produkcya z powodu braku mąki z każdym dniem maleje. Pieczywo, wypiekane dotychczas w Krakowie, pod względem dobroci przedstawia się więcej, niż fatalnie. Poważna część publiczności naszej - wyrzekła się już dawno tego „przysmaku" i radzi sobie, jak może, wypiekając w domu z resztek zapasów mąki domowe pieczywo.
      Jak długo potrwa ten stan - nie trudno odgadnąć, o ile weźmie się pod rozwagę wszystkie trudności w dowozie mąki do naszego miasta.
                  Jak się dowiadujemy, energiczne zabiegi, poczynione przez delegata Fedorowicza i gminę w sprawie dowozu mąki dla Krakowa, nie odniosły jeszcze skutku. Kraków goni ostatkami. — Jak słychać, znaczne zapasy mąki mają być ukryte przez tutejszych engrosistów, w celach spekulacyjnych. Władze miejscowe winny w tym kierunku natychmiast poczynić kroki. Jeśli mąka jest ukryta — nie powinno się dłużej tolerować podobnego stanu rzeczy. Jak nam donoszą z Białej, radca namiestnictwa, p. Gubatta, referent spraw aprowizacyjnych naszego kraju, wyjechał onegdaj do Wiednia, gdzie ma interweniować u władz centralnych w sprawie natychmiastowego dowozu mąki dla miasta Krakowa.
      ("IKC")

      Brak cukru i tytoniu w mieście. Od paru dni brakuje w mieście cukru. Wczoraj odbywała się po mieście gonitwa za cukrem po sklepach. Brakuje teraz cukru i kostkowego i w głowach, co jest tem dziwniejszem, że w Austryi zapasów cukru jest dosyć. Widocznie organizacya dowozu cukru do Krakowa nie jest należytą.
      Od dłuższego czasu brak również w Krakowie wszystkich lepszych papierosów  we wszystkich trafikach z wyjątkiem głównego składu tytoniu. Podobno w tym tygodniu trafikanci  otrzymają już z fabryki pewne zapasy papierosów.
      ("Nowa Reforma")

       

      C jak Cygaro i charakter
      Doskonały i niezawodny środek dla narzeczonych lub dam, któreby niemi zostać chciały, w jaki sposób pewnie rozpoznać charakter starającego się, poleca we francuskich dziennikach pewna paryska powieściopisarka, widocznie dobra znawczyni brzydszej połowy rodzaju ludzkiego. Dama ta radzi swym spragnionym wiedzy siostrom, aby „wybranemu" pod jakimkolwiek pozorem podały cygaro, a równocześnie baczną zwróciły uwagę, w jaki sposób obdarowany obejdzie się z podarunkiem.
       Jeżeli zębami odgryzie koniec cygara, to na pewno można o nim powiedzieć, że jest to człowiek bezfrasobliwy, trochę lekkomyślny. Jeżeli do ucięcia końca cygara używa specyalnego aparatu, jest to rozważny, praktyczny charakter, jeżeli jednak po odcięciu podniesie ten kawałeczek, jest to jeszcze człowiek pedantyczny.
        Mężczyzna, który przy paleniu wkłada cygaro głęboko w usta, jest zdecydowanym sceptykiem, przytem wszystkiem jednak energiczny i przedsiębiorczy. Gdy używa przy paleniu cygarniczki bursztynowej, można stanowczo twierdzić, że główną cechą jego charakteru jest delikatność i tkliwość; cygarniczka srebrna oznacza charakter dobroduszny i wyrozumiały.
                  Kto swe cygaro wypala do ostatka, jest człowiekiem wiernym, godnym zaufania i rozumnym; mężczyzna zblazowany, lekkomyślny i nieszanujący grosza, wypala cygaro tylko do połowy. Wreszcie, kto pozwala cygaru wypalić się samemu, ten nie jest wcale człowiekiem przedsiębiorczym i zdolnym do interesów, ten zaś, kto przy paleniu zasypia, to najidealniejszy materyał na męża: zgodny, wyrozumiały, przedewszystkiem posłuszny.
      ("IKC")

      G jak Gołębie
      Zakaz trzymania gołębi. W ostatnich dniach wyszedł rządowy zakaz trzymania przy gospodarstwach domowych gołębi pocztowych i zdolnych do dalekich lotów, nadto zakaz trzymania gołębi w zamknięciu. Nie wolno również przewozić gołębi ze sobą w podróży. Wobec tego zakazu, handel gołębiami jest niedozwolony, a osoby przekraczające to rozporządzenie, będą traktowane jako podejrzane o szpiegostwo i oddane pod sądy doraźne.
      ("IKC")

      M jak Mariacki
      Restauracya wieży Maryackiej mimo wypadków wojennych i ich następstw będzie w tym roku w zupełności ukończona. Dotąd wykonano wszystkie roboty ciesielskie, kamieniarskie i murarskie, odnowiono mianowicie zniszczone części murów wieży i pozłocono koronę, chorągiewki i banię z dokumentami, wykonano nową część hełmu, pokryło blachą ołowianą dach, wreszcie wykonano nowe przeźrocza z wyjątkiem kilku parterowych okien i wykończono nowe kamienne schody w niższej części wieży. 
      Obecnie jeszcze do wykonania pozostało otoczenie okopu wieży kratą żelazną, kilka przezroczy kamiennych w parterowych oknach, nowe łańcuchy na słupach pod wieżą i nowe schody drewniane w górnej części wieży. Kierownictwo nad robotami restauracyjnemi objął st. radca budownictwa miejskiego p. Jan Zawiejski. Koszta odnowienia wieży Maryackiej wyniosą około 300.000 koron.
      ("Nowa Reforma")



      S jak Sukiennice
      Pożar w Sukiennicach.  Wczoraj miedzy godz. 2-gą a 3-cią po południu zaalarmowane zostało całe miasto sensacyjną wieścią, iż wybuchł groźny pożar w Sukiennicach. Na miejscu katastrofy zebrały się wkrótce tysięczne tłumy, które zalały olbrzymie połacie Rynku Głównego po obu stronach Sukiennic. Na szczęście pożar ów nie przybrał większych rozmiarów. Skończyło się tylko na ogniu w piwnicy pod Sukiennicami gdzie zaprowadzone jest centralne ogrzewanie dla całego budynku.
      Jak się później okazało, z niewiadomej przyczyny zajęło się drzewo, złożone niedaleko pieca, do którego przylegają rury, rozprowadzające ciepło do wszystkich ubikacyj potężnego gmachu.
       Piwnica ta, dla centralnego ogrzewania budynku, znajduje się pod sklepem Bayera. naprzeciwko kościoła N P Maryi. Od palącego się drzew zajął się wkrótce węgiel.
       Tymczasem z żelaznych okien podziemnych chodnika krużgankowego Sukiennic wydobywały się na zewnątrz kłęby dymu które potęgowały grozę sytuacyi. Wielka była obawa wśród zebranej publiczności ażeby ogień nie dostał się do sal Muzeum Narodowego.
      Zaalarmowana straż pożarna o wypadku przybyła na miejsce katastrofy w sile kilku plutonów pod kierownictwem naczelnika p. Nowotnego. Dzielni strażacy z energią godną podziwu, zlokalizowali ogień piwniczny w kilkunastu minutach. Podczas akcyi gaszenia ognia - pootwierali żelazne okna podziemne. wychodzące na zewnątrz chodnika krużgankowego Sukiennic - przez które biły olbrzymie slupy skłębionego dymu. Był to widok niezwykły i groźny.
       Od palącego się drzewa zajęły się drzwi piwniczne i okna. Szkoda niewielka.
      ("IKC")

      W jak Wawel
      Restauracya Wawelu. Dzisiaj przed południem rozpoczęły się obrady pełnego komitetu krajowego restauryacyi Wawelu. W dzisiejszym posiedzeniu biorą także udział hr. Chołoniewski i hr. Lanckoroński. Przewodniczy marszałek krajowy p. St. Niezabitowski. Na posiedzeniu dzisiejszym załatwione będą dwie ważne sprawy, mianowicie rozpisanie konkursu na restauracyę sal II piętra zamkowego i "Pochód" Wacława Szymanowskiego. Prawdopodobnie przyjęte będą wnioski komitetu miejscowego w tych sprawach, mianowicie rozpisany będzie konkurs na dekoracyę wymienionych sal, a "Pochód" W. Szymanowskiego będzie wykończony w mniejszych rozmiarach i umieszczony w jednej z odnowionych sal zamku.
      ("Nowa Reforma")


      0 0

      Na początku kwietnia i aż do połowy maja 1910 r. cała ludzkość była ogarnięta strachem.
      Jedni kupowali maski przeciwgazowe, drudzy tabletki przeciwdziałające temu zjawisku,  natomiast większość im była bardziej przerażona, tym więcej opowiadała, jak to wszyscy zginiemy i ludzie i zwierzęta, że nie tylko nic nie poczujemy, ale nawet nie będziemy wiedzieć o swoim zgonie.
      Śmierć ma nastąpić szybciej niż od uderzenia pioruna i wypełni się wtedy przepowiednia biblijna o końcu świata. Albowiem spójrzcie w niebo! Ona znowu nadlatuje, tylko tym razem sięgnie nas swoim pierścieniem, a imię jej Kometa Halleya!


      W tym samym czasie w pięknym i spokojnym Krakowie, wieczorami tłumy mieszkańców zaopatrzone w lornetki i lunety własnego wyrobu, podążały na Błonia i tam, ze specjalnie przygotowanego miejsca widokowego, obserwowali złowróżbną kometę. Pogodzeni ze swoim losem zastanawiali się nad jej kształtem, złorzeczyli nad tym, iż wcale nie jest podobna to tych komet umieszczanych nad szopką betlejemską, a raczej jakiś taki dziwny znikający stożek z zaokrągloną głowicą. Krakowscy złodziejaszki zastanawiali się natomiast, któremu zagapionemu w niebo warto wleźć do kieszeni,  a andrusy nawoływali wszystkich do nic nie robienia, ponieważ  "kometa machnie ogonem i wszystko diabli wezmą". Ponoć w 1911 r. z tego względu był duży przyrost demograficzny...
      Prasa krakowska rzetelnie tłumaczyła, że powodów do strachu nie ma i śmiała się z zabobonów.

      "Zbliżający się do naszej ziemi kometa Halley’a budzi popłoch zabobonny nawet w niektórych zakątkach tak bardzo oświeconej Europy, naprzykład na Węgrzech, gdzie mieszkańcy pewnej wsi, sądząc, że w nocy nastąpi zderzenie się komety z ziemią i koniec świata, urządzili sobie ostatnią ucztę i zjedli lub wypili wszystkie rozporządzalne zapasy. Gruntowniej załatwiają tę sprawę niektóre wioski w Dalmacyi, gdzie chłopi za bezcen sprzedają swoje posiadłości wobec niedalekiego końca świata. 
      Władza wydała w tej sprawie okólnik, wzywający i nauczycieli, ażeby odpowiednio pouczali  ludność. 
      Już słynny badacz przyrody i filozof grecki Arystoteles przyczynił się mimo woli do zabobonnego strachu przed kometami. Dowodził on, że komety są gazami które powstają na bagnach lub w  podziemnych grotach, unosząc się zaś w powietrzu, płoną pędzone wiatrami, aż wreszcie gasną. Ten opis powstawania komet i ginięcia ich wywoływał w wyobraźni ludzkiej mimowolny strach, a trzeba dodać, że Arystoteles powagą nie tylko w starożytności, ale jeszcze i w średnich wiekach.

      Prawdziwy popłoch wywołał znakomity astrolog; i matematyk Edmund Halley. który odkrył kometę, ochrzczoną po wieczne czasy jego nazwiskiem. Halley udowodnił, że ta kometa wraca peryodycznie w okolice ziemi, co się powtarzało w latach 1456, 1531, 1607 i 1682.
      To prawo okresowego powrotu chciał Halley (żył od r. 1656 do 1742) zastosować także do innych komet, a zwłaszcza do komety z roku 1680. W toku swoich obliczeń, tym razem dowolnych, doszedł do wyniku, że kometa z roku 1680 widzialna była dla mieszkańców ziemi w r. 2349 przed Chrystusem. A ponieważ historycy ówcześni twierdzili, że w tym roku był biblijny potop, więc Halley pojawienie się komety i potop ujął w związek przyczynowy. Halley oświadczył: „Zderzenie się komety z naszą ziemią nie jest wcale niemożliwem. Oby nas Bóg od tego uchronił; ażeby świat znowu nie stał się chaosem. Powiadam to nawiasowo."
      Ale tę nawiasową uwagę zużytkował dobry matematyk i pastor William Whiston, który napisał w r. 1711 broszurę p. t. „The cause of the deluge demonstrated“ — „Udowodniona przyczyna potopu". W broszurze tej dodał Whiston uwagę, że kometa spowoduje trzęsienie ziemi, którą potem spali w swoim ogniu. 
      Broszura ta wywołała popłoch w całej Anglii i utkwiła na długie lata w pamięci ludności. Nawet sceptyczni Paryżanie mieli ogromny respekt przed kometami. Gdy na wiosnę 1773 roku uczony Lalande miał w Akademii wygłosić wykład o kometach, sama wiadomość o tym wykładzie przeraziła ludność paryską. Pierwszym skutkiem były poronienia i gwałtowne zgony ze strachu. Czekano ze zgrozą na dzień 12 maja, w którym pojawić się miał kometa i dopiero gdy fatalna data minęła bez katastrofy, zaczęły się umysły powoli uspokajać. 


      Znakomity lekarz i astronom berneński, Olbers, uczynił uwagę, że kometa Bieli z końcem października 1832 r. zbliży się do linii obiegu ziemi — a nie do samej ziemi, od której kometa owa będzie w owej porze oddalona o 80 milionów kilometrów. Gazety ówczesne ogłosiły po prostu, że kometa spotka się z ziemią i wywołały ogromny popłoch. Tragiczne wprost skutki wywołała marna broszura o końcu świata. Były profesor uniwersytetu w Gracu, dr Rudolf Falb, znany prorok katastrof meteorologicznych, zapowiedział w r. 1899 odczyt o „spadających gwiazdach". Po tym odczycie rozeszła się pogłoska, że ma nastąpić zderzenie się ziemi z Leonidami. Ludność wiejska zaniepokoiła się, ale duchowni i nauczyciele zdołali jej wytłumaczyć bezpodstawność wszelkich obaw, które podsycała jakaś obskurna broszura o końcu świata. Tytuł jej brzmiał: „Koniec świata dnia 13 listopada 1899 r. według prof. Rudolfa Falba“. Oczywiście nazwisko Falba zostało nadużyte bez jego wiedzy.

      Broszura, jak wspomnieliśmy, wywołała w Niemczech niewielkie skutki, ale przetłumaczona na  język rosyjski i ruski stała się przyczyną tragicznych zajść. Gdy pośród ciemnej masy chłopów i robotników ruskich rozeszła się wieść, że dnia 13 listopada pomiędzy godz. 2 a 3 po północy nastąpi koniec świata, robotnicy w gubernii charkowskiej opuszczali gromadnie fabryki i czem prędzej wracali do swoich wsi, ażeby umrzeć na ojczystej ziemi. Były wypadki, że grupy ludzi popełniały razem samobójstwo, ażeby nie widzieć katastrofy. 
      Zderzenie się ziemi z kometą wyzyskane zostało przez autorów powieści fantastyczno-naukowych. Z dawnych pisał o tem Juliusz Verne, który przypuścił, że kometa jest ciałem stałem i że dotknąwszy ziemi, oderwie część jej powierzchni z brzegu morza Śródziemnego, przyczem uniesie w przestwory gromadę ludzi.

       Z najnowszych autorów podjął ten temat głośny powieściopisarz Wells w książce swojej p. t. „W czasie komety'". Dodajmy, że było to w czasie wojny pomiędzy Anglią i Francyą z jednej, a Niemcami z drugiej strony. Wells pisał, że przez osobliwą sprzeczność zjawisko to nie wpłynęło na stworzenia żyjące w wodzie. Dowodem tego były losy łodzi podwodnej, której załoga nie odczuła żadnych skutków spotkania się komety z ziemią. Ostatecznie ziemia obudziła się pośród atmosfery, oczyszczonej ogonem komety. Ale tylko w książce Wellsa."
      "Nowa Reforma"

      Kometa przeszła nad Krakowem niezauważalnie, oprócz straconego honoru, cnoty i portfeli nie straciło się nic.
      Wyjątkiem może być śmierć Teodora Talowskiego 1 maja 1910 r., który może i nie przewidział swojej śmierci tak jak Mark Twain, ale z pewnością był o wiele większą od komety Halleya gwiazdą na niebie polskich architektów przełomu XIX i XX w.

      W oparciu o "Nową Reformę", "Kogucik" i książkę Stanisława Broniewskiego "Igraszki z czasem".

      P.S. Alfabet prasowy będzie za tydzień -  brak ciekawych wiadomości z ubiegłego tygodnia.



      0 0

      20 lutego 1916 r. znowu wróciła zima i wielka ilość śniegu. Nikt z tego się nie cieszył. Opał był coraz droższy i było go coraz mniej.
      Wprowadzony został nakaz meldunku. Każdy mieszkaniec Krakowa, który po wybuchu wojny wyjechał z miasta a teraz wrócił, musiał otrzymać kartę moralności oraz legitymację uprawniającą do pobytu w twierdzy Kraków.  Każdy starający się o stały pobyt musiał być zaszczepiony od ospy i mieć poświadczenie od dyrekcji policji.
      Utworzone zostały jatki z mięsem końskim. Coraz więcej ogłoszeń o zaginionych psach...



      PISOWNIA ORYGINALNA 
      Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC.
      "Nowej Reformy" nie ma, bo w JBC szwankuje wyświetlanie.

      B jak Bukiety
      "Moda w kwiatach. Z ukazaniem się nowej sylwetki kobiecej zmienił się również gust wielu modnych drobiazgach. Przy ofiarowywaniu kwiatów za najbardziej elegancką uważaną była dotychczas smukła wiązanka o długich łodygach. Obecnie zaś, z powrotem ech biedermeierowskich i rococo staje się bukiet coraz szerszy i równiej­szy. Ów nieszczęsny, wyśmiewany "mankiet" po­jawia się znowu jako sztywna, stylizowana rama, okalająca delikatnie ułożone kwiaty. Między da­wnym, a dzisiejszym "porte-bouque“ jest jednakże ta różnica, że przed laty „mankiet" wyrabiano z papieru, ozdobionego koronką, obecnie zaś na ten cel używa się haftowanego jedwabiu, związanego v piękną kokardę kolorową wstążką.
      Powodzeniem cieszą się również biedermeierowskie wianuszki o delikatnie cieniowanych tonacji i zakończone "wdzięczną" kokardką. Pleciony róg obfitości, z którego wypada deszcz kwiatów, mały bukiecik, związany puklem ze wstążki o długich, spadających końcach i do ręki przymo­cowany, płaska wiązanka z symetrycznie równo ułożonych kwiatów — oto najnowsze pomysły mody kwiatowej."

      C jak Cenny zbiór sztuki
      "Wczoraj przybył do Krakowa cenny zbiór za­bytków sztuki z obszarów wschodniego terenu wojny, mianowicie obrazy starych mistrzów, portrety historyczne, dzieła sztuki w bronzie i w porcelanie, tkaniny i gobeliny oraz broń staro­polska. Właściciel tych prawdziwych skarbów, obywa­tel z Mińskiego, p. D., zwrócił się do pewnego austryackiego komendanta z prośbą o interwencyę. Ten natychmiast sprawą gorliwie się zajął i cenne owe zbiory załadowano w 14 skrzyń, które natychmiast wy­słano do Krakowa. W całości i nienaruszony transport ten, który zajął cały wagon, przybył na miejsce przeznaczenia i tu został przez wła­ścicieli oddany na przechowanie Uniwersyte­towi Jagiellońskiemu jako depozyt."

      J jak Jatki z mięsem końskim
      "Otwarcie jatek z mięsem końskiem. Na mieście pojawiły się afisze, donoszące o otwarciu dwóch jatek z mięsem końskim, jednej w Krakowie, drugiej w Podgórzu, o kiełbasach z mięsa końskiego, oraz o popularności koniny.
       Zdaje się, że ludność uboższa u nas ma pewne uprzedze­nia do spożywania koniny, uprzedzenie zresztą niesłuszne, tak samo jak i do innych gatunków mięsa, mniej używanych, jak n. p: mięsa z królików i t.d . Uprzedzenia te teraz należałoby zwalczać."

      K jak Kradzież
      "Janowi Górnickiemu, zamieszkanemu przy ulicy Kupa pod l. 1, skradziono złoty pierścionek, oraz 800 K. Podobno kradzieży tej dopuściła się narzeczona Górnickiego, która następnie wyjechała cichaczem do Lwowa."



      M jak medal
      "Medal  rzeżbiarza Lewandowskiego "Poległym na polu chwały" jest bezsprzecznie jedną z najpiękniej pomyślanych i wykonanych pamiątek narodowych dla Legionów. Medal przedstawia nagiego młodzieńca z mieczem w dłoni, leżącego na polu bitwy. Na piersi składa mu wieniec bo­gini wojny, Minerwa, wsparta na kopii. W dali  widać całe szeregi legionistów, spieszących do Warszawy, która widnieje daleko kolumną Zyg­munta. Wśród szeregów piechoty jedzie na ko­niu twórca Legionów, Piłsudski, a w obłokach,  wśród wschodzącego słońca, unosi się orzeł polski.
      Medal jest prawdziwie pięknym, a ponie­waż w małej ilości wybity, będzie stanowić nie tylko artystyczną, ale dla swej ograniczonej ilości i wielką numizmatyczną wartość. Medale są do nabycia w Składnicy c. i k.  Urzędu Opieki wo­jennej we Lwowie, plac Maryacki 8, w Krako­wie — Rynek 9."

      P jak Przesuniecie kamienia Tadeusza Kościuszki.
      "Po uporządkowaniu i otwarciu nowej li­nii tramwajowej w głównym Rynku, umieszczono
      obecnie z powrotem w rynku kamień Kościuszki, usunięty poprzednio ze względów budowy tram­waju. W stosunku do dawnego swego położenia kamień pamiątkowy przesunięto obecnie o kilka metrów w głąb rynku, z pewnem zboczeniem ku wieży ratuszowej.
      Prawda, że dotychczasowe położenie kamienia nie odpowiadało momentowi historycznemu, pra­wda, że kamień — jak to wykazał inż. T . Nie­dzielski w „Miesięczniku art.“ , na podstawie pomiarów obrazów Stachowicza — powinien by le­żeć u wylotu ul. Szewskiej, ale też, skoro nie można go było przenieść na właściwe miejsce nie racya, aby go przenosić na miejsce całkiem dowolne.
      Wszak na dotychczasowej pozycyi leżał on już pół wieku."

      R jak Ruch budowlany. 
      "Z powodu wojny również tego roku nie będzie ruchu budowlanego w Krakowie, a to zarówno z powodu braku robotników, jak i materyałów budowlanych. Dotąd do budownictwa miejskiego nie wpłynęły żadne plany na nowe budowle; zachodzi też wątpliwość, czy z powodów przytoczonych będą mogły być tego roku prowadzone roboty okoły dawniej rozpoczętych większych domów, jak p. Teodora Wójcickiego przy ulicy Mikołajskiej, p. Będzikiewicza przy linii A B i t. d. Na Kazimierzu również zaczętych jest kilka większych domów, co. przy ulicy Krakowskiej, których budowa musiała być wstrzymaną. Mimo wstrzymania ruchu budowlanego, mieszkań do wynajęcia w miećcie i na Kazimierzu, jest dużo, szczególnie większych, złożonych z 4 i 5 pokoi. Wielka drożyzna zniewala do opuszczania większych, a poszukiwania mniejszych mieszkań."

      S jak Samozapalne cygara
      "Cygara, które się same rozpalają, to najnowszy wynalazek niemiecki, już opatentowany. Tajemnica wynalazku polega na tem, że cygaro to urządzone jak zapałka, t. j. że ma na końcu tę samą masę zapalania, jaką mają zapałki. Przez potarcie cygara następuje zapalenie. Praktyczność nowego cygara ma się okazywać szcze­gólnie w otwartem polu, wątpliwe jest jednak,  czy pierwszy dym zadowolni smak palaczy."

      Ś jak Śmierć matki Stanisława Przybyszewskiego.
      "W Wągrowcu w Wielkopolsce zmarła w tych dniach matka znanego polskiego dramaturga i powieściopisarza Stanisława Przybyszewskiego — ś. p. Dorota Przybyszewska. Zmarła, urodzona w Łomżynie, w Prusach Zachodnich, była jedy­ną córką oficera ułanów polskich (powstańców Grąbczewskiego). Pierwsze nauki pobierała na pensyi w Toruniu, poczem po śmierci ojca i po skonfiskowaniu majątku rodzicielskiego pod Włocławkiem przez rząd rosyjski, zmuszona była zarobkować na własne utrzymanie, spełniając przez kilka lat zawód nauczycielski u pp. Znanieckich w Łękocinie, powiatu inowrocławskiego. Tam poznała też nauczyciela szkoły wiejskiej w Łojewie — Józefa Przybyszewskiego i wyszła za niego go za mąż. Z małżeństwa zrodziło się 4 synów pomiędzy nimi syn Stanisław.
      Zmarła odznaczała się wysokiem wykształceniem i muzykalnością oraz nieskazitelną prawością charakteru i wielką bystrością umysłu.
      Życie jej nie szło po różach, lecz było ustawicznem  pasmem męki, udręki i walki nawet o byt.
      Ostatnie lata poświęciła zmarła wychowaniu wnuka, Bolesława, który po ukończeniu gimnazyum w Wągrowcu, udał się do Warszawy, aby zapoznać się z duchem muzyki przed dalszemi studyatni na uczelniach zagranicznych.  Ciągłe zmartwienie, ciągły lęk o los ukochanego wnuka, o którym wieści zaginęły od chwili, gdy został z Warszawy wysłany w początkach wojny do Orenburga jako poddany niemiecki przyczyniły się znacznie do skrócenia jej udręczonego  żywota. Zmarła pozostawia po sobie szczery żal tych, którzy ją bliżej znali. Pamięć  o niej jednak nie zaginie już, gdyż najpiękniejsze karty, pisane przez jej syna, poświęcone są właśnie jej, uznanej przez niego za "święta męczennicę".


      W jak “Wielka Berta."
      (Bajka wojenna).
      U wielkiej "Berty" armaty zeszli się, jak na wesele —
      Trzej wybitni przyjaciele:  kartacz, szrapnel i granaty.
      Nuż każdy z nich pod niebiosy wsławiać się różnymi glosy.
      "Kartacz"— wali, niby sito i przez niego to zabito wrogów tyle,
      "Cóż lepszego nad me race?"  rzecze szrapnel —
      "Niszczę wszystko i pałace niee oprą się "mojej sile"
      "Na nic wszystko, wy kamraty" odrzeką na to granaty, —
      "Jam potężny — ja tak twierdzę bo przeze mnie nikną twierdze".
      "Wy kurczęta"  krzyknie Berta tak zawzięta, iż umilkły,
      "Niech pamięta z was to każda,  żem Wielmożna i nie można zapominać,
      Iż wśród męstwa to ja prowadzę do zwycięstwa!"

      W jak Wyskakiwanie z tramwajów
      "Przeciw wyskakiwaniu z tramwajów. Urzędownie stwierdzono, że w ostatnich czasach mno­żą się nieszczęśliwe wypadki, spowodowane wyskakiwaniem lub wskakiwaniem do będących w ruchu wagonów tramwajowych, szczególnie na linii Szewska — Park krakowski w godzinach po­ południowych, gdy młodzież szkół średnich opu­szcza zakłady naukowe. Wobec tego dyrekcya
      po­licyi zwraca uwagę, że surowe przepisy zabra­niają wyskakiwania lub wskakiwania do jadących wozów tramwajowych i że dopuszczający się te­go przekroczenia będą pociągani do surowej od­powiedzialności. Byłoby wskazanem, aby zarządy szkół zachęciły młodzież do szanowania przepi­sów we własnym jej interesie."


      0 0

      Wiosna, wiosna, ach gdzie ty? - chciało by się rzec, lecz... Wraz z wiosną będę musiała zaprzestać tak częstych publikacji na blogu i profilu FB, gdyż zacznie się sezon wycieczkowy i przewodnik z rana do pracy marsz! Chyba... że nie będę spać, zatrudnię krasnoludki lub całkowicie przełożę życie internetowe nad osobiste, co niestety i tak już ma miejsce.
      Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam oprowadzać i być z ludźmi, ale uwielbiam też szperać, czytać, nie spać po nocach i dalej grzebać, węszyć, przeżywać ileś tam żyć według śp. Umberto Eco itd.  W sezonie, w takiej ilości, jest to niemożliwe.
      Natomiast, jeżeli chcecie poczuć się jak Minister Spraw Zagranicznych Pan Stewart to zapraszam! Pogoda musi być ładna, słoneczna, maj albo wrzesień - jak w tym przypadku. Niestety, nie jestem  prof. Karolem Estreicherem, ale koty mam i mogę przynieść na dziedziniec Collegium Maius. Śpiewna wymowa i twarde powojenne "Ł" także gwarantowane ;).

      Artykuł z "Dziennika Polskiego" 224/1965  z MBC.
      Wszystkie zdjęcia są własnością BRITISH PATHE.
      Koniecznie obejrzycie całe nagranie z pobytu Michaela Stewarta w Krakowie!!! KLIK!



      "To był czwarty dzień pobytu ministra spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii - Michaela Stewarta w Polsce. Krakowski dzień - poniedziałek - wypełniło zwiedzanie miasta: najcenniejszych zabytków kultury i architektury.
      Minister M. Stewart przybył do Krakowa w niedzielę po południu wraz z małżonką i towarzyszącym
      mu osobami. Gościowi, brytyjskiemu ze strony polskiej towarzyszyli: wiceminister spraw zagranicznych Józef Winiewicz, ambasador Polski w Wielkiej Brytanii - Jerzy Morawski wraz z małżonką. dyrektor departamentu w MSZ - amb. Eugeniusz Milnikiel z małżonką oraz inni wyżsi urzędnicy Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ministrowi towarzyszył ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce George Lisle Clutton. Na temat niedzielnego wieczornego pobytu M. Stewarta - połączonego ze zwiedzaniem zamku królewskiego na Wawelu - obszernie pisała prasa krakowska wczoraj.



      To, co najbardziej interesujące, piękne, zabytkowe w naszym mieście pokazaliśmy gościowi brytyjskiemu w poniedziałek. Najpierw więc zapoznał się Michael Stewart ze zbiorami Muzeum Czartoryskich i następnie z Biblioteką Jagiellońską. Interesował się brytyjski mąż stanu zbiorami naszej największej biblioteki, jej organizacją pracy i działalnością w jednym z największych ośrodków akademickich w kraju.



      Historia i dzień dzisiejszy Collegium Maius żywo interesowały ministra M. Stewarta. Tu gościa brytyjskiego powitał rektor Jagiellońskiej Wszechnicy, członek Rady Państwa: poseł prof. Mieczysław Klimaszewski. Zwiedzanie muzeum UJ, gdzie oprowadził delegację brytyjską, zapoznając ją ze zbiorami tej placówki, prof.  dr Karol Estreicher, oraz złożenie podpisu w księdze pamiątkowej 600-lecia UJ zakończyło pobyt w Collegium Maius.
      Ładna, słoneczna pogoda pozwoliła gościom brytyjskim podziwiać piękno starych krakowskich kamieniczek na Rynku Głównym. Tutaj M. Stewart zwiedził zabytkowe budowle: Sukiennice i Kościół Mariacki.

      Następnie goście wyjechali do Piaskowej Skały. W renesansowym zamku, który stanowi filię Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu ministra M.. Stewarta podejmował śniadaniem przewodniczący Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, poseł Józef Nagórzański.

      Po powrocie z Pieskowej Skały. min. Michael Stewart złożył wieniec na grobach Anglików oraz żołnierzy Wspólnoty Brytyjskiej pochowanych na cmentarzu Rakowickim.
      W godzinach popołudniowych na krakowskim lotnisku dostojnego gościa żegnali przedstawiciele najwyższych władz miasta i województwa składając mu najlepsze życzenia. (raj)
      "

      Zachwycam się tym, że są oprowadzani po Rynku bardzo standardowo: przystanek przy nieoryginalnej już płycie na miejscu przysięgi Kościuszki, Ratusz w remoncie, przystanek z drugiej strony Sukiennic - pewnie legenda o wieżach, kwiaciarki, Mariacki...
      Zachwycam się też K.Estreicherem i wszechobecnymi kotami. To przyjemność patrzeć na jego posturę w ruchu. Szkoda, że nie mam już "Dziennika wypadków" t. 3 - sprawdziłabym jak on opisał tę wizytę. A może ktoś sprawdzi za mnie?

      P.S. Alfabet prasy będzie - pojutrze.

      0 0

      1916 r. też był rokiem przestępnym.
      Świat żyje bitwą pod Verdun, która dopiero się rozpoczęła i nikt nie podejrzewa, że będzie trwała aż do grudnia. Na czele II Armii  pod Verdun staje Philippe Pétain, ten sam który podczas II wojny światowej zostanie szefem kolaboracyjnego rządu Vichy. Natomiast 2 marca do niewoli niemieckiej dostał się ciężko ranny Charles de Gaulle.
      W naszym mieście na przełomie lutego i marca bardzo podrożało mydło. Ciągle brakowało cukru, tytoniu i mąki. Wprowadzony został stały cennik na wszystkie towary spożywcze i przemysłowe, aby uniknąć spekulacji.

      PISOWNIA ORYGINALNA 
      Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.




      30 jak 30 Lutego.
       Możliwe niemożliwości.
      Na pierwszy rzut oka data powyższa jest fikcyą, a jednak pomimo pozorów, tak nie jest dlaczego - zaraz wyjaśnimy.
      Na jednym z okrętów międzynarodowego To­warzystwa żeglugi znaleziono w podręcznem ar­chiwum kartę obiadową z datą... 30 lutego 1904. Początkowo myślano, że jest to błąd drukarski, później jednakże wyszło na jaw, że powyższa data jest najzupełniej prawdziwą, a powstała w następujący sposób:
      Obiad, o którego menu idzie, odbył się na okręcie „Syberya", jadącym z Yokohamy do San Francisko. Wiadomą jest rzeczą, że opływając ziemię z zachodu na wschód, zyskuje się dzień jeden i w tem właśnie położeniu znalazła się "Syberya" z końcem dnia 29 lutego 1904. Po­nieważ dzień 1 marca miał się rozpocząć według kalendarza dopiero za 24 godzin, wolny zu­pełnie dzień pomiędzy 29 lutym a 1 marca na­zwano — słusznie zresztą: 30 luty! Jakkolwiek więc data powyższa wygląda nieprawdopodobnie, w gruncie rzeczy jest ona zupełnie prawdziwa.
       "IKC"

      C jak Chleb krakowski, czyli zamiast mąki – sznurek!
      Do naszej redakcyi coraz częściej zgłaszają się osoby, przynoszące jako „corpus delicti” kawałki chleba, zawierające najróżnorodniejsze mniej lub bardziej „smakowite” dodatki. Wczoraj mieliśmy sposobność ponownie przekonać się, narzekają ludności na zły chleb są w zupełności umotywowane. Pokazano nam chleb, zawierający... sznurek! jest kwestyą sporną, czy sznurek ten materiał do rumuńskiego młynarza, czy też krakowskiego piekarza, w każdym bądź razie był to potężny sznur, którym właściciel chleba, jak sam się wyraził, z chęcią wyliczyłby sprawcy jego dostania się do chleba — odpowiednią liczbę razów!
       "IKC"

      D jak Dzieci nieślubne zrodzone z powodu inwazyi.
      Czytamy w „Nowinach Wiedeńskich": Rząd rozpatruje obecnie sprawę wychowania i nazwiska dzieci nieślubnych, zrodzonych „z powodu" inwazyi nieprzyjacielskiej. Stwierdzono że takich dzieci zwłaszcza w Galicyi jest pokaźna liczba. Władze powiatowe i gminne otrzymały już polecenie przedłożenia wykazu dzieci nieślubnych, zrodzonych w czasie inwazyi.
      "Nowa Reforma"

      N jak Nowa tania herbata.
      Dzisiaj, gdy świat cały stara się przy pomocy danych środków wyżywić się możliwie najtańszym kosztem - żaden środek nie jest zbyt zły do zaspokojenia głodu i wypełnienia żołądka, z drugiej jednak strony około często bardzo wartościowych odżywczo rzeczy przechodzimy obojętnie.
      Do tych ostatnich należy herbata, przyrządzana z łupek orzechów włoskich, smaczniejsza i zdrowsza, ani­żeli sobie wyobrazić można. Sposób przygotowania jest następujący: Zupeł­nie suche łupki dojrzałych orzechów włoskich po oddaleniu ziarna należy gotować przez kilka minut, a mianowicie tak długo, dopóki woda nie nabierze koloru żółtawego. Na dwie filiżanki herbaty wystarczy trzy łupinki orzecha, napój zaś można ulepszyć przez dodanie rumu, mleka lub cytryny."
      "IKC"


      M jak Mleko
      "Dzięki ofiarności nieznanego dobroczyńcy, który przeznaczył znaczniejszą sumę na bezpłat­ne rozdawnictwo mleka między najuboższe nie­mowlęta w pierwszych czterech miesiącach życia,  bez względu na wyznanie — utworzyły się dwa komitety pań, które zajmą się tem rozdawni­ctwem. Pierwszy komitet, złożony z pań Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo i pp. Ekonomek będzie wydawał mleko przy ul. Warszaw­skiej 1. 6.
      Drugi komitet pań będzie wydawał mleko przy ul. Krakowskiej 1. 53 dla dzieci mieszkających w dzielnicach Stradom Kazimierz i Podgórze. Rozdawnictwo bezpłatne mleka roz­pocznie się 2 marca.
      Matki, które chcą ko­rzystać z tego dobrodziejstwa, mają się zgłaszać w lokalach wymienionych komitetów, codziennie do 1 marca w godz, między 3 - 5 po pol."
      "IKC"

      P jak Pomysłowi złodzieje
      Wczoraj o godz. 1 po poł. do magazynu jubilerskiego Glixellego przy ul. Grodzkiej nr 2 weszło dwóch elegancko ubranych mężczyzn, którzy zażądali pierścionków. Właściciel sklepu uczynił zadość żądaniom kupujących, którzy jednakże obejrzawszy przedłożone pierścionki, nie kupili żadnego. Właściciel sklepu sprawdziwszy, że pudełka istotnie zawierają pierścionki, schował je do szuflady. Po wyjściu jednakże nieznajomych, pragnąc widocznie skontrolować je po raz wtóry, począł przeglądać pudełka i ku wielkiemu swemu zdumieniu spostrzegł, że w jednem z nich zamiast kosztownego pierścionka, wartości 100 koron, znajdował się bezwartościowy falsyfikat. Okazuje się, że pomysłowi złodzieje zdołali niepostrzeżenie wyjąć pierścionek z pudełka, a pozostawić właścicielowi blaszany, bezwartościowy krążek... na pamiątkę!"
      "IKC"

      R jak Rabin
      Odznaczenie rabina polowego. Za znakomitą i pełną poświęcenia służbę wobec nieprzyjaciela nadał cesarz rabinowi polowemu, dr Bernardowi Templerowi, złoty krzyż zasługi z koroną na wstędze medalu waleczności. Dr Templer, który przed wojną był rabinem i profesorem religii Mojżeszowej w Wiedniu, jest autorem szeregu poważnych prac naukowych. Po wybuchu wojny został rabinem wojskowym w Wiedniu, poczem zaraz zgłosił się na front bojowy'. Po 13-miesięcznym pobycie na froncie, został dr Templer przeniesiony do Krakowa, jako rabin twierdzy.
      "Nowa Reforma"


       T jak To... dopiero sztuka.
      "To nie sztuka
      Zabić sowę.
      Grać na trąbie,
      Doić krowę
      Bet kaloszy
      Iść przez Rynek,
      Zjeść zepsutych
      Funt sardynek...
      Ale sztuki
      Wielkiej trzeba
      Dziś ..i z kartą
      Dostać chleba"
      "IKC"
       
       W jak Wiosna wczoraj :)
      "Dzień wczorajszy. Czy to już wiosna? Tyle słońca, tyle światła! Niebo czyste, bez chmurki, błękitne.. Ziemia, oblana kaskadą złocistych pro­mieni, kąpie się w słonecznej powodzi. W mieście większy ruch, tętno życia uderzyło silniej; uśmiechnięte twarze, radosne spojrzenia. Wyległy tłumy, przelewa się fala ludzka po głównych arteryach miejskich; na „Corso " dziecinnem przy ul. Dunajewskiego toczą się wózki i wózeczki i maleństwami, dalej postępują „nianie" i „mamusie"! Na plantach pojawiają się cale grupki młodzieży i starszych, niektórzy kierują się ku Błoniom; gdzie przestrzeń, powietrze... gdzie całą piersią można odetchnąć. Tak bardzo po­trzeba każdemu tego oddechu, bo dzisiaj na świecie duszno... i ciasno! Trudno się obracać w warunkach dzisiejszego życia, a jednak... trze­ba! Trzeba mężnie przetrwać chwile przełomu, lata wojny i klęski, a jednocześnie przysposabiać się do... przyszłości, tej przyszłości, która choć osłonięta tajemniczą mgłą, wierzymy, będzie bardziej pogodną, bardziej słoneczną, jak wiosna, której pierwsze promienne tchnienie, spłynęło oto nad Polską ziemią".
      "IKC"

      Z jak zegarek
      Czyj zegarek? Do pewnego jubilerskiego sklepu przy ulicy Stradom zgłosiła się wczoraj w południe jakaś elegancko ubrana dama i ofiarowała na sprzedaż stojący srebrny zegarek (antyk z kalendarzem i termometrem). Gdy kupiec zażądał od sprzedającej damy legitymacyi, otrzymał odpowiedź, że legitymacyę natychmiast z domu przyniesie. Istotnie dama ze sklepu wyszła i więcej się nie zgłosiła, zegarek zaś złożono później w dyrekcyi krakowskiej policyi.
      "IKC"

      Ż jak Żołądek Krakowa.
      Według sprawozdania miej­skiego Biura statystycznego w ciągu stycznia przywieziono do Krakowa 8.336 hektolitrów na­pojów alkoholowych, wczem 5710 hl. piwa, 4170 sztuk bydła rogatego i cieląt, 186 owiec i kóz, 3589 sztuk trzody chlewnej, 77980 kg mięsa i wędlin, 33856 sztuk drobiu i gołębi, 247 sztuk ptactwa dzikiego, 32 sarny, 2441 za­jęcy, 53214 kg ryb i 435593 kg owoców."
      "Nowa Reforma"

      0 0
    • 03/10/16--11:23: Dawny Kroke - projekt
    • "Teraz jak już było po tej wojnie, jak już Żydów nie było, był taki listopadowy wieczór, czekałam na tramwaj na 10-kę i patrzyłam się na przeciwko na taką kamienicę, gdzie przed wojną w piątek zawsze we wszystkich oknach świeciły się świece, bo to był Szabes. Mi łzy do oczu doszły, stałam i patrzyłam się i łzy mi ciekły z żalu, że to wszystko się skończyło, że tam już dzisiaj jacyś inni obcy ludzie, a wtedy to tętniło życiem. U nas w kamienicy mieszkały trzy żydowskie rodziny..."
      Wspomnienie Marii Goettel z audiohistoria.pl



      Jak już wspominałam w Krakowie mieszkam od 2001 r. Gdzieś w 2003 obudziła się we mnie chęć poznania tego miasta. Zaczęłam nie od Rynku, Wawelu, Kazimierza, lecz od Podgórza, a konkretnie od  terenu getta. Może jakieś wspomnienia z filmu Spielberga zaważyły, może to, że w tym samym czasie zbierałam materiały do pracy magisterskiej o innej zagładzie, która działa się w latach 30-tych w miejscu w którym się urodziłam. Nie wiem.
      Tak naprawdę zaczęłam znajomość z Kroke od końca. Teraz chcę przewrócić je do życia i wrócić do momentu największego rozkwitu, czyli okresu międzywojennego. Pragnę, by przechadzając się ulicami Krakowa i patrząc na mniej lub bardziej ładne przedwojenne kamienice, zdawalibyśmy sobie sprawę, że tu żyli, byli, uczyli się, kochali i nienawidzili, handlowali, posiadali, modlili się lub nie ... lub po prostu - sprzedawali łuskany groch z miednicy w papierowych tytkach. Nie wiem czy komuś będzie to potrzebne, może akurat stracę czytelników, gdyż  DALEJ niestety spotykam się w Krakowie z antysemityzmem.  Jestem judeofilem, w tym samym stopniu co i polonofilem. Badając dzieje Krakowa nie da się inaczej. I nie chodzi tu wcale o Kazimierz, choć o nim będzie też.

      Dawny Kroke będzie wyłącznie profilem na Facebooku. W miarę moich możliwości też w języku angielskim. Będę zamieszczała tam teraźniejsze zdjęcia kamienic z wspomnieniami z pierwszej ręki poparte dowodami z ksiąg adresowych, a także zdjęcia dawnego Kroke z różnych archiwów.

      Zapraszam - DAWNY KROKE.

      A teraz posłuchajmy dalej opowieści Pani Marii:

      "Bardzo dużo było sklepów żydowskich z futrami i materiałami, na Floriańskiej była słynna Schrajberowa. Ona miała tylko po jednym kuponie materiału. To te wszystkie snobki, żeby ktoś inni takiej suknie nie miał to szli do niej. Ona miała sklep na parterze i na pierwszym piętrze. Na pierwszym piętrze sklep z pościelą bardzo ładną. Mama moja zawsze kupowała u niego ręczniki i bieliznę pościelową i miała tam w zeszycie swoje konto. Przychodziła zapłacić 10 zł miesięcznie, a on mówił tak: - Pani Bochenkowa, ja tu tylko chciałem pokazać jaką dymkę dostałem z Łodzi wczoraj. A mama mówi:  - Panie Łazar niech mi Pan tu żadnej dymki nie pokazuje, ja tu tylko przyszłam zapłacić za dawny rachunek i proszę mnie wykreślić. - Ale kto Pani każe kupować, ja chciałem tylko Pani pokazać. A jak pokazał to mama mówi,  niech Pan da tego dwa i znowu konto rosło... Cała Długa to były żydowskie sklepy. Floriańska też."


      0 0

      Jak się Wam podoba  marcowa pogoda w tym roku? Oczywiście pamiętacie wczorajszą, a zatem cytując za "IKC":  "...Ważnym jest ze względu na wiarę ludu, przy­wiązaną do 40 Męczenników, dzień 10 marca, który jest tym świętym Kościoła poświęcony.  Bacznie obserwuje lud pogodę w dniu owym i powiada: Czterdziestu Męczenników jakich,
      Będzie czterdzieści dni takich."

      Uzbrajamy się więc w koce, książki, herbaty, kawy, czekolady, biblioteki cyfrowe, nie wyłazimy z domu i  piszemy posty przez kolejne czterdzieści dni ;).

      PISOWNIA ORYGINALNA 
      Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.


      B jak Brak
      "Brak tłuszczów w Krakowie. Już od tygodnia mniej więcej w żadnej z masarń krakowskich nie
      można otrzymać smalcu, słoniny, ani nawet t. zw. bilu, to jest słoniny niepreparowanej. Przed kilku dniami niektóre masarnie sprzedawały jeszcze publiczności te tłuszcze w niewielkich ilościach teraz i to ustało. Tłuszczów wieprzowych żadnych nigdzie niema, a masarze przygotowują publiczność na jeszcze gorsze czasy, strasząc ją zupełnym brakiem w niedługim już czasie nie tylko tłuszczów, ale i mięsa. Czy się te ponure przepowiednie pp. masarzy sprawdzą - nie wiadomo, w każdym razie obecnie tłuszczów na prawdę nie ma dla publiczności. Bo co do masarzy, to "vox populi" twierdzi, że oni je posiadają i że tylko ich obawa, aby się większe ilości tłuszczów u publiczności nie zepsuły, powstrzymuje ich od sprzedawania. Bite przez masarzy stale świnie muszą  przecież mieć na sobie jakiś tłuszcz."
      Nowa Reforma

      D jak Dębniki
      "Budowa kościoła w Dębnikach. W sobotę odbyła się w biurze prezydenta miasta dra Leo konferencya członków prezydyum miasta z ks. biskupem Sapiehą i prałatem ks. Krupińskim w sprawie przyspieszenia budowy kościoła parafialnego w Dębnikach.
      Jak wiadomo, w maju r. 1914 Rada miejska uchwaliła odstąpić bezpłatnie potrzebny pod budowę kościoła grunt i przyczynić się do kosztów budowy kwotą 100.000 K. Obecnie idzie o przyspieszenie tej budowy, względnie gdyby to się nie dało teraz przeprowadzić, o wprowadzenie pewnego rodzaju prowizoryum koniecznego dla codziennych potrzeb duszpasterskich przyszłych parafian tamtejszej dzielnicy. Na sobotniej konferencyi sprawę tę wyczerpująco omówiono, tak, że rzecz sama postąpiła znacznie naprzód i jest wszelka nadzieja, że jeszcze w bieżącym roku budowa się rozpocznie.
      Nowa Reforma

       J jak Jama Michalikowa
      "Wieczór w „Jamie Michalikowej". Jutro t.j we wtorek o godzinie 9 wieczorem odbędzie się w "Jamie Michalikowej" wieczór deklamacyjno-wokalny. W produkcyi  biorą udział panie: Zofia Czaplińska, Adolfina Zimaier, Halina Zimaier-Rapacka, oraz kilku innych artystów. P. Czaplińska wypowie monolog „Uwiedziona", oraz niektóre utwory z Berangerą; p. A. Zimaier odśpiewa między innemi „List Maryanny do Jasia" w kostyumie, a pani H. Rapacka odśpiewa szereg nowych piosenek. Część dochodu przeznaczoną została na Czerwony Krzyż i na dary świąteczne dla legionistów."
      Nowa Reforma

      Z prawej Zofia Czaplińska i Adolfina Zimajer
      K jak Kradzież.
      "Do lokalu polskiego Związku niewiast katolickich przy placu Szczepańskim pod 1. 5, włamali się wczoraj przed południem niewyśledzeni dotąd złodzieje i splądrowali szafy i biurka w poszukiwaniu za gotówką, której nie znaleźli, bo jej tam nie było."
      Nowa Reforma

      M jak Moda wiosenna - obrazek wyżej
      "Najnowsze modele mód wiosennych dla pań wykazują że wzięciem wielkiem cieszą się żakiety wcięte a nie mniej także a la directoire. Z ko­lorów, oprócz ciemnego brązowego także nie­bieski i zielony. Przy wielu toaletach znaleźć można hafty, zwłaszcza srebrne. Natomiast do tej chwili jeszcze nie ustalono ostatecznie formy rę­kawów. Bufy znajdują się raz na ramiączkach, kiedy indziej w środku rękawa lub u dołu, a nie­kiedy, dla odmiany brak ich wcale.
      Kostyum pierwszy, utrzymany w tonie piaskowym, żakiet posiada odstające kieszonki, z przodu zaś efektowną białą kamizelkę pikową, obłożoną jedwabnym taftem.
      Wolny żakiet model 2 — w kolorze drapp, formy kloszowej, zaopatrzony z przodu i z tylu paskiem, posiada nadto efektowny kołnierz, da­jący się zapinać wysoko podszyję, lub wykładać swobodnie na ramiona.
      Trzeci wreszcie model, kostyum fałdzisty w kolorze ciemno-zielonym pannier podtrzymują male bukieciki kwiatów z boków, na przodzie zaś ma formę fartuszka. Staniczek z zielonego muszlinu zdobią srebrzyste hafty lub koronki. Wysoko sięgający pasek z wstążki jedwabnej kryje się częściowo pod staniczkiem, na piersiach zaś krzyżują się dwie wstążki."
      IKC

      M jak Morderstwo, a może samobójstwo?
      Wczoraj o godz. 7 -ej wieczorem znaleziono w  Dębnikach na polach bagnistych między ul. Pol­ną a Ogrodową, niedaleko dzielnicy Zakrzówka, zwłoki elegancko ubranej kobiety, w wieku 30 do 35 lat, z poderżniętem gardłem. Przechodnie zawiadomili natychmiast c. k. Dyrekcyę policyi oraz lekarza miejskiego o strasz­nym wypadku. Przybyła na miejsca tajemniczej zbrodni komisja policyjna lekarska skonstatowała, iż ofiara okrutnego morderstwa czy też samobójczyni zmarła skutkiem upływu krwi. Identyczności owej kobiety nie można było stwierdzić, gdyż prócz torebki i portmonetki nie znaleziono ża­dnych dokumentów, z których możnaby dowie­dzieć się o jej nazwisku.
      Prawdopodobnie — jak członkowie komisyi przypuszczają — dama owa w przystępie szału  poderżnęła sobie brzytwą gardło i pod wpły­wem strasznego bólu wybiegła na pola dębnickie i tam wkrótce życie zakończyła.
      Organa policyjne wszczęły energiczne śledztwo w kierunku identyczności tajemniczo zmarłej
      kobiety."
      IKC

      N jak Nowy kierownik
      "Nowy kierownik robót na Wawelu. Lwowska "Gazeta Wieczorna" donosi, jak twierdzi, ze źródła miarodajnego, że w tych dniach ma ustąpić architekt Sowiński, kierownik restauracyi Wawelu, ze swego stanowiska. Powodem ustąpienia jest zły stan zdrowia. Kierownictwa robót ma objąć Adolf Szyszko Bohusz, profesor politechniki lwowskiej."
      Nowa Reforma

      N jak Nowy spis wojskowy.
      "Jak już wczoraj donie­śliśmy, na murach miasta ukazały się afisze, wzywające, aby do spisu wojskowego zgłosili się w przeciągu 48 godzin wszyscy mężczyźni, urodze­ni w latach 1865 do 1898, dotąd z jakichkolwiek powodów nie służący w wojsku.  Przed obwieszczeniami gromadzą się tłumy
      ludzi, czytając je z zaciekawienie. Do spisu należy przynieść kartę pospolitego ruszenia oraz dokumenty, stwierdzające identycz­ność osoby. Fotografia jest konieczną."
      IKC

      O jak odwołany
      "Odwołany koncert. Zapowiedziany na wczoraj w sali Sokoła koncert kwartetu Fitznera z Wie­dnia został odwołany; od artystów tego kwartetu nadszedł telegram, iż nie znaleźli wolnych miejsc w pociągu, i z tego powodu me mogli przyje­chać do Krakowa w naznaczonym terminie."
      Nowa Reforma

      P jak Powolny tramwaj
      "Dochodzą nas coraz częściej skargi na powolną komunikacyę tramwajową w naszem mieście. Tramwaj, który się spóźni kilka minut, musi czeka. na stacyi węzłowej — „wieczność", zanim go oswobodzi towarzysz, dążący z przeciwnej strony. Na niektórych liniach, jak naprzyklad na linii Podgórze—Rynek czas jazdy tramwajem jest bardzo często dłuższy od czasu, jaki potrzebny jest do przebycia tego dystansu piechotą. Ponieważ ceny biletów tramwajowych zostały podwyższone, pożądane byłoby, aby dyrekcya tramwajów krakowskich tem bardziej poczyniła pewne stanowcze kroki ku wysłodzie publiczności".
      IKC

      Ś jak Ślub
      "Ślub Ludwika Solskiego. Znakomity artysta sceniczny, b. dyrektor teatru krakowskiego i b. kierownik warszawskiego teatru "Rozmaitości"— Ludwik Solski, wszedł w nowe związki małżeń­skie z p. Anetą z Mrowińskich Źychlińską, oby­watelką ziemską, ślub odbył się w Kaliszu."
      IKC

      W jak Wierszyk
      "Wszystko sztuczne.
      Ludzka wiedza i nauka
      Stwarza dzisiaj istne cuda,
      A naturę — fabrykatem
      Wszędzie się zastąpić uda,

      Sztuczne masło, mleko, jaja
      (Świeżo rzecz wynaleziona)
      Mało tego! Sztuczne oczy,
      Sztuczne nogi i ramiona.

      Sztuczne hasła i frazesy,
      W które spryciarz głupich  mota —
      Jedna tylko naturalna
      Pozostała rzecz: głupota!"
      IKC

      Z jak Zabezpieczenie Ołtarza Maryackiego w Krakowie.
      Znany literat, p. Ludwik Stasiak, pisząc o zni­szczonych zabytkach sztuki na łamach a "Dzienni­ka Polskiego" zaznacza między innemi:
      „Ołtarz Maryacki, rzeźba drewniana, rzeźba próchniejąca, nie jest po dziś dzień odlaną. Gdyby, broń dobry Boże, świeca płonąca przed ołtarzem się przewróciła... pióro wypada z ręki na tę straszliwą myśl.
       Jedna z największych zdobyczy, może największa zdobycz nasze­go narodu, jedno z najpiękniejszych dzieł, jakie ludzkość posiada, byłoby stracone. O ile wiemy, obywatelscy konserwatorowie nigdy nie postawili wniosku o utrwalenie w spiżu, nawet w gipsie maryackiego ołtarza, nie wnieśli podania o zabezpieczenie dla narodu i dla ludz­kości tego dzieła przez jego powtórzenie, duplikowanie. Zawisły konserwator tego wniosku nigdy nie wniesie. Bo jemu nie wolno postawić wniosku o wydatek miliona koron. A więc próchno się sypie..."
      IKC

      0 0

      Jak widać alfabet za alfabetem. Żadnego innego postu nie udało się wyprodukować z powodu grypy i jeszcze gorszych niż ona powikłań. Pierwszy raz miałam tak, że przespałam prawie cały tydzień z osłabienia. Mogę spokojnie zostać adeptką świadomego śnienia - mnóstwo pięknych pomysłów na życie swoje i innych wyśniłam. Czas się obudzić i je realizować - tu ukłon w stronę Liezi.

      W połowie marca 1916 r. Kraków obawiając się różnych chorób zakaźnych wprowadza nakaz posiadania przepustek dla osób przybywających do miasta. Poza tym ciągle problemy z aprowizacją. Gospodynie domowe muszą uprawiać "formalny run" na sklepy...

      PISOWNIA ORYGINALNA 
      Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC i "Nowej Reformy" z JBC.

      A jak Alkoholizm
      "Z "Eleuteryi". Dzisiaj o godzinie 7 wieczorem w lokalu przy ulicy Karmelickiej L. 21 odbędzie się wykład profesora A. Zawadowskiego na temat:  "Odrodzenie gospodarczo-narodowe a alkoholizm i nikotynizm". Wstęp bezpłatny dla członków i wprowadzonych przez nich gości."
      Nowa Reforma

      C jak Choroba zakaźna
      "Przeciwko przewleczeniu chorób zakaźnych do Krakowa. Donieśliśmy o rozporządzeniu komendy twierdzy krakowskiej, iż celem zapobieżenia przewleczeniu chorób zakaźnych do rejonu fortecznego, od dnia 15 b. m. wszystkie osoby cywilne, przybywające do miasta z okolic, nawiedzonych powyższemi chorobami, muszą się wykazać na dworcu osobowym poświadczeniem władzy politycznej, że są wolne od pasożytów skórnych i poświadczeniem szczepienia przeciwko ospie, dokonanego w ostatnich trzech latach. Wskutek tego polecenia, ekspozytura policyi krakowskiej przy wydawaniu przepustek, upoważniających do 8-dniowego pobytu w mieście, domaga się świadectw szczepienia ospy na razie od osób, przybywających z Nowego Sącza i okolicy. Interesowane osoby powinny we własnym interesie zwracać baczną uwagę na to zarządzenie.
      Z powodu epidemii różnych zaraźliwych chorób, obecnie wojskowe urlopy do Galicyi wschodniej i środkowej są niedopuszczalne. Do Galicyi zachodniej (komenda wojskowa krakowska) otrzymują żołnierze urlopy z wyjątkiem powiatów:   bocheńskiego, nowo-sądeckiego i jasielskiego."
      Nowa Reforma

      C jak Cudowne ocalenie
      "Dwuletni chłopczyk, Józio Jakus, bawiąc się na ganku pierwszego piętra w domu przy ul. Zwierzynieckiej  l. 5, oparł się o balaski, z których jedna spróchniała załamała się, a biedne dziecko spadło na kamienny dziedzi­niec. Józio prócz nieznacznych obrażeń zewnętrz­nych wyszedł zaiste cudem cało ze strasznego wypadku."
      IKC

      K jak Kradzież
      "Kradzież puszek na składki. "Uwiadamiamy P. T. Publiczność, że ukradziono ze sklepów krakowskich kilka puszek z firmą "Rodzina Sieroca". Ponieważ "Rodzina Sieroca" nie zbiera składek drogą kwesty po domach i po ulicach, przeto ostrzega się publiczność przed możliwem nadużyciem".

      M jak mąka
      "Nie wolno sprzedawać mąki na obce karty.
      Na murach miasta pojawiło się w dniu wczoraj­szym rozporządzenie Magistratu, postanawiające, iż z dniem 19 b. m. nie wolno sprzedawać kupcom w Krakowie mąki na obce karty chlebowe. Ważne są tylko karty chlebowe, zaopatrzone pie­czątką Magistratu krakowskiego."
      IKC

      N jak Nie ma tytoniu!
      "Od pewnego czasu zapowiadano, co istotnie nastąpiło, że w naszem mieście zabraknie tytoniu.
      Zawodowi „palacze", ci, dla których cygaro lub papieros stanowiło niezbędny artykuł codziennego użytku, zadrżeli na tę, tak niemiłą dla nich wiadomość. Bardziej przewidujący zdołali poro­bić większe zapasy tytoniu, większość jednak da­rem nie dobijała się do trafik, lecz tytoń, jak upewniają właściciele, wysprzedane. Zapowiedzia­ne przybycie do Krakowa transportu tytoniu — zawiodło. Brak ten nie jest coprawda jeszcze... klęską, ale niejednem u może zrobić... przykrość!
      Słusznie mówi przysłowie: „Niema tego złego, coby na gorsze nie wyszło!" Więc i tu to samo: „Palacze" nie  tylko „cierpią" wskutek braku tytoniu, ale znoszą wielkie przykrości od żon, któ­re skarżą się, że mężowie ochłodli, zmienili się, zobojętnieli...
      Cóż są jednak winni mężowie starszej generacyi (młodsi są przecież na wojnie!), którzy małżeński ogień miłości podtrzymywali, paląc... cy­garo lub papierosa?... "
      IKC 

      O jak Oburzające
      "Piszą nam z miasta: W dniu 13 b. m. liczni przechodnie byli świadkami oburzającego zajścia na placu Słowiańskim między straganami rzeźników. Mianowicie jeden z oprawców krakowskich, łapiąc psa, zarzucił sznur między ludzi tam stojących i zaczepił nim 1-roczne dziecko, trzymane przez pewną panią na ręce. Nie wiele brakowało, a biedne dziecko byłoby się udusiło. Można sobie wyobrazić przestrach matki w tej chwili. Policyanci nr 56 i nr 318 pospieszyli biednej matce z pomocą. Fakt powyższy należy podać do publicznej wiadomości, ażeby zapobiec na przyszłość podobnym oburzającym, niekulturalnym zajściom. Oprawcy uszli bezkarnie."
      Nowa Reforma

      P jak pożar 
      "Dzisiejszej nocy około godz. 12 zostali mieszkańcy Podgórza zaalarmowani wielką łuną, któ­ra nagłe wśród ciemności rozbłysła nad wscho­dnią częścią miasta. Wkrótce okazało się, że płonie fabryka mydła i świec Ubersfehda przy ulicy Józefińskiej 41, której tyły opierają się o ulicę Słowackiego (dawniej Salinarną).
      Na miejsce pożaru poczęli się zbiegać liczni okoliczni mieszkańcy, podczas gdy niebawem zagrały trąbki podgórskiej i krakowskiej fortecznej straży ogniowej, która zaalarmowana przez strażnika z wieży Maryackiej spieszyła na miej­sce pożaru w sile czterech plutonów pod wodzą swoich naczelników, starszego brandmistrza Łosiowskiego i porucznika Nowotnego. 
      A czas był najwyższy, bo pożar objąwszy skła­dy parafiny i tłuszczów niszczył w oka mgnieniu budowle składowe i buchnął olbrzymim słu­pem ku górze. Niebezpieczeństwo było tem większe, że naokół znajdują się stare nawpół drewniane domy mieszkalne, w których ludność poczęła na gwałt wynosić swoją chudobę. Ogień dochodził do najwyższego napięcia, blask jego wprost oślepiał, huczały strumienie płonącej i rozlewającej się naokół ognistej parafiny, gdy strażacy otoczyli ze wszystkich stron buchające czerwonemi fontannami płomienie i puścili na nie strumienie wody.
      Energiczna akcya ratunkowa trwała do godz. 1 po północy. Szkoda wyrządzona przez pożar, wynosi  około 50.000 koron. Spaliły się zapasy pa­rafiny, z której fabryka wyrabiała świece przeznaczone dla transportu do Prus."
      IKC

      S jak Sposób na drożyznę
      "U Bizanza — piękne damy
      wyczerpawszy zasób cały
      nowych plotek i żurnali —
      o drożyźnie rozmawiały ...
      Co za ceny na produkty!
      Co za ceny wielkie bogi!
      Trzeba chyba jeść karmelki?
      Teraz nawet cukier drogi!

      Więc oszczędzać? Tak, oszczędzać!
      Dam wam panie dobrą radę :
      Zaprzestańmy pić herbatę,
      Niech podadzą czekoladę."
      IKC
       
      Z jak Zmuszeni
      "Położenie ubogich ludzi, żyjących z tygodniowego zarobku, może zrozumieć tylko ten, kto chociaż raz był zmuszony czekać na zimnie, deszczu lub wichrze przed sklepem mleczami, lub piekarni, kto był  zmuszony gonić za mąką, cukrem i t. p. Istotnie na współczucie zasługują kobiety, które, mając w domu nieraz kilkoro drobiazgu, a nawet niemowlę przy piersi, biegają gorączkowo od sklepu do sklepu i błagają kupca o sprzedanie choćby kilku kostek cukru, lub też czekając na otwarcie zamkniętego sklepu, liczą z niepokojem uderzenia maryackiego dzwonu zegarowego, gdyż w południe muszą nieść gorący obiad mężowi, zajętemu przy pracy, a przestrzeń tam i z powrotem wynosi czasem 2-3 kilometrów.
      Czekające kobiety żalą się przeważnie na ciężkie czasy, a z zazdrością patrząc na tych, którzy, mając w domu worki mąki, dokupywali jeszcze drobniejszemi ilościami, co mając głowy cukru na każdą osobę w domu, posyłali sługi od sklepu do sklepu po dalsze zakupy. Jedni towar zmagazynowali. drugim nie zostało nic.
      Wczoraj był formalny „run“ na sklepy korzenne. Tłumy kobiet oblegały te sklepy w pogoni za cukrem, niestety tylko nieliczne jednostki mogły nabyć minimalne ilości tego artykułu. Sklepy wkrótce pozamykano. Brakło także w mieście masła."
      Nowa Reforma

      0 0

      W ciepły kwietniowy wieczór zapraszam do wędrówki ulicą Dolnych Młynów. Na sam jej początek tuż przy ulicy Krupniczej. Pogrążamy się w czasy nie tak odległe jak zawsze.  Są to lata 60-te lub 70-te. Na pewno znajdzie się ktoś kto pamięta jeszcze zapach i dźwięk tamtego Krakowa...

      Jednopiętrowy dom  z szerokim jak brama podmiejskiej karczmy zajazdem. Dolnych Młynów 3.

      "Cukry. Owoce. Nabiał. Edward Moll."



      Sklep istniał od końca lat 20-tych. Nazywany był wcześniej "Sklepem Towarów Kolonialnych". Wyobraźnia człowieka marzącego i wymyślającego nigdy nie wygra ze wspomnieniami rzeczywistymi pisarza.
      Oddaje głos Joannie Olczak-Ronikier


      "Ten slepik, istniejący od roku 1927, był platońską ideą podobnych sklepików. Mieścił się parę kroków od swojej konkurentki, pani Mazgajewskiej (...)

      Ale każdy, kto trafił do Mola, pozostawał mu wierny na zawsze. Już wystawa we frontowym oknie na parterze zapowiadała rustykalną ucztę: z ogromnego wiklinowego kosza wysypywały się niezliczone bułeczki, kajzerki, plecionki, rogaliki, obsypane makiem albo czarnuszką, sztangle i obwarzanki z krysztalikami soli na grzbiecie. Obok, w białym płótnie leżał rozkrojony na pół, wilgotny biały ser. A w glinianej misie piramida złotoróżowych jabłek.

       Do kupna zachęcały tekturki, na których ktoś kopiowym ołówkiem napisał: "wspaniałe jabłka, świeże bułki, pyszny ser".
      Wnętrze sklepu było niby takie same jak u Mazgajewskiej, ale o wiele bardziej luksusowa. Ciemnawa niewielka przestrzeń. Po prawej stronie od wejścia skrzynki z jarzynami i owocami. Na ścianie usytuowanej naprzeciwko lady beczki z kiszoną kapustą i ogórkami, półki a na nich w szklanych słojach kasze najrozmaitszych gatunków, fasola, groch, marynaty. 



      W glinianych garnkach powidło śliwkowe, obok butelki z zakiszonym barszczem czerwonym i białym, soki owocowe, wieńce suszonych grzybów, prawdziwków i podgrzybków. Stojąc pod ladą, widziało się po lewej stronie ścianę zastawioną aż pod sufit wiązkami drewna opałowego. W ścianie mieściło się wejście do tajemniczych izb, gdzie znikali czasem właściciele, wynosząc kolejne sterty produktów. Ale najważniejszy był front. Czyli dębowa lada, zza której obsługiwał gości pan Mol.




      Za plecami miał typową dla ówczesnych sklepów kolonialnych aptek czy czy drogerii solidną dębową konstrukcję złożoną z szuflad i szufladek, półek i półeczek, oszklonych szaf i szafeczek. Tam ukrywały się te wszystkie tajemnicze "towary kolonialne": pieprz, wanilia cynamon, rodzynki, migdały."



      Były jeszcze puszki z herbatą i kawą, cukierki z cukru farbki i krochmalu, mistyczny Chińczyk i życzliwy Pan Mol, o którym więcej możecie przeczytać w książce pani Joanny "Wtedy. O powojennym Krakowie", którą serdecznie polecam. Dla miłośników dawnego Krakowa lektura obowiązkowa!



      Wszystkie zdjęcia pochodzą z archiwum Muzeum Historii Fotografii.

       P. S. Alfabet Prasowy będzie, nadrobię! Sezon turystyczny rozpoczął się na dobre i pozostaje pisanie wyłącznie po nocach :(. Trzymajcie kciuki, żeby przynajmniej raz w tygodniu jakiś post był!

      0 0

      Nie wiem, jak to się stało, że tuż po marcu nastał maj. Kwietnia jakby nie było. Kilka książek, spora ilość grup i tyle. Nic znaczącego.
      W 1916 r. w kwietniu też nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Wojna dalej trwa i wszyscy dookoła mówią, że trwać będzie przynajmniej z pięć lat.


      PISOWNIA ORYGINALNA 
      Na podstawie "IKC"  z 1916 r. z MBC

      A jak Aleksander Dumas, jako prorok wojny światowej.
      Co pewien czas dowiadujemy się, że wiele znakomitych umysłów przeszłości przewidywało
      i przepowiadało dzisiejszą wojnę. Paryski „Figaro" przypomina; że we wstępie do romansu "Monsieur Alphonse" Aleksandra Dumasa (syna) znajduje się przepowiednia wojny światowej.
      Nie z armią 200.000 lub 300.000 brzmią słowa przepowiedni — wstąpią narody w szran­ki bojowe przeciwko sobie. Z milionowemi ar­miami, które zdepczą tak ziemię, że nie będzie ona mogła ich wyżywić, zaczną bój ze sobą na­ rody. Wiedza ludzka uczyni tak wielkie postępy, że ludzie walczyć będą na ziemi i pod ziemią, na wodzie i pod wodą, a może i w powietrzu. Całe miasta będą stać w płomieniach, całe części świata będą wysadzane w powietrze". Jak widzimy, przemilczał Dumas w swej przepowiedni (może rozmyślnie) o gazach trujących i zatapianiu okrętów handlowych.

      C jak Czas 
      Który czas ?..
      Czas środkowej Europy
      Wkrótce będzie zastąpiony
      Przez czas letni, który jednak
      Też ma swe ujemne strony.
      Każdy ma je: czas słoneczny,
      Czas zimowy, lub jesienny.
      Jeden tylko bez zarzutu
      Jest, a to czas... nie-wojenny  

      D jak Denuncjacja
      Przed rokiem nie­jaki Mojżesz Klein doniósł listownie do komen­dy twierdzy w Krakowie, że w mieszkaniu Izra­ela Weismanna, poddanego rosyjskiego, schodzą się potajemnie obcy poddani. Rewizya domowa, przeprowadzona w myśl doniesienia, wykazała bezpodstawność zarzutu, a dalsze śledztwo stwier­dziło, że Klein zrobił doniesienie z zemsty na Weismanna, który za zaległe procenty groził mu egzekucyą. Za fałszywą denuncjację sąd krakow­ski skazał Kleina n a 5 miesięcy ciężkiego wię­zienia. Klein wniósł odwołanie od wyroku. W czwartek, jak podają pisma wiedeńskie, trybunał kasacyjny rozpatrywał tę sprawę i zażalenie od­rzucił.


      G jak "Gościnne występy" Kasi i Zosi
      Ostatnimi dniami uwijały się na bruku kra­kowskim dwie eleganckie „damy" , które pod po­zorem wynajęcia umeblowanego pokoju — nawiedzały mieszkania zamożniejszych osób w śród­mieściu. W „operacyach" tych, sprytnie uplanowanych, sprzyjało do pewnego czasu młodocia­nym damom szczęście...
      Bardzo często bowiem, pytając się o pokój, nie zastawały w domu nikogo prócz służby, którą udawało się sprytnym oszustkom wyprowadzić w pole...
      Dźwięcznym głosem szczebiotały piękne dzieweczki o znajomości i przyjaźni, jaka miała ich łączyć
      z gospodarzami nawiedzonych domów, poczem niewinnie „prosiły" o kawałek papieru dla napi­sania paru słów pod adresem gospodarzy. „ Proś­bom" tym z reguły nie odmawiano. Służba pro­wadziła piękne „damy" do apartamentów, poda­wała papier, atrament i pióro i usuwała się dy­skretnie, nie przeszkadzając w pisaniu .. korespondencyi. Że taka korespondeneya kończyła się za­wsze kradzieżą cennych przedmiotów zbyteczne dodawać. 
       W krótkim czasie ofiarą tych »występów" wy­rafinowanych oszustek padły liczne znane domy w Krakowie.
      I tak:
      U p. N . Wasungowej, zamieszkałej przy ul. Garncarskiej, skradły oszustki srebrną cukierniczkę, w stylu zakopiańskim, napełnioną... dro­gocennym artykułem, bo... cukrem.
      U adwokata dra Silbersteina „zabrały" obiecu­jące dziewczątka „tylko" brylantową broszkę, wartości przeszło 1000 koron i inne koszto­wności.
      Wyprawa do p. Gołuchowskiej, zamieszkałej przy ul. Wolskiej, nie przyniosła takich rezulta­tów, jakich Kasia i Zosia — takie bowiem miały imiona — spodziewały się. Sprzątnęły tylko bezwartościową torebkę damską, w której — co za przeklęty pech! — znalazły, nie pieniądze, lecz
      kartę legitymacyjną na pobyt w twierdzy.
      Wreszcie "pofatygowały" się Kasia i Zosia na Rynek Kleparski 1. 7, do niejakiej p. Łękawy, której zarekwirowały kilkadziesiąt koron w gotówce.
      Śledztwo.
      Zawiadomiona o tych „gościnnych występach" pięknej Kasi i uroczej Zosi Dyrekcya policyi —
      puściła w ruch aparat śledczy w osobie inspek­tora policyjnego, p. Schimsheitnera, któremu nie­bawem udało się ująć sprytne oszustki.
      Kasia i Zosia są siostrami. Pierwsza liczy lat 17, druga zaledwie lat 15. Nazywają się Głowa­ckie i pochodzą z Krakowa.

      Przeprowadzone szczegółowo śledztwo wykazało dalej, iż z Kasią i Zosią „pracowała" również niejaka Karolcia Borkowska, mająca już poza sobą burzliwą przeszłość, która przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo — czmychnęła celem wytchnienia do Zakopanego,
      gdzie na polecenie krakowskiej Dyrekcyi policyi oszustkę aresztowano.
      Co mówią: Kasia i Zosia. Przesłuchane "pod tęlegrafem", Głowackie przyznały się do popełnionych kradzieży, bro­szkę brylantową zastawiły w miejskim lombar­dzie za 200 koron, zaś kartkę zastawniczą spa­liły. Za uzyskane w ten sposób pieniądze kupiły sobie eleganckie buciki i szerokie sukienki. Srebrną cukierniczkę sprzedały za 5 koron, za pie­niądze te kupiły bilety do jednego z kinemato­grafów krakowskich.
      Aresztowanie Kasi nastąpiło w Wielką Sobotę, zaś młodziutkiej Zosi, która przez święta bawiła
      z Borkowską w Zakopanem — dopiero we wto­rek po świętach." 

      J  jak Jaja
      Zaopatrzenie Krakowa w jaja. Zarząd miejskich Zakładów aprowizacyjnych podaje do publicznej wiadomości, że Mleczarnia miejska roz­pocznie w sklepach swych, od poniedziałku t. j. 3 kwietnia b. r. hurtowną i częściową sprzedaż jaj po następujących cenach; za 1 jajo 13 hale­rzy, za kopę jaj 7 Kor. 60 hal., za skrzynię, zawierającą 1440 jaj 175 Kor. Gwarantuje się za świeżość jaj. Zamówienia przyjmuje miejskie Biuro aprowizacyjne, ul. Poselska 1. 12, parter.

      K jak Kolonie w Parku Jordana
      Z m. urzędu Zdrowia komunikują: Osoby pragnące oddać swe dzieci na lato do półkolonii w parku Jordana, zgłaszać się mają w celu badania i zapisu dzieci u odpowiedniego lekarza miejskiego. Należy przynieść ze sobą na wizytę lekarską spisane na kartce wagę dziecka, dokładną datę urodzin i 2 korony wpisowego.

      K jak Kozie mleko.
      W celu zapobieżenia brakowi mleka na przy­szłą zimę, poleciły władze niemieckie, by ludność
      osiadła na roli pomyślała uż teraz o możliwie jak największem pomnożeniu ilości kóz. Szerokie koła, mianowicie uboższej ludności można uchro­nić przed brakiem mleka przez chów, wymaga­jących stosunkowo mało paszy, "tych krów ubogich ludzi".
      Hodowcy kóz powinni więc wszystkie koźlęta i kózki wychowywać. W celu ułatwienia tego minister rolnictwa wydał cały szereg rozporzą­dzeń, mających być przeprowadzonemi przez Iz­by rolnicze w połączeniu ze stowarzyszeniami hodowli kóz. Do takich rozporządzeń więc należy wyznaczenie premii za wychów drugiego i trzeciego koźlęcia, pośrednictwo w sprzedaży zbycie koźląt, umieszczanie kóz na pastwiskach.
      Izby rolnicze, którym dano do dvspozycyi odnośne fundusze, zwrócą się w najbliższym czasie do hodowców z odnośnymi komunikatami. Ponieważ liczyć można na wysokie ceny i pokup koźląt, w interesie hodowców kóz leży, a ekonomicznie jest odpowiedniejszem, aby mleka koziego jak najmniej sprzedawali, a jak najwięcej koźląt wychowywali.

      M jak Mała matura
      W gimnazyum reałnem (IV) odbędzie się t. zw. mała m a t u ra eksternistów i eksternistek w dniach 12, 13 i 14 bm , tj. we środę, czwartek i piątek przyszłego tygodnia. Interesowani mają przed rozpoczęciem egzaminu złożyć taksę koron 50, a w dniach egzaminu zgłaszać się pun­ktualnie o g. 8 rano.

      P jak Pożary.
      W dniu wczorajszym zlokalizowała miejska straż pożarna kilka pożarów, przeważnie kominowych, między innymi przy ulicy Grodz­kiej 1. 33, ul. Dajwór 1. 6, ul. Dietla 1. 33, ul. Krakowskiej 1. 39, ul. Kupa 1. 1 i przy ul. Czarnowiejskiej 1. 91.

      P jak Przestroga.
      Która chce mieć kawalera,
      Niech zabiega nie na żarty,
      Bo niebawem nawet męża
      Nie dostanie już bez karty!

      R jak Rękawka
      "Rękawki" nie będzie. Jak się informujemy, tradycyjna „Rękawka", która corocznie ściąga na
      wzgórza Krzemionek podgórskich tłumy Krako­wian, żądnych swawolnej rozrywki, w tym roku — podobnie jak w zeszłym, z powodu za­kazu komendy twierdzy — nie odbędzie się.


      Ś jak Śmierć Andrzeja Mielewskiego
      Śmierć nielitościwie nawiedza teatr miejski. Ledwie złożono do grobu ciało śp, Pawlikowskiego,
      drużyna artystów odprowadziła na cmentarz śp. Spitziara. I znów pogrzebne dzwony bić będą, kiedy barki towarzyszów odniosą na miejsce wie­cznego spoczynku śp. Andrzeja Mielewskiego.
      Po długiej, dolegliwej chorobie, która jak skry­ty wróg nieustannie podkopywała organizm zma­rłego, zamknął oczy ten niepospolity artysta, z którego imieniem wiąże się wspomnienie wielu
      pierwszorzędnych kreacyi. Scena nasza traci w śd. Mielewskim artystę wysokiej miary, umiejące­
      go nadać wyraz dramatycznej potęgi kreacyom w całym szeregu dzieł wielkiego repertuaru.
      Po kilkuletniej praktyce scenicznej na prowincyi, Mielewski pracował kolejno we Lwowie, Stanisławowie, a następnie w Krakowie, dokąd go powołał w roku 1893 dyr. Pawlikowski. Tu —
      dzięki niezmordowanej pracy i prawdziwemu za­pałowi wspartemu twórczym talentem — rozwi­nął w całej pełni swą aktorską działalność, zdo­bywając pierwszorzędne stanowisko lako odpowedzialny odtwórca ról heroicznych bohaterów.
      Ale nietylko w kierunku tragicznym ujawnił zmarły pierwszorzędny talent — zadziwiał rów­nież niejednokrotnie wielką plastyką figur cha­rakterystycznych. Scena krakowska przed 10 laty rozstała się na czas dłuższy z doskonałym arty­stą, który podążył do Lodzi w r. 1906, gdzie pracował najpierw przez kilka lat pod dyrekcyą Zelwerowicza, a następnie prowadził samodzielnie Teatr popularny.
      Przed trzema laty śp Andrzej Mielewski po­wrócił na scenę krakowską po objęciu teatru przez dyr. Pawlikowskiego, z nim zaś powróciły na scenę wielkie kreacye repertuaru Słowackiego, Wyspiańskiego itd.
      Scena krakowska przez śmierć śp. Mielewskie­go ponosi dotkliwą stratę Z jej zespołu, osłabio­nego już i tak przez wypadki wojenne, ubywa jeden 7 najpoważniejszych artystów, który chlub­nie zapisał się w pamięci Krakowa jako talent, obdarzony niepospolitą siłą twórczą.
      Pogrzeb i. p. A, Mielewskiego, artysty teatru miejskiego odbędzie się w dniu dzisiejszym z domu przy ul. Pańskiej 1. 14, o godz. 3 po poł.

       T jak Tani sklep polski.
      Dwie organizacye społeczne krakowskie: „Szwalnia ochrony kobiet" i „Szwalnia dla dotkniętych wojną", założyły celem jak najszerszego zbytu swoich wyrobów wspólny sklep pod nazwą: „Tani sklep polski", który mieści się przy pl. Maryackim 1. 3 . Wczo­raj odbyło się oświęcenie lokalu nowej placów­ki handlowej przy udziale licznego grona pań, reprezentantek Stowarzyszeń kobiecych, pracują­cych w dziedzinie przemysłu. Tani sklep polski, otwarty i urządzony narazie w skromnych roz­miarach, prowadzi konfekcyę damską i dziecinną, bieliznę, pantofle sukienne i gorsety. Polskie po­chodzenie towaru i najtańsze ceny zapewnią nie­wątpliwie nowej naszej placówce handlow jej trwale powodzenie.

      T jak Tłuszcz i mydło z winogron.
      Wojna zwróciła naszą uwagę na krajowych „dostawców" oleju ze świata roślinnego. W Austryi przejął rząd większe zbiory winogron, z roku 1915, które zakupiła specyalna centrala dla tłu­szczów i olejów, troszcząc się dalej o sposób zużycia otrzymanych z nich tłuszczów. W Ameryce wyrób oleju z winogronowych ziarn rozpoczęto na wielką skalę właśnie w roku 1914, a w roku następnym produkcya oleju winogronowego wy­nosiła około 650.00 funtów. Z oleju winogronowego otrzymuje się przez odpowiednią destylacyę bardzo smaczny olej sto­łowy, jako zaś uboczny produkt olej, z którego można wyrabiać mydło.

      W jak Włamanie.
       Ubiegłej nocy włamali się nieznani sprawcy do sklepiku owocowego Dawida Gronnera przy ul. Floryańskiej 1. 57 i skradli towa­rów wartości około 200 koron. Złodzieje dostali się do lokalu przez okno, wychodzące na ul. Pijarską, rozbijając kamieniem żaluzyę.
       
      Z jak "Zemsta Kasznura"
      Z teatru miejskiego komunikują:
      "Prima Aprilis" przyniesie w tym roku dzieciom miłą niespodziankę, Będzie nią "kolorowa"
      baśń wschodu: „Zemstą Kasznura". Sztuka, osnuta na tle bajki Hauffa przez Zofię Rogoszównę, ilustrowana śliczną muzyką prof. Swierzyńskiego i urozmaicona całym szeregiem ewolucyi i tańców (nokturn żab, fantazya turecka, ta­niec czarowników i t. p.), sprawi niezawodnie wiele radości dzieciom, spragnionym rozrywki, odpowiedniej dla ich wieku. W tańcach, układu prof. Dolińskiego i panny Niny Doili, biorą udział najzdolniejsze uczenice konserwatoryum tanecznego. Urok sztuki pod ­
      niosą jeszcze bogate stroje, które dyrekcya, nie szczędząc nakładu, sprowadziła z Drezna. Sztukę
      zapowiedział bajeczny afisz p. Gramatyki-Ostrowskiej, który codziennie ściąga tłumy widzów
      przed wystawą magazynu firmy Fischera w Ryn­ku Głównym.



      Z jak "Zemsta Kasznura" ponownie
      Z teatru miejskiego. Ulegając miłemu naci­skowi ze strony rodziców, którzy radzi by poka­zać, "Zemstę Kasznura" swoim maleństwom w chwilach wolnych od zajęć, przeznacza dyrekcya teatru dzisiejsze (niedzielne) popołudnie na reprezentacyę tej sztuki, a w poniedziałek daje "Pigmaliona" Shava, który ostatnio zapełnił wi­downię doszczętnie.


      0 0

      Jak wiemy Kraków jest jednym z nielicznych miast gdzie nie ma Ratusza. W 1817 r. ówczesne władze stwierdziły, że: "Ponieważ część gmachu starym ratuszem zwanego oddawna na spichrze obrócona, ponieważ w stanie opustoszałym znajduje się: te więc spichrza mają być zburzonemi."Miał być zburzony tylko spichlerz, ale tak się zapędzili, że zrównali z ziemią wszystko oprócz wieży. Odtąd nie mamy Ratusza, tylko tzw. Magistrat.

      Mało natomiast kto wie, że na początku XX w. były plany zbudowania nowego Ratusza. Dnia 16 lipca 1903 r. Rada Miasta uchwaliła, że nowy gmach zostanie wzniesiony na placu św. Ducha z pewnymi zastrzeżeniami: po pierwsze - fasada główna ma być zwrócona ku płacowi;  po drugie -  "aby ulica Szpitalna miała najmniej 17, ulica św. Marka najmniej 14, ulica św. Krzyża najmniej 10 metrów szerokości"; po trzecie - Ratusz ma być trzypiętrowy na wysokich suterenach.

      Wybór stylu dowolny.  Koszta budowy, bez urządzenia, ogrzewania i oświetlenia nie mogły przekroczyć sumy 1 mln koron. Wnętrze miało obejmować: lokale dla reprezentacji gminnej, lokale dla prezydium miasta, biura Magistratu główne i pomocnicze, mieszkania dozorcy Ratusza, portiera i służby; dziedziniec lub dziedzińce dostępne z ulic przyległych.


      Wybrane projekty:

      ARCHITEKT SŁAWOMIR ODRZYWOLSKI W KRAKOWIE 
      Projekt Odrzywolskiego zakładał, że Ratusz będzie główną dominantą na pl. św. Ducha, kościół św. Krzyża niejako na drugim planie, ale w całości widoczny z chodnika ulicy Szpitalnej :), "...dla wypoczynku i wytchnienia radnych o obok sali radnej będzie osobne foyer z terasą od placu teatralnego". Wszystko owiane będzie duchem Renesansu.
      Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Państwowej Szkoły Przemysłowej przy al. Mickiewicza projektu S. Odrzywolskiego


      ARCHITEKT ALFONS GRAVIER W PARYŻU
      Według tego projektu główna fasada zajmuje środek placu św. Ducha, a część boczną tworzy oficynę. Kościół w niczym nie zawadza Ratuszowi. Po środku placu ma stać pomnik lub figura. "Ratusz będzie miał dwa wejścia: jedno główne pod wieżą,  drugie boczne z ulicy św. Krzyża. Sala posiedzeń będzie w formie amfiteatru. W górnej części tej sali z wchodem z drugiego piętra znajdują się galerie i loże dla widzów." (?).


      Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie projekt A. Gravier

      ARCHITEKCI TADEUSZ STRYJEŃSKI I FRANCISZEK MĄCZYŃSKI W KRAKOWIE.
       "Z powodu rozszerzenia się placu ku ulicy Szpitalnej, od tej ulicy umieszczono najszerszą część budynku. Spadek terenu ku ulicy św. Krzyża zużytkowano w ten sposób, iż sutereny nie zagłębiają się w teren, lecz stanową  pierwszą kondygnację ponad terenem. Wjazd od strony ul. św. Krzyża, wyjazd na ulicę św. Marka poprzez obydwa podwórza. "
      Bajkowy Ratusz!!!

      Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Domu po Globusem projekt T.Stryjeński i F. Mączyński

      ARCHITEKT SYLWESTER PAJZDERSKI W CHARLOTTENBURGU.
      Główne wejście jest z placu św. Ducha na narożniku ul. Szpitalnej. Jako materiał fasadowy dla głównych fasad, oraz dla wszystkich form architektonicznych — piaskowiec, przy ulicach bocznych — tynk, a na pokrycie dachów — czerwoną dachówkę.

      Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Ratusza w Kaliszu projekt S.Pajzderski

      ARCHITEKT WŁADYSŁAW EKIELSKI W KRAKOWIE.
      "Ul. św. Krzyża, dziś nie ludna, po wybudowaniu ratusza drugą po ul. Szpitalnej będzie bardzo ważną arterią komunikacyjną, stanowić ona bowiem będzie najkrótsze połączenie tego punku miasta z ulicą Grodzką i Kazimierzem i odejmie znaczną część ruchu osobowego i wozowego przez już i tak dziś bardzo ruchliwą a nie dość szeroką ul. Szpitalną." (...)
      "Klatka schodowa zewnętrza stanowi osobliwą ozdobę budynku, "ale nadto w czasie niezwykłych uroczystości stanowić będzie motyw wysoko dekoratywny i barwny; może kiedyś Rada miejska z Burmistrzem i Zastępcami swymi na czele idąc na ratusz krakowski widzianą tu i witaną będzie przez lud krakowski!!!"(...)
      Budowa, która nie mogłaby być gdzie indziej jak w Krakowie postawiona!
      Faktycznie, ni to Sukiennice ni to Collegium Maius...

      Projekt i usytuowanie Ratusza. Dodatkowo zdjęcie Domu Sujskiego na pl. Wszystkich Świętych  projekt W. Ekielski.
      ARCHITEKT WINCENTY DYLEWSKI W BERLINIE.
      "Wejść ma budynek 4, t. j.: główne w pośrodku frontu, poboczne z ulicy Szpitalnej, tylne w pośrodku fasady przy ulicy św. Marka i w lewym skrzydle frontowym, prowadzące do pomieszczeń znajdujących się w  suterenach".
      Dachy mają być odpowiednio do stylu wysokie, pokryte zwyczajną dachówką, wieża i wieżyczki pokryte miedzią.
      U głównego wejścia umieszczone są dla ozdoby pod baldachimami 4 figury z kamienia, które mogłyby przedstawiać królów Kazimierza, Jagiełłę, Jadwigę i Zygmunta Starego. W pośrodku szczytu frontowego wykuty herb miasta Krakowa."


      ZGADNIJCIE, KTÓRE DWA PROJEKTY ZAKUPIONO? 

      Ratusza nie zbudowano, gdyż ciągle nie mogli dopasować projektu. Wydawał się być nie odpowiedni do Krakowa, skarżono się, że jest nazbyt kosmopolityczny, a sama realizacja bardziej pasowałaby do budynków municypalnych Nicei, czy Bukaresztu. Później wybuchła I wojna światowa, a jeszcze później na miejscu ratusza powstał pierwszy w Krakowie dworzec autobusowy...

      Na podstawie miesięcznika "Architekt" numer 1-2 z 1904 r.

      0 0

      Gdy się jest przewodnikiem miejskim lato sprzyja tylko jednemu - wzmożonemu oprowadzaniu! Aż strach się przyznać, ale w tym roku, jak nigdy dotąd czułam nadmiar Krakowa w moim życiu :).
      Krótkie odpoczynki w lubelskim, na Suwalszczyźnie i Ukrainie przywróciły równowagę w moich stosunkach z grodem podwawelskim i już najwyższy czas na odrabianie zaległości blogowych.

      Nie chcę utracić ciągłości w relacjonowaniu prasy z 1916 r.,  dlatego w kolejnych postach muszą się zmieścić aż 3 miesiące... Koszmar!!!

      W Krakowie w maju 1916 r. wprowadzają po raz pierwszy czas letni, co większość wprawia w niesamowity popłoch - przecież nikt nie wytłumaczył, czy przesuwać wskazówki do przodu czy do tyłu. Po mieście krążą bajki, o tym jak urzędnicy do pracy przychodzą w czasie poprzednim, a wychodzą w letnim. Duchy też zwariowały, ponieważ nie wiedzą według którego czasu straszyć. Dalej drożeje tytoń, który przywożą do Krakowa tylko kilka razy w miesiącu. Drożeje też piwo na radość krakowskiej "Eleuteryi". Bomba pilznera już kosztuje 50 halerzy i ponoć dojść ma do korony.
      Pożegnano j. e. generała Karła Kuka. Ówcześni żegnając go bardzo oficjalnie, nie wiedzieli, że jest on tym samym ostatnim komendantem twierdzy Kraków...
      Wybrany został nowy namiestnik Galicji generał major Eryk Diller.


      Tym razem z datami! Na podstawie "IKC" i "Nowości ilustrowane"

      C jak czas letni a zamykanie bram
      "Kwestyę późniejszego zamykania bram poruszył na jednem ze swych zebrań wiedeński związek dla spraw miejskich i ruchu turystycznego. Postawiono wniosek, aby ze względu na wprowadzenie czasu letniego zamykano bramy domów o godz. 11. Zarzut, jakoby ponieśli na tem stratę właściciele domów, oświetlając klatki schodowe o godzinę dłużej, jest o tyle bezpodstawny, że de facto wydawać będą wtedy na oświetlenie tyle samo, ile wyda­waliby przy normalnym czasie zimowym. Sprawę zamykania bram w Krakowie o godz. jedenastej podnieśliśmy na łamach naszego pisma już znacznie wcześniej."
      14.05 "IKC"
       
      K jak książę Jerzy bawarski
      (NIE WIEM, KTO TO JEST! PROSZĘ O POMOC W IDENTYFIKACJI!!!)
      Wczoraj o godzinie 10 rano w przejeździe przez Kraków zwiedził Wawel książę Jerzy ba­warski, młodszy syn króla Ludwika, w towarzy­stwie przydzielonego mu oficera austryackiego rotmistrza hr. Chorinsky’ego i por. Żeleńskiego, oprowadzany przez architekta Skawińskiego i se­kretarza Bogdaniego.
      Pobyt księcia Jerzego na Wawelu trwał przez dwie godziny. Ogromne zainteresowanie okazał książę dla naszych zabytków kultury i sztuki, a zwłaszcza z ogromnym zachwytem wyrażał się o wspaniałych dziełach gotyckich.
      Silne wrażenie na księciu wywarła kaplica Zygmuntowska, skarbiec i groby królewskie.
      Książę Jerzy bawarski w chwili swego wyjazdu do Krakowa wysiadając na tutejszej stacyi zwró­cił się do otoczenia najpierw w języku polskim :
               — Miło mi panów powitać. Przyjeżdżam z Warszawy.
      21.05 "IKC"

      M jak Maryacki
      Wczo­raj nareszcie po szeregu lat usunięto oparkanienie kościoła Maryackiego od strony Rynku i uli­cy Floryańskiej. Szpeciło ono świątynię, służyło za tablicę reklamową dla rozmaitej treści afiszów, raziło oczy miłośników Krakowa i jednego z najcenniejszych zabytków naszej przeszłości. Gmina znacznym kosztem zabezpieczyła wieżę na długi szereg lat i przyczyniła się do jej uratowania, gdyż stan murów, szczególniej górnej części, był bardzo zły. Obecnie przeprowadzane są jeszcze drobne roboty brukarskie około chodnika przy wieży. Dla mieszkańców miasta nowością jest urządzenie, podobnie jak około prezbiteryum ko­ścioła OO. Franciszkanów, podkopu około wieży dla ochrony fundamentów przed wilgocią. Oka­zuje się, że od XIV wieku powierzchnia Rynku podniosła się blisko o 2 metry ponad cokół, bę­dący przed wiekami nad ziemią; na tem zakopy­waniu miasta w ciągu wieków, budowaniu cho­dników jednych na drugich, straciła sylweta ko­ścioła i obu wież.
      28.05 "IKC"

      M jak mąka dla matek karmiących i dzieci
      Celem umożliwie­nia nabycia większej ilości mąki dla matek kar­miących i dla dzieci poniżej dwóch lat, zarzą­dziło namiestnictwo, aby karty dla kontroli spo­życia chleba i mąki, wydawane tym osobom, uprawniały je do poboru mąki na wszystkie 56 odcinków, licząc po 50 gr. mąki na jeden odci­nek, czyli zamiast 1000 gr. mąki na dolną część karty na 14 dni, będą mogły nabyć na całą kar­tę 2800 gr. mąki. Celem wykazania uprawnienia do poboru mąki na całą kartę, winny matki karmiące przedłożyć we właściwem biurze okręgowem poświadczenie właściciela domu, stwierdza­jące, że same karmią, a co do dzieci, poniżej dwóch lat, należy przedłożyć metrykę urodzenia, względnie wyciąg z metryki, oraz poświadczenie właściciela domu, że dzieci pozostają przy życiu i są na utrzymaniu zgłaszających się osób.
       28.05 "IKC"

      N jak nowy wóz
      "W ubiegłą sobotę i niedzielę pojawił się na mieście nowy pomocniczy wytworny wóz kolei elektrycznej, który kursuje na linii normalnotorowej Most III —Dworzec towarowy."
      09 .05 "IKC"


      P jak przyspieszony 1 maja
      "Z niecierpliwością oczekiwali wczoraj Krakowianie zapowiedzianego wprowadzenia „czasu letniego". W kawiarniach i na ulicach, w mieszkaniach prywatnych i lokalach publicznych widać było pewnego rodzaju podniecenie i zdenerwowanie. Nareszcie wpół do jedenastej, trzy na jedenastą, za dziesięć, pięć... minut jedynasta...
      Na wieży Maryackiej uderzyło zamiast jedenastu - majestatycznie i poważnie: dwanaście, poczem odezwał się nie cogodzinny hejnał, lecz melodyjna uroczysta pobudka, zwiastująca, że jest już północ. Kawiarnie zwykle o tej porze tętniące pełnią tycia towarzyskiego, zostały zamknięte, goście niechętnie powracali do domów (właściwie biorąc o jedenastej). O tej porze kończą się przedstawienia w teatrze ludowym. Na ulicy Karmelickiej i w Rynku widać było mnóstwo osób, które z zegarkami w ręku zatrzymywały się pod latarniami, przesuwając wskazówki zegarków... Nie obeszło się oczywiście przy tej sposobności bez nieporozumień. Niektórzy tracili oryentacye nie wiedzieli, czy należy cofnąć czy pchnąć wskazówki.
      Wczesnym rankiem tramwaje wyjechały wcześniej o godzinę, sklepy i magazyny, biura rządowe i niektóre prywatne otwarto również o godzinę wcześniej. Dzieci pospieszyły wcześniej do szkoły, żony o godzinę wcześniej rozpoczęły codzienną t. zw. „piłę małżeńską".
      Pierwszy dzień nowego systemu rachuby czasu był dżdżysty i mokry. Deszcz padał całą noc. „Czas letni" urządził w Krakowie inauguracyjne „oblanie".
       02.05 "IKC"


      P jak psy pociągowe
      "Tak już wczoraj donieśliśmy na skutek zarządzenia ministerstwa obrony kraj. ogłasza magistrat, że wszyscy posiadacze psów pociągowych względnie psów większych, nadających się do pociągu, jak psów rasy nowofunlandzkiej, niemieckich dogów, bernardynów, leonbergerów itp. winni je w nieprzekraczalnym terminie do dnia 13 maja br. zgłosić w godzinach urzędowych w miejskich komisaryatach obwodowych.
      13.05 "IKC"

      S jak Stosunki w łaźniach miejskich
      "Dochodzą nas często skargi, że w krakowskiej łaźni ludowej panują nieznośne stosunki wskutek tego, że system protekcyjny, tak bardzo właściwy wszelkim naszym instytucyom, znalazł i tam swoje zastosowanie. Wiele osób skarży się, że posługacze łaźni specyalnie wyróżniają ... CENZURA ... nie mówiąc już o krewnych, znajomych etc, co się odbywa kosztem ogółu".
      26.05 "IKC"

      T jak trzy kawałki cukru
      "Namiestnictwo wydało następujące rozporządzenie w sprawie podawania cukru do napojów i potraw.
      W przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich tudzież w cukierniach wolno podawać jako dodatek do napojów i potraw dla jednej osoby najwyżej trzy kawałki cukru w zwyczajnej formie kostkowej, lub w formie innej, ale zawsze tylko w ilości nieprzekraczającej wagi trzech normalnych kostek cukru.
      Ta najwyższa ilość może być podwyższoną najwyżej do pięciu kawałków tylko przy napojach, które podaje się w tak zw. porcyach.
      W przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich zakazuje się stawiania naczyń z cukrem na stolikach tudzież podawania cukru gościom w naczyniach do dowolnego wyboru.
      Przekroczenia tezo rozporządzenia karane będą karą pieniężną do 2000 koron lub karą aresztu do trzech miesięcy, przy zachodzących okolicznościach obciążających jednak karą pieniężną aż do 5000 koron lub aresztem do sześciu miesięcy.
      W razie skazania może być także orzeczona utrata uprawnienia przemysłowego.
      Powyższe rozporządzenie wchodzi natychmiast w życie."
      20.05 "IKC"


      Ś jak śmierć
      "Wczoraj, rozeszła się smutna wiadomość, iż niespodzianie po krótkiej, na pozór lekkiej chorobie zakończył życie ś. p. Eustachy Jaksa Chronowski.
      Ś. p . Chronowski znanym był szeroko przede­ wszystkiem tym, którzy szukali pomocy, bo przy wszystkich składkach na cele publiczne przede­ wszystkiem figurował datek ś. p. Chronowskiego i to zawsze datek hojny, magnacki. Zacny oby­watel, szczodrobliwy ofiarodawca ciężkie prze­chodził koleje, zanim jesień życia oświeciło mu słońce powodzenia i dostatku.
      Jako uczeń szkoły Głównej Warszawskiej wziął udział w. powstaniu 1863 r., a po smutnem te­goż końcu, ranny, wyemigrował do Francyi.
      Wojna francusko-pruska w r. 1870 zastała go we Francyi, w której szeregi wstąpił i przeszedł kampanię w korpusie Bourbackiego, w randze oficerskiej.
      Przybywszy do. Krakowa w latach następnych objął w dzierżawę hotel Saski. Wkrótce przystą­pił do założenia Grand Hotelu w dawnym pała­cu po Czartoryskich, który wniósł na pierwszo­rzędne stanowisko. W miarę powodzenia rosła jego energia i hojność. Pierwszy ś. p. Chronow­ski wszedł w kontakt z światową firmą turysty­czną „Tos Cook et Son“, sprowadzając wycieczki cudzoziemców do naszego miasta.
       Zmarły przewodniczył w Przytulisku Wetera­nów 1863 r.
      Jako przyjaciel ś. p. E. Jerzmanowskiego na­kłaniał go i umacniał w postanowieniu stworze­nia bogatej fundacyi, którą też śp. Jerzmanowski rzeczywiście stworzył dla Akademii Umiejętności w Krakowie. On nakłonił śp. Kruzera do zapi­sania 30.000 Rs. na budowę teatru krakow­skiego.
      W czerwcu 1914 r. zapisem notoryalnym prze­znaczył swe obrazy Muzeum Narodowemu w Kra­kowie, zatrzymując je u siebie do końca swego życia już tylko jako depozyt. Ta cenna kollekcya obejmowała dzieła: Axentowicza, Grotgera, Mal­czewskiego, Juliusza Kossaka, Pruszkowskiego i innych.
                  Dziś zeszedł do grobu jako dobry syn ojczy­zny, zasłużony w boju i pokoju."
      19.05 "IKC"


      T jak testament
      "W sier­pniu w zeszłym roku umarł w Jerozolimie góral, z Nowego Targu, Daniel Segiin (nazwisko prawdopodobnie przekręcone), który zostawił mają­tku około 1000 K. W testamencie zapisał z tej kwoty 250 K O. Franciszkanom w Jerozolimie, a resztę po połowie OO. Dominikanom i OO. Benedyktynom w Krakowie. Sprawa ta przyszła obecnie z Jerozolimy do sądu krakowskiego, któ­ry wezwie spadkobierców do objęcia zapisu. Jak wiadomo, OO. Benedyktynów w Krakowie nie ma, oczem widocznie zmarły nie wiedział. Po mieście krążyły przesadne wieści o tym za­pisie, mówiono nawet, że zapisy wynosiły po 600 tysięcy koron. Powyższy stan rzeczy prostuje te fantastyczne opowiadania."
      28.05 "IKC"


      W jak wystawa obrazów A. Piotrowskiego
      "W prywatnym lokalu przy ulicy Szczepańskiej l. 7 urządził p. Antoni Piotrowski zbiorową wystawę swoich obrazów i reprodukcyi. Objęta ona około 100 dziel, przeważnie z ostatnich czasów, z niewielką domieszką dalszej przeszłości i różnorodnością tematów oraz problemów malarskich dać może pojęcie o bogatej i wszechstronnej twórczości artysty.
      Od symbolizmu do pejzażu, od dzieł batalistycznych do portretów, od boeldinowskich tematów do studyów realistycznych, od szkiców z pobojowisk mandżurskich i bałkańskich do renesansowych krajobrazów włoskich, przesuwa się tu kolekcya, przemawiająca do wyobraźni i uczucia.
      Pod względem malarskim uderzają zagadnienia świetlne, studya różnorodnych oświetleń i refleksów."
      09.05 "IKC"

      Z jak zamiar samobójczy i zdarcie naskórka
      "20-letnia kelnerka Jadwiga Stawczyk, zatrudniona w kawiarni przy ul. Grodzkiej l. 42 wyskoczyła w zamiarze samobójczym z okna I pietra na dziedziniec. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności Stawczykówna wyszła cało z tego groźnego upadku, odnosząc tylko zdarcie naskórka na prawym łokciu. Do nieszczęśliwej dziewczyny zawezwano pogotowie ratunkowe."
      15.05. "IKC"


      0 0

      Tak się składa ostatnio, że często rozprawiam  o zainteresowaniu moim Krakowem i zauważyłam, że ciągle w tej rozmowie o ciekawości dopasowuję się do rozmówcy, lub grupy. Taki "lizodupek" ze mnie.
      A jeszcze te pytania, a "co w tym ciekawego", a "jak to ciekawi jeżeli nieciekawe"...

      Cóż w końcu pozwolę się wyżyć tutaj i przekornie powiedzieć, że w tym wszystkim, w tej pasji, nie chodzi  wcale o miłość i uwielbienie Krakowa, chodzi wyłącznie o  "szperanie", poszukiwanie, dopasowanie faktów ludzi  i zdarzeń. Patrzenie pod podszewkę, przez lupę, szukanie życia prostego, codziennego i żeby to tak mocno zadziałało na wyobraźnię, aż się poczuję gorycz w ustach i uruchomi się wehikuł czasu. Tylko tyle.

      Najbardziej cennym źródłem są dla mnie rękopisy, dzienniki-pamiętniki, bo od takiego zaczęło się to wszystko już wiele lat temu. Mój narzeczony wtedy obłaził wszystkie antykwariaty w mieście, aż przypadkowo takowy się znalazł gdzie indziej.
       Opisana  była tam cała historia rodzinna od pol. XIX wieku po lata wojenne, przeplatana przepisami na obiad, listami zakupów, planami na odpoczynek w Parku Krakowskim czy na Bielanach, teatry, plotki, oprócz tego wszystkie najważniejsze sukcesy i porażki rodzinne, łącznie ze zjawami w oknach w okolicy ul. Batorego.

      Oprócz tego jednego rękopisu, który musiałam od razu zwrócić i nie mogę wykorzystywać jego treści, do moich rąk nie trafiło nigdy więcej nic. Zadowalam się gazetami i zdjęciami, literaturą pamiętnikarską.
      Żadnym pracownikiem naukowym nie jestem (a chciałabym jednak,... może kiedyś jakiś doktorat z "krakauerologii", tylko nie wiem na jakim wydziale i kierunku i kto by być promotorem takiego czegoś chciał?), a gdybym była... OCH! te wszystkie rękopisy w Jagiellonce, listy i inne bibeloty.. Po czymś takim można umierać! Póki co zadowalam się bibliotekami cyfrowymi i starczy mi ich na na długo.

      I tutaj się okazuje, że nie nadążam już ze śledzeniem wszystkich ocyfrowanych nowości. I też całkiem przypadkowo w JBC natrafiłam na takie oto cudeńko!


      Raptularz z 1915 i 1916 r.

      Przedstawiam Wam rodzinę  X z Krakowa:
      Głowa rodziny - prowadzi raptularz, prawnik z zawodu, być może sędzia albo adwokat.
      Pani domu - Józia (?).
      Córka -  Musia (Anna, Marianna?), urodziny obchodzi 18 lipca.
      Syn - nazywany Dzido,  urodziny obchodzi 4 maja. Tuż po urodzinach - pobór do wojska, wydelegowany do Ołomuńca, później do Stryja (teraz Ukraina, ok 60 km pod Lwowem);
      Mamusia (mieszka oddzielnie, czasami otrzymuje pieniądze na garderobę i gospodarstwo);
      Służba.
      Pies.

      Informacje praktyczne: trwa I wojna światowa. Znajdujemy się w Krakowie, Galicja, Austro-Węgry.
      Waluta: korona,  1 korona=100 halerzy

      Zacznijmy od pensji: miesięcznie od 1190 koron (pensja + sąd karny), czyli ROCZNIE od 13080K. Oprócz tego zarabia na pojedynczych sprawach. Dodatkowo około 480K miesięcznie. Oprocentowania z depozytów bankowych - około 160K.

      Przykładowe pensje roczne w 1914 r.: pisarz -  984K, woźny - 1424K, kancelista - 2968K,  komisarz - 3766K, sekretarz  - 4704K, radny - 6088K, wiceburmistrz - 12000K, burmistrz - 22000K.
      Czyli nasz  Pan X zarabia więcej od wiceburmistrza. Sporo!

      Miesięczne wydatki styczeń 1915:
      gospodarstwo (co by to nie znaczyło) - 400K, 
      asekuracja? ubezpieczenie? - 48,60K, 
      służba - 40 K, 
      różne datki - 19K,
      opłata za gaz - około 7K, 
      opłata za elektryczność - 16K,
      miesięcznie płaci też opłatę za psa - 5K,
      podatek rządowy - 60K,
      kieszonkowe Musi i Dzida - około 40K,
      abonament tramwajowy, jego i syna - 12K,
      Zwrot do banku 1256K na początku roku + 1500K pod koniec roku.

      Miesięcznie wszystkich wydatków  od 1700 do 2200 np.  w styczniu 1915 r.  2151K.

      Roczne wydatki:
      Roczna  składka na Towarzystwa Lekarskie - 36K.
      Rocznie podatek gminny - 49,50K
      Roczna opłata za wywóz śmieci - 18K.
      Roczny podatek domowy i osobisty - 143K
      Na Towarzystwo Miłośników Krakowa - 10K.


      Codziennie pan domu pije herbatę na mieście, co kosztuje go od 40 halerzy w tańszym miejscu do 2K w droższym. Czasami zjada śniadanie  - 70h lub pączka - 1,60K. Zawsze zostawia napiwek - od 40 halerzy do 1K.
      Pan X pali i na to w ciągu tych dwóch lat wyda naprawdę dużo pieniędzy. Pamiętajmy, że w Krakowie ciągle był problem z aprowizacją tytoniu. A więc miesięczne wydaje 7,30K na tutki i 12K na tytoń. W 1916 r. - miesięcznie ponad 20K na tytoń, którego wciąż nie ma, więc kupuje  (gdy są) gotowe papierosy - 3K.
      W niedzielę ofiara podczas mszy - zawsze stała kwota 20 halerzy, tylko podczas świąt kościelnych takich jak Trzech Króli, Wielkanoc, Boże Ciało itd - 1K.
      W tygodniu kupuje nie dużo, podejrzewam, że w większości zaopatrzenie domu spoczywa na barkach pani domu, z puli pieniędzy przeznaczonych na gospodarstwo. 
      Produkty spożywcze, które kupuje Pan X w tygodniu to delikatesy takie jak: ciasta - około 4K, kiełbasa  - 2K, czasami i za 4K, słonina - 2,40K, owoce - 2K. Często kupuje mleko z adnotacją "moje" - 50-70h.

      Zaopatruje się miesięcznie w paper liczbowy - ok. 2K, marki czyli znaczki  - 1,20K, miesięczna prenumerata gazety "Nowa Reforma" wynosi ok. 3K
      Do domu kupuje też pastę do zębów - 2,40K, papier klozetowy (!!!) - 1,90K, wodę do zębów - 4K, wodę do włosów - 3,50.
      Co miesiąc odwiedza też fryzjera - 1,50 K.
      Czasami idzie do teatru  - od 8,80K do 18K, na koncert, lub kolację na mieście - 7K.
      Książki kupuje raz w miesiącu za kwotę nie większą niż 5K.
      Ubrania dla członków rodziny - przykładowe ceny w 1915-16 r.:
      koszula Dzida - 4,80K, 
      krawatki - 5,20K,
      buciki Niusi - 24K,
      bluza Dzida - 40K,
      spodnie - 30K,
      suknia Musi - 40K, krawcowa - 25K,
      płaszcz Musi - 60K,
      kapelusz - 4K,
      rękawiczki męskie - 3K.

      CIEKAWOSTKI:
      - od marca 1915 r. pojawia się stały wydatek na "Prowianty" - ok. 166K;
      - przyjęcie urodzinowe lub imieniny - od 25K do 50K;
      - pojawia się zakup pierścienia zaręczynowego dla córki Musi - koszt - 400K (dlaczego ojciec go kupował???);
      - od 1916 r. coraz częściej pojawia się zakup wódki -3,40K;
      - łapki na szczury były nazywane paściami;
      - kupowało się nalepki iluminacyjne  z tekstem "niech żyje Warszawa":), gwoździe na Legiony za 10K i inne patriotyczne bibeloty;
      - fotografia od 3,20K do 16K;
      - 5 kapust - 45K;
      - 500 ziemniaków - 50K;
      - 2 kg masła - 21K;
      - sadzenie ziemniaków wraz z dzierżawą - 29K;
      - węgiel 250 cetn. - 225K;
      - maszyna do szycia - 60K;
      - wykupienie psa z niewoli przy ul.Rajskiej - 50K.

      Syn Dzido przed maturą bierze korepetycje,  nauczyciel dla niego to wydatek rzędu 26K miesięcznie lub 2K za lekcje.
      Czesne Dzida za szkolę -  semestr 40K.
      Tuż po urodzinach w maju pobór do wojska. Pamiętamy, że w na początku maja była wielka bitwa pod Gorlicami. Dzieje się tuż niedaleko Krakowa.


      Ekwipunek Dzida do wojska: koń - 1216K, siodło - 250K, buty i szelki - 240K, mundury - 219K, dodatkowy ekwipunek - 200K, bielizna i przybory - 210K, płaszcz na zimę - 200K., deszczownik - 65K, derka dla konia - 45K. Od tego momentu co miesiąc - 140-150K. Co jakiś czas wysyłany jest brom - 6K, a także "prowianty dla Dzidka w pole" wysyłane ze służącym 180K.

      Dla porównania: Musia przygotowuje się do ślubu - na bieliznę - 200K, wyprawa - 290K, kaucja+notariusz - zarejestrowanie oprawy - 160K, pozwolenie na ślub z banku niemieckiego - 73K.
      Sam ślub  - dla gospodarstwa na wesele - 120K, prezent 100K. Odtąd Musi płacono co miesiąc 100K.

      Pod koniec 1916 r. delikatesów już się nie kupuje, tylko ser, masło, chleb za 5K. Także wtedy nie ma w ogóle tytoniu, jednorazowy zakup przed świętami za 58K, ale więcej o aprowizacji miasta Krakowa podczas wojny dowiecie się z regularnego cyklu na blogu pt. Alfabet prasowy.


      Podsumowując, za cenę jednych spodni męskich (30K) można było 20 razy pójść do męskiego fryzjera.
      Dziś cena spodni to około 120 zł, a do  męskiego fryzjera za tę cenę możemy pójść 4-5 razy.
      Wniosek z tego taki, że ceny na usługi mocno wzrosły, towary natomiast są o wiele tańsze.
      Wymowna jest pensja służby - 40K,  czyli  z jednej pensji można było kupić jedne spodnie i kilogram masła.

      Po więcej szczegółów zapraszam na JBC - http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/docmetadata?id=266888&dirds=1&tab=3


      P.S. 2016 rok, lipiec, zwykła kawiarnia krakowska, odpoczynek po oprowadzaniu, rozmowa przy kawie miedzy mną, a moim narzeczonym skądinąd ze Stryja pod Lwowem.
      - Lalalala! Taka jestem szczęśliwa, że znalazłam ten raptularz, chcę wrócić do domu i tylko czytać, analizować, a później koniecznie napisać o tym post!
      - Bardzo się cieszę, że tak mało potrzebujesz do szczęścia, ale czy kogoś, oprócz Ciebie będzie ciekawiło ile i co kosztowało w tych czasach...
      - Eee ekhm... Cóż w takim razie wychodzi na to, że nie piszę bloga dla czytelników... a wyłącznie po to by przedłużyć stan szczęśliwości?

      0 0

      Dziś wpis okolicznościowy, spontaniczny, zainspirowany wzmożonym ruchem na ulicach i powszechną tęsknotą pierwszego września za edukacją, za nowym planem na życie, rutyną i nowymi obowiązkami.
      Czy wiedzieliście, że oprócz 1 stycznia drugą datą na postanowienia zmian życiowych jest właśnie 1 września. Otóż, jeżeli nie udało się Wam wtedy, możecie spróbować jeszcze raz :).

      Swój rok szkolny rozpoczniemy w 1927 r. w szkole niezwykłej, jednej z najstarszych, w Gimnazjum Żeńskim im. Św. Urszuli SS. Urszulanek.
      Od razu przepraszam męską część moich czytelników, wstęp do gimnazjum tylko wtedy, gdy zostaną Panowie wykładowcami (np. historii), lub stróżem.

      mhf.krakow.pl
      Szkoła mieści się przy ulicy Starowiślnej w gmachach, będących własnością SS. Urszulanek. Są to trzypiętrowe kamienice wzniesione w latach 1875-1907, ciągnące się od numeru 2 do 11 i zajmując łącznie z ogrodem powierzchnię  2 morgów i 433 sążni. Jest tutaj także internat dla słuchaczek Uniwersytetu Jagiellońskiego, czteroklasowa szkoła powszechna, gimnazjum humanistyczne, pensjonat dla własnych uczennic i klasztor.

      mhf.krakow.pl
      Sal szkolnych jest 26, prawie wszystkie mają posadzkę dębową froterowaną. W całym gmachu jest światło elektryczne, a korytarze ogrzewane kaloryferami.  Gimnazjum posiada salę gimnastyczną z kortem tenisowym, salę rekreacyjną, pracownię chemiczną, salę wykładową do fizyki, gabinet przyrodniczy, geograficzny, lekarski, salę rysunkową, pracownię rysunkową i czytelnię. Prócz kancelarii Matki Dyrektorki, jest poczekalnia dla gości i sala konferencyjna.

      Pauzy (a nie przerwy!) odbywają się stale w ogrodzie, o ile pogoda na to pozwala.

      Do wyboru mamy osiem klas, z tym że klas III i IV są dwie: klasa a i b.

       ***
      Drogi dzienniczku,
      Nie mogłam spać prawie całą noc i już o świcie chciałam założyć mój mundurek! Chyba nigdy jeszcze tobie o nim nie pisałam, otóż mam na sobie dziś wersję świąteczną*, czyli granatową plisowaną spódnicę, białą bluzkę z marynarskiem kołnierzem, wykończonem dwoma granatowymi paskami, brązowe buty i pończochy.
      Dziś rozpoczęcie roku szkolnego! Z ta myślą każda z nas podążyła do klasztornej kaplicy. Dzień był ciepły i słoneczny. Na podwórzu szkolnem zebrałyśmy się znowu po przeszło dwumiesięcznej rozłące. Niby jaskółki, które z wiosną powracają do swych gniazd tak my radosne, wypoczęte i pełne zapału weszłyśmy w otwartą bramę. W każdej z nas  mieszają się uczucia pewnego lęku i ciekawości. Czy wszystkie wróciły do szkoły, czy zmienią nam klasę, kto będzie miał obok mnie łóżko w pokojach pensjonatu?

      mhf.krakow.pl
      Jak wiesz, ja przeszłam  już do szóstej, z czego niezmiernie się cieszę, wszak szóstoklasistka to już prawie dorosła panna.
      Jest nas aż 48 dziewczyn, to i tak mniej niż w zeszłym roku. Jak się okazuje aż trzy wyjechały do innego miasta (Ah, moja ukochana Florcia, nikt mi Ciebie nie zastąpi!!!),  a dwie niestety nie przeszły do kolejnej klasy.


      W mojej klasie uczy się Zofia Malczewska, wnuczka znanego malarza Jacka Malczewskiego, porządna dziewczyna i prymuska. Jak już pisałam tobie dzienniczku, niektóre dziewczyny jej nie lubią i często podkradają jej przybory na lekcjach rysunku...Ciekawe jak będzie w tym roku. Lekcja rysunku to moja ulubiona lekcja, ... a może jednak historja? Nie wiem, nie wiem, muszę się zastanowić porządnie następnem razem.

      W tym roku szkolnym dla naszej klasy zapowiedzieli same wycieczki techniczno-przemysłowe do: Wapiennik Libana w Podgórzu, do Gazowni Miejskiej,  Fabryki czekolady Piaseckiego, Fabryki drutu i siatek Kucharskiego, Fabryki octu Srebrnego w Krakowie, Elektrowni i Fabryki Azotniaku w Chorzowie, Fabryki mydła Cwiklitzer'a w Katowicach i Fabryki Porcelany w Bogucicach.
      Nie myśl, że to wszystko zapamiętałam, spisuję z tablicy w naszej klasie.

      Tyle tych wycieczek pewnie przez to, że jako uczennica klasy VI przez cały rok będę miała chemię. Coś mi się zdaję, że się nie polubimy... Cóż, coś za coś ...Najbardziej się cieszę na myśl o wycieczce do fabryki czekolady i porcelany! Ciekawe czy w fabryce Piaseckiego uraczą nas gorącą czekoladą w filiżance porcelanowej. Jak się odważę to się spytam, lub po prostu pójdziemy na Rynek i tam to skosztujemy.
      Inne klasy mają wycieczki historyczne do Skałki, Domu Matejki i Muzeum Czartoryskich, ale to nuda... Już tam byłam  i to nie raz.
      Wiosną jak zawsze całą szkołą pojedziemy do Sierczy, a potem do Częstochowy, na Jasną Górę. Też już tam byłam, ale tym razem obiecano nam postój w ruinach zamku Tenczynku i Olsztynie. Musimy do tego czasu zapoznać się z historią bohatera Karlińskiego.

      Plan zajęć mam całkiem znośny, uczę się przyrody, geografii, matematyki, historii, chemii, języka polskiego, francuskiego, niemieckiego i łaciny. Oprócz tego mam lekcje rysunku i lekcje gimnastyczne.

      Najbardziej się cieszę z tych lekcji gimnastyki. Uwielbiam grać w koszykówkę i dłoniówkę. W tym roku zaczniemy też gimnastykę rytmiczną. Będzie nas uczyć sama Rita Sacchetto Zamoyska! Jak wiesz jestem troszkę niezgrabna i podskakuję chodząc, a ponoć tak znakomita siła jaką jest Pani Sacchetto potrafi zdziałać cuda!
      mhf.krakow.pl
      Opiszę ci kim jest ta Pani. Otóż jest to znana tancerka włoska, żona rzeźbiarza Zamoyskiego. Słyszałam jak mamusia w naszym saloniku mówiła, że w Krakowie chodzą plotki o nich. Ponoć Zamoyski chce się z Panią Sacchetto rozstać* i wyjechać do Paryża, ale ona nie chce i ponoć go kocha... Mówiła też, że będzie to skandal miłosny.  Nie wiem jeszcze co to miłość, tylko z książek mamusi mogę to sobie wyobrazić ... Skandal brzmi bardzo groźnie. Wolałabym aby Pani Rita nie wyjeżdżała, inaczej dalej będę chodzić i tańczyć niezgrabnie.

      Podręczników jeszcze wszystkich nie mam. Muszę popatrzyć co posiada  nasza spółdzielnia uczniowska, nazywana dumnie Sodalicją Marjańską, w swoim sklepiku antykwarni, który jest dość drogi. Został otwarty w zeszłym roku aby zapobiec lichwie księgarskiej wśród uczennic. Jak wiesz, ja też próbowałam wtedy sprzedać parę książek i do tej pory gdy widzę Matkę Dyrektorkę, to się boję, że mi o tym przypomni.

      mhf.krakow.pl
      Niestety aż do końca września będzie zamknięta czytelnia, a tam jest jedyne w naszej szkole radio (kryształkowe!) z którego możemy korzystać gdy jesteśmy zwolnione z gimnastykowania się... No cóż, jakoś sobie poradzimy, zwłaszcza że w następnym tygodniu pójdziemy do kina "Wanda" na film dozwolony przez dyrekcję. Lecę sprawdzić repertuar!
      Do zobaczenia!!!

      P.S. Właśnie się dowiedziałam, że początku przyszłego miesiąca nasza szkoła przy bramie Florjańskiej będzie witać Prezydenta Mościckiego!!!

      ***
      Z pozdrowieniami dla wszystkich  nauczycieli i tegorocznych szóstoklasistów, którzy do gimnazjum już nie pójdą ...



      Twórczość własna i parafrazy na podstawie: 
      "Sprawozdanie Gimnazjum Żeńskiego im. Św. Urszuli SS. Urszulanek w Krakowie za rok szkolny 1927/28"http://pbc.up.krakow.pl/dlibra/docmetadata?id=2634&dirds=1&tab=3
      Zdjęcia: mhf.krakow.pl
      Przypisy:
      *nieświąteczna wersja mundurka - granatowa bluzka z marynarskim granatowym kołnierzem z dwoma białymi paskami.
      * Rozwód odbył się w listopadzie 1927 r., więc plotki były prawdziwe :)
      O Zamoyskim  i jego żonie Ricie: http://www.weranda.pl/sztuka/15181-zamoyski-rzezbil-cialo-i-kamien

      0 0

      21 marca - podczas Rady Miasta uchwalono, że dla mieszkańców Krakowa budowane będą otwarte baseny z wieżami skoków, kąpieliska miejskie, a obok nich kawiarnie z werandami. Inwestycje realizowane z budżetu miasta lub budżetu obywatelskiego i na przeszkodzie nie stoją żadne lobby deweloperskie, tłumaczenie się nie wyjaśnioną sytuacją prawną działki, niejasny plan zagospodarowania przestrzeni miejskiej itd.

      1936 r.

      Chciałabym napisać, że to się dzieje teraz w 2017 r. :)

      Rok 1939, wiosna, 21 marca. "Nowy Dziennik":
      "Na skutek starań komitetu budowy miejskiego stadionu sportowego w Krakowie pod przewodnictwem gen. Narbutt-Łuczyńskiego, uzyskano znaczne fundusze, które umożliwią w sezonie nadchodzącym zrealizować wiele inwestycji sportowych.
      Kwoty, które wpłynęły,  użyte będą przede wszystkim na budowę basenu sportowego z wieżą skoków i trybunami na 2000 osób, rozbudowę miejskiego kąpieliska przez zwiększenie chłonności szatni, które będą wyposażone w urządzenia na 2000 osób, budowę nowoczesnej kawiarni dla użytku kąpiących z werandą długości 60 metrów.
      Trybuny na boisku lekkoatletycznym zostaną zaopatrzone w ławki do siedzenia, mogące pomieścić około 3000 osób. Ławki te będą wmontowane w żelazobetonowe stopnie.
      Dalsza część stadionu zostanie wyposażona w siatkowe ogrodzenia.
      Wszystkie te inwestycje mają doniosłe znaczenie ze względu na mające się odbyć w Krakowie z końcem lipca br. igrzyska sportowe Polaków z zagranicy oraz mecz lekkoatletyczny Polska - Imigracja w dniu 5 i 6 sierpnia br.
      Pracami technicznymi wymienionych inwestycyj kieruje architekt inż. Marcin Bukowski, projektodawca miejskiego parku sportowego w Krakowie."


      amfiteatr przed wojną i podczas wojny


      Co udało się zrealizować do wojny?
      Na pewno stadion lekkoatletyczny męski, boisko lekkoatletyczne dla kobiet, basen, korty tenisowe, amfiteatr oraz szatnie.  Główny stadion powstał już po wojnie. A czy podczas wojny przebudowano basen? Nie jestem pewna, sądząc po zdjęciach musiało tak być.

      basen podczas wojny
      audiovis.nac.gov.pl
      Na stronie Szlak Modernizmu, którą serdecznie polecam, możemy przeczytać:

      "Budowle z lat 1934-39 odznaczały się dużą prostotą, zarówno pod względem konstrukcyjnym, jak i architektonicznym. Otoczone bujną zielenią uzyskały elewacje z czerwonej cegły oraz proste bryły, urozmaicone bulajami, masztami flagowymi, żelbetowymi pergolami i płaskorzeźbami. Do dzisiaj pozostało niewiele dowodów dawnej świetności Miejskiego Stadionu Sportowego. Spośród nich warto zwrócić uwagę na dwa budynki damskiej i męskiej szatni, flankujące niegdyś wejście do amfiteatru. Na ich elewacjach zachowały się zaprojektowane przez Karola Muszkieta wyobrażenia Artemidy i Herkulesa."

      projekt Marcina Bukowskiego ze str Szlak Modernizmu

      Jakie macie wspomnienia z tym miejscem?  Co myślicie o nowej inwestycji, która powstanie pod koniec następnego roku?

      ct.mhk.pl lata 50-te

      Centrum Sportowo-Rehabilitacyjne "Cracovii"

      Przy okazji, przypominam, że projekty w BO na 2018 r. możemy składać do 31 marca, w Łodzi jest już ponad 1000 złożonych, a u nas póki co - jeden.
      https://budzet.dialoguj.pl

      0 0

      Kryminałów brakuje na blogu, a ponoć to najbardziej poczytny gatunek literacki. Zapraszam na prawdziwą sensację z oszustami i obrazem w roli głównej, a także z krwawym morderstwem na początek. I nie, nie jest do "Vinci".  :)

      Uwaga - dużo ciekawego tekstu!




      "OBRAZ LOTTA ODNALEZIONY"
      (pisownia oryginalna -" Tajny Detektyw" 08.04.1934 r.)

      "Pierwsze dni października ubiegłego roku obfitowały w Krakowie  w nielada sensacje kryminalne.
      Kradzież obrazu Lorenza Lotta dokonana 1 października w pałacu hr. Xawerego Pusłowskiego przy ul. Andrzeja Potockiego, zbiegła się ze zbrodnia Maliszów, popełnioną dnia następnego we wczesnych godzinach rannych. Niesamowite podłoże dramatu z ul. Pańskiej do tego stopnia wstrząsnęło opinią publiczną, że sprawa zagadkowej kradzieży słynnego obrazu przestała być z miejsca tematem rozważań laików i dociekań fachowców policyjnych, których cała uwaga skierowana była wówczas na jak najspieszniejsze wytropienie pary morderców rodziny Susskindów i postawienie ich przed sąd doraźny.

      Gdy w tym ostatnim wypadku sprawiedliwości stało się zadość i Jan Malisz wraz ze swą żoną Marją znaleźli się za kratami więzienia św. Michała, powrócono do pałacu hr. Pusłowskiego i wznowiono drobiazgowe śledztwo.
      Dziś przypomnimy Czytelnikom tylko pewne zasadnicze momenty tego zdarzenia i z niemi zwiążemy szczegóły, jakie dopiero w ostatnich dniach wypłynęły na powierzchnię dzięki rzeczywiście dziwnemu zbiegowi okoliczności, tak często nie zależnemu od zamiarów i działań ludzi.

      Obraz znika!
      Wśród muzealnych zbiorów hr. Pusłowskiego, rozmieszczonych w jego pałacu przy ul. A.Potockiego w Krakowie, znajdował się niezwykle cenny obraz, pędzla mistrza włoskiego Lorenza Lotta, przedstawiający św. Rodzinę. Wisiał on na ścianie salonu II piętra, otoczony płótnami Watteau, Delacroix, Kranacha, Matejki, Mehoffera, Malczewskiego i in. Od kilku lat agenci zagranicznych i krajowych antykwarjatów starali się go nabyć, jednak bezskutecznie. Tymczasem znalazł się jakiś tajemniczy „amator dzieł sztuki“, który albo sam, albo przy pomocy wspólników wszedł w posiadanie obrazu drogą... kradzieży.
      Jak wspomnieliśmy, w niedzielę dn. 1 października ub. r. właściciel pałacu i jego służba byli przez całe popołudnie nieobecni w mieszkaniu. W tym właśnie czasie zakradł się do salonu ów nieznajomy i wyjąwszy obraz z ram, wyniósł go z pałacu, przez nikogo niespostrzeżony. Dopiero na drugi dzień rano hr. Pusłowski zauważył leżącą na fotelu w salonie pustą ramę i w ten sposób odkrył kradzież, przeprowadzoną bez pozostawienia jakichkolwiek śladów włamania. 



      Droga do miejsca czynu wiodła albo przez tylną klatkę schodową, gdzie złodziej napotkał drzwi zamknięte na zatrzask (kluczyk pozostawiała służba za ławką na schodach), albo przez główną klatkę, znajdującą się w centrum pałacu i dostępną każdemu, kto raz znalazł się na parterze lubb I piętrze pałacu.

       Drugą przeszkodę stanowiły drzwi miedzy małym przedpokojem mieszkania hrabiego, a salonem. zamykane na klucz, który chowano za wieszakiem na rzeczy. W obydwóch wypadkach ktoś nieobznajmiony z terenem i niepoinformowany dokładnie o miejscach ukrycia kluczy, zmuszony był obie te przeszkody sforsować siłą i w ten sposób pozostawić wyraźny ślad włamania.

       Odrazu więc stało się jasnem, że złodziej pochodził albo z grona mieszkańców pałacu, lub też z najbliższego ich otoczenia. Jakkolwiek było, policja uznała za przedewszystkiem wskazane zabezpieczyć granice całego państwa i uchronić w ten sposób od wywiezienia. Wcześniej lub później musiało to nastąpić ze względu na niemożność sprzedania obrazu na rynku krajowym. Ponadto rozesłano reprodukcje dzieła do wszystkich antykwarjatów z odpowiedniem ostrzeżeniem.

      Tymczasem w toku śledztwa zaczęło się ugruntowywać przekonanie, iż kradzież w pałacu hr. Pusłowskiego jest niczem innem, jak tylko dalszem ogniwem w łańcuchu analogicznych wypadków, których widownią była najbliższa okolica Krakowa, w czasie ostatnich czterech miesięcy, poprzedzających udałe zniknięcie obrazu Lorenza Lotta.


      Na szlaku Górka Narodowa — Wieliczka.
      Przypominano sobie, że z początkiem lata ub. r. dokonali wówczas nieznani sprawcy zuchwałej kradzieży dwóch cennych płócien w dworze pp. Baszczyńskich w Górce Narodowej i że w jakiś czas potem drogą poufnych wywiadów ustaliły władze nazwiska złodziei, którymi okazali się: Stanisław Kania, z zawodu introligator, oraz jego dwaj wspólnicy Władysław Jakóhik i Józef Jaśkiewicz. Dzięki tej wiadomości zdołano wytropić ich konfidenta, który w czasie pościgu na terenie Prądnika Białego porzucił w polu oba obrazy i umknął nierozpoznany.

      Po pewnym czasie ta sama banda dała policji nowy znak życia o sobie. Bo oto w nocy, z dn. 21 na 22 lipca ub. r. włamano się do mieszkania prof. Tadeusza Korpala w Wieliczce przy ul. Siemiradzkiego, gdzie skradziono 5 cennych obrazów, a miedzy nimi portret młodzieńczy króla Jana Sobieskiego pędzla  Siemingowskiego, znajdujący się obecnie na Wawelu i studjum Piotra Michałowskiego, przedstawiające głowę młodzieńca. 
      Skradzione płótna przedstawiały wartość 50 tysięcy złotych. Dochodzenia w tej sprawie prowadziła II brygada krakowskiej policji śledczej, która na podstawie odcisków daktyloskopijnych ustaliła identyczność sprawców w obydwóch wypadkach.

      Niezwykle uciążliwe śledztwo doprowadziło do wykrycia transportu obrazów prof. Korpala, które „pod opieką“ nowego konfidenta bandy Kani znajdowały się już w pociągu pospiesznym, zdążającym z Krakowa do Wiednia. Tuż przed stacją w Trzebini wywiadowcy ubrani po cywilnemu, przystąpili do aresztowania podejrzanego. Tymczasem nieporozumienie z władzami kolejowemi, które nie zorjentowały się na czas w sytuacji, stało się sprzymierzeńcem konfidenta złodzieji, który zbiegł w Trzebini, pozostawiwszy obrazy w przedziale wagonu.


      Po członkach bandy znikł narazie wszelki ślad. tak, iż nie można było ustalić, gdzie potem przebywali. Dopiero bezpośrednio po wykryciu kradzieży w pałacu hr. Pusłowskiego dowiedziano się, iż Kania i jego wspólnicy znajdowali się w czasie kradzieży w Krakowie. Rozpoczęto więc natychmiast za nimi pościg, który doprowadził w jakiś czas potem do aresztowania Kani w Królewskiej Hucie, dokąd wyjechał zaraz po l października, oraz jednego z jego towarzyszy, a mianowicie Jakóbika. Juśkiewicz ukrywa się do dnia dzisiejszego, prawdopodobnie we Lwowie. (Ktokolwiek rozpozna go na podstawie poniżej zamieszczonej fotografji — niech natychmiast zawiadomi o tern najbliższy urząd policyjny!!) Mimo dalszych energicznych dochodzeń,
      nie zdołano narazie związać działalności tej bandy ze zniknięciem obrazu Lotta, choć istnieją silne potemu poszlaki. Do nich zaliczymy fakt, że Kania przychodził do pałacu hr. Pusłowskiego w czasie, gdy jeszcze trudnił się uczciwą pracą i jako introligator oprawiał książki do bibljoteki hrabiego.

      Zagadka muru Ogrodu Botanicznego.
      Równocześnie z pościgiem policji za członkami bandy Stanisława Kani, rozegrało się w niedalekiem sąsiedztwie pałacu hr. Pusłowskiego zdarzenie, które dopiero po 6 miesiącach znalazło swój rewelacyjny epilog.

      Oto niejaka Zofja Berowska, pracująca w połowie października ub. r. w charakterze robotnicy miejskiej przy rozbiórce wałów fortecznych, ciągnących się wzdłuż ul. Okopy, udała się w czasie przerwy obiadowej, wraz ze swą koleżanką, również robotnicą, Katarzyną Lusztynową, zamieszkałą przy ul. Wielickiej, pod mur sąsiedniego Ogrodu Botanicznego (patrz fotografje), aby tam odpocząć po pracy. W pewnej chwili spostrzegła na szczycie ceglanego ogrodzenia wystającą krawędź jakiegoś małego obrazu (wymiary dzieła Lotta: 31x41 cm). Nie namyślając się długo, urwała kawałek pręta z pobliskiego krzaka i za pomocą niego ściągnęła obraz z muru, który wysoki jest tam na 2.5 m.
      Podczas tej czynności zarysowała prętem obraz w miejscu, gdzie znajduje się czoło mężczyzny, stojącego po lewej stronie. Trzymając już malowidło w rękach, przekonała się wraz ze swą koleżanką, że przedstawia ono Św. Rodzinę.



      Postanowiła ten "święty obrazek" zabrać do swego domu; i tak się też stało.

      Tego samego dnia wieczór, a działo się to w drugiej połowie października, (więc w trzy tygodnie po kradzieży w pałacu hr. Pusłowskiego) znaleziony obraz zawędrował do ubogiej izdebki, znajdującej się w domku pod nr. 114 w Zalesiu pod Kobierzynem, gdzie od jesieni mieszka rodzina Berowskich, złożona z matki Felicji, z zawodu szwaczki,jej syna Nikodema, córki Zofji i jej dwojga małoletnich dzieci. Wszyscy oni gnieżdżą się w pokoiku, który normalnie zajmować mogą dwie osoby. Nędza wieje ze wszystkich jego kątów i tylko teraz świeżo wybielone ściany świadczą o zamiłowaniu do czystości tej gromadki. Na jednej z nich, tuż nad łóżkiem-pryczą, powiesiła Zofja znaleziony obrazek, by „dzieci miały do czego odmawiać pacierze“...
      I tak przez blisko pół roku wisiał sobie ten obraz na nędznej ścianie izdebki. Widziały go sąsiadki, widzieli ludzie przychodzący z miasta... Nikt nie zwracał na niego uwagi. Aż pewnego razu...



      W antykwariacie Horowitza.
      Właścicielka domku p. Wcisłowa zezwoliła Berowskim na wybielenie stancji. Trzeba było powynosić na pole graty, pozdejmować ze ścian obrazki i sztuczne kwiaty.
      Syn Nikodem, który jest z zawodu lakiernikiem i malarzem pokojowym, pozostającym notabene bez pracy, zabrał się żwawo do roboty. W pewnej chwili znalazł się w jego rękach obrazek z muru Ogrodu Botanicznego.
      Zaczął mu się po raz pierwszy uważnie przypatrywać i w końcu odczytał podpis: Lottus, a pod nim datę 1512.

      Zaintrygowany tern odkryciem i przypuszczając (zresztą słusznie), że malowidło może posiadać „pewną“ wartość, namówił matkę, by przy sposobności, będąc w Krakowie, wstąpiła z nim razem do jakiegoś antykwarza, który miał im ocenić znaleziony obraz.
      W ten sposób znaleźli się oboje we środę 28 ub. m. tuż po godz. 9-tej rano w sklepie antykwarza Horowitza, przy ul. Wiślnej, którą zwykle przechodzą na drodze z Zalesia przez Dębniki do Śródmieścia Krakowa. 


      P. Horowitz, nie zwracając większej uwagi na obraz, obiecał przesłać go do oceny i polecił Berowskim zgłosić się tego dnia o godz. 5 po południu po odpowiedź. Tymczasem już w pół godziny potem zjawił się w antykwami p. Stanisław Pochwalski, znany malarz i znakomity restaurator obrazów dawnych mistrzów, który przeglądając wraz z Horowitzem nowo pozyskane płótna, natknął się na przyniesiony przez Berowskich obrazek i natychmiast rozpoznał w nim skradzione hr. Pusłowskiemu arcydzieło Lorenza Lotta.

      Można sobie wyobrazić konsternacje antykwarza, który mimo woli znalazł się w chwilowym posiadaniu drogocennej rzeczy, o której zniknięciu przed sześciu miesiącami pisała cała prasa polska i zagraniczna.

      P. Pochwalski uwiadomił telefonem hr. Pusłowskiego o swem odkryciu i gdy razem z p. Horowitzem zamierzali to samo uczynić pod adresem policji, zjawili się w sklepie ajenci brygady śledczej, którzy drogą poufnego wywiadu już dowiedzieli się o wizycie Borowskich w antykwami. Postanowiono aresztować ich w chwili, gdy zjawią się po południu po odpowiedź. I tak też się stało.



      Początkowo mniemano, że Berowscy działają w porozumieniu ze sprawcami kradzieży. Śledztwo wyjaśniło jednak rychło to przykre qui-proquo i biedni ludzie, a szczęśliwi znalazcy drogocennego obrazu, pretendujący do wyznaczonej nagrody, zostali wypuszczeni na wolność.

      Dzieło Lorenza Lotta zawędrowało z powrotem do pałacu przy ul. A. Potockiego. Ono jedno, gdyby mogło przemówić. Zdradziłoby nam nazwisko krakowskiego Arsena Łupina, który z obawy lub spowodowany innemi okolicznościami porzucił je na murze Ogrodu Botanicznego."

      W pełni obraz "Adoracja dzieciątka" Lorenza Lotta możecie zbadać pod tym linkiem - Wirtualne Muzea Małopolski , a także sprawdzić czy bruzda od kija u św. Franciszka  dalej jest :).

      Natomiast najlepiej się udać do oddziału MNK -  "Europeum" w budynku dawnego Starego  Spichlerza i zobaczyć na żywo. Naprawdę warto! 


      0 0

      Przenosimy się znowu dokładnie 100 lat temu. Czas na nowe odsłony alfabetu prasowego!

       51 tygodni do wolności!

      Zarys ogólny:
      Na świecie: W Rosji przewrót październikowy, 12 listopada Rosja natychmiastowo zawiesza broń na wszystkich frontach. Cesarz miłosiernie nam panujący cudownie ocalony! Trzeci rok trwa wojna.

      W Krakowie: Cierpimy z braku rożnych produktów, ale najgorzej jest ze świecami, zapałkami, mąką, cukrem i chlebem. Bielizna męska może zostać zastąpiona papierową! Co rusz pojawiają się plotki o braku soli.
      Nasz Hrabia Tarnowski, ten z pałacu przy ul.Szlak, może zostać szefem rządu polskiego.
      W teatrach i kinach rozpusta!
      Przygotowujemy się do dziesiątej rocznicy śmierci Stanisława Wyspiańskiego.
      W kino "Uciecha" wyświetlany jest po raz ostatni polski film "Quambachiva" inaczej "Arabella" - jeden z najstarszych do tej pory zachowanych filmów polskich. Zachowany to dużo powiedziane, gdyż ocalało dosłownie kilka minut, ale to zawsze coś.




      ALFABET PRASOWY
      (pisownia oryginalna)

      B jak Brak zapałek
      "Brak zapałek w Krakowie nie ustaje już od dłuższego czasu. Można dziennie przewędrować kilkanaście sklepów i trafik, zanim dostanie się jedno pudełeczko. Zapałki stały się z tego powodu przedmiotem lichwy, gdyż za pudełeczko żądają już 10 halerzy. Wśród publiczności utrzymują się pogłoski, że handlarze rozmyślnie wstrzymują sprzedaż zapałek, ponieważ spodziewają się podwyższenia cen". 

      C jak Cukier
      Zakaz podawania cukru w kawiarniach.
      "Krakowski urząd gospodarczy przy c. k. Namiestnictwie wydał rozporządzenie, zakazujące z dniem dzisiejszym podawania cukru do słodzenia napoi w przedsiębiorstwach gospodnio-szynkarskich. Nawet przejściowy brak sztucznych środków słodzących nie może upoważniać do podawania cukru. Dozwolonem natomiast jest przynosić gościom swój własny cukier do słodzenia potraw i napoi". 

      D jak Drzewa na Rynku
      "W sprawie drzew na Rynku. Jak już o tem donosiliśmy niedawno, kilka z drzew, rosnących na Rynku krakowskich, uschło, a kilkunastu innym zagraża, zdaje się, ten sam los. Staje się przeto aktualną kwestya zasadzenia innych na to miejsce; oraz kwestya wyboru gatunku tych drzew. Otóż jak nas informuje jeden z fachowców, najodpowiedniejszemi do zasadzenia w celach nazdobnych na Rynku byłyby dwa drzewa: akacya i jarzębiną.
       Akacya — albowiem bardzo wcześnie kwitnie i najdłużej zatrzymuje liście, jarzębina zaś — ponieważ równie bardzo długo zatrzymuje liście, a przedtem najpierw kwitnie białemi kiściami, a później purpurowe grona jej owoców tworzą, pięknie dekoracyjnie kolorowe plamy, a jako gorzkie, nie nęcą nikogo do zrywania. Sprawa zaś zasadzania tych drzew jest teraz tem bardziej aktualną, że właśnie jarzębinę i akacyę sadzi się w listopadzie, którego teraz mamy początek".

      J jak Jesienna szaruga
      "Jesienna szaruga rozpoczęła w dniu wczorajszym swój sezon. Mieliśmy więc prawdziwie krakowskie błota (bez żadnych naturalnie aluzyi politycznych) i pierwszy w tym roku kapuśniaczek, który spóźnił się o jeden dzień, nie chcąc widocznie, aby w tych ciężkich wojennych czasach, gdy nawet przyzwyczajone do stałego postu szkapy dorożkar­skie zdychają z głodu - św. Marcin rozbijał się na białym koniu... 
      Musiał więc ten patron obejść się bez konia, no i bez gęsi, wczem niema zresztą nic dziwnego, skoro mieszkańcy Krakowa muszą stale obywać się bez chleba, mąki, węgla itp. miłych... wspomnień z okresu przedwojennego... Wczorajsza aura przyniosła nam jednak nie tyl­ko prawdziwe błoto i surogat śniegu, ale i głęboką refleksyę metereologiczno-ekónomiczną: im niżej spada temperatura, tem wyżej pod­skakują ceny... Odczuli ją dotkliwie wczoraj ci, co drżąc z zimna i tonąc dziurawemi butami w błocie, mogli tylko oddawać się melancholij­nym rozmyślaniom na temat podwyższonej taryfy krawców i szewców... "

      REKLAMA FILMU "WALKA O WŁADZTWO ŚWIATA - CABRIA"

      K jak Konferencja pokojowa w Krakowie. 
      "Arcywesola impreza najwybitniejszych literatów lwowskich „Maryonetki pokojowe" zjeżdżają w najbliższych dniach z całym rynsztunkiem bojowym do Krakowa. Odbędzie się tu wielka konferencyja pokojowa, na której jawią się osobiście KIEREŃSKI, WILSON,  NAPOLEON, Kutowski, Leo i Daszyński i cały tłum innych osobistości z całego świata, nie wyłączając nawet Li-hung-Czanga z Pekinu i precłarza z parku Jordana. Bliższe szczegóły podadzą afisze. 

      O jak OCALENIE CESARZA
      "Wczoraj bawił cesarz z królem bułgarskim w Gorycyi i Palmanowie. W podróży tej wzięli udział także książęta Borys i Cyryl, oraz ks. Feliks Parana. W głównym kościele goryckim obydwaj sprzymierzeni monarchowie byli obecni na niezwykle wzruszającem nabożeństwie.

      Od Palmamovy wódz bułgarski kontynuował swoją podróż na front według osobnego pro­gramu, podczas gdy cesarz Karol zwiedzał wojska maszerujące w obrębie Strassołdo i Cervignaaio. 
      W powrocie do siedziby w pobliżu Rudy próbowano przejechać przez jeden z towarzyszących Soczy torrentów (koryt rzecznych w normalnym stanie suchych, a wzbierających podczas deszczu), który jeszcze kilka dni temu był dość suchy. Samochód cesarza wpadł przytem tuż powyżej malej tamy w głębszą wodę, wskutek czego motor odmówił posłuszeństwa. Automobilowi ciężarowemu, który jechał w tyle, rozkazano wyciągnąć auto cesarskie, pogrążone w strumieniu, ale także i temu automobilowi zepsuła się maszyna. Przyboczny strzelec cesarski Reisembillchler i wachmistrz kompanii gwardyi przybocznej Tomek weszli do wody, aby wywieść cesarza na brzeg. Przytem zdarzyło się nieszczęście, które przerażeniem napełniło osoby ze świty monarchy przybywające właśnie następnym autem do brodu. 

      Pod strzelcem przybocznym usunęły się kamienia tamy, w następnej chwili pochwyciły go fale i porwały w wir rzeki głębokiej w skutek gwałtownych deszczów. Cesarz widząc swego strzelca w niebezpieczeństwie życia, z bezprzykładnej wierności dla sługi nie puścił go, a również wachmistrz Tomek nie puścił monarchy. Rwące fale unosiły cesarza ze strzelcem i gwardzista poza tamę z prądem strumienia.

      Ks. Feliks parmeński, szwagier monarchy, którego auto w tej rozpaczliwej chwili przybyło na brzeg, rzucił się pierwszy w futrze i pełnym rynsztunku do wody, aby mu dać pomoc. Dzięki jego bohaterskiej stanowczości i nader ofiarnemu zachowaniu się świty zdołano cesarza z ciężką biedą uratować. Cesarz Karol I, ks. Feliks, Reisenbichler i Tomek nie puszczali się wzajemnie. Oficer, który tego dnia kierował samochodem cesarskim, rzucił się również w wodę. W końcu wszyscy zapędzeni zostali do wikliny w korycie rzecznym, która im dala jakie takie oparcie. 

      Tymczasem dwaj oficerowie pospieszyli w dół rzeki, aby ratować cesarza i towarzyszy jego niedoli. Pierwszy drąg podany do rzeki, okazał się za krótki. Wreszcie znaleziono na bagnistym brzegu ciężką belkę i wśród wielkich trudów, z narażeniem życia spuszczono ją na wodę. Brzeg stawiał wciąż jak największe trudności usiłowaniom ocalenia cesarza. Pod obładowanymi ciężką, parę metrów długą belką, ratownikami wciąż usuwał się łamliwy grunt, a przy podawaniu belki dalej już na krok od brzegu brakło podstawy. Strumień płynął strasznymi wirami; mimo to kilku szoferów, nie namyślając się ani chwili, weszło do wody, aby wespół z oficerami stworzyć połączenie z miejscem katastrofy.

      Cesarz, który trzyma! się wikliny, wciąż uginającej się pod nurtem strumienia i wciąż na nowo zanurzał się aż po szyję, nie stracił ani na chwilę przytomność umysłu i na wołania ratujących odpowiadał spokojnie i jasno. Po wielu pełnych obawy minutach stworzono połączenie między łamliwym brzegiem a chwiejącą się wikliną i teraz wreszcie miano wydobyć cesarza na brzeg. Jego pierwsza jednak myśl była poświęcona szwagrowi i wiernym ludziom, który tak samo jak on pasowali się z falami. Trzeba była usunąć na bok względy posłuszeństwa i natarczywie, upomnieć cesarza, aby go skłonić, żeby pierwszy popłynął ku brzegowi, trzymając się belki. 
      Dostawszy się na brzeg, czekał tam cesarz, aż wszyscy towarzysza wyjdą z wody. Słońce zaszło, gdy wreszcie trudne dzieło ocalenia było dokonane. 

      „Oto wojna, która wielu rzeczy wymaga!“ — rzekł cesarz przemoczony do nitki i wsiadł do samochodu, aby wrócić do swej siedziby. 
      Cesarz ma się dobrze. Zaraz w nocy po swojem ocaleniu wysłuchał referatów. Świcie cesarza przypadło ciężkie zadanie uświadomić cesarzową o wypadku. Oczekiwała ona powrotu cesarza jak zwykle. Gdy zwolna dowiedziała się o wypadku, wyra ziła głęboko odczutą wdzięczność wszystkim, którzy brali udział w dziele ocalenia. "

      O jak Odnowienie Sali Saskiej
      "Bogata w tradycye hi­storyczne sala koncertowa w hotelu Saskim, założo­na przed przeszło stu laty przez Macieja Knotza, ówczesnego właściciela hotelu zwanego wtedy „Pod królem węgierskim", oddana będzie znowu do użytku publicznego po gruntownemu odświeżeniu i odnowieniu. 
      W sali tej przez długi szereg lat kon­centrował się cały ruch muzyczny Krakowa, grał w niej jeszcze Paganini, słynna Catalani dała w niej w roku l8l8 koncert na dochód projektowanego podówczas kopca Kościuszki, później grali tam Liszt, Rubinstein i wielu innych wirtuozów obcych, oraz polskich od Kąckiego, Lipińskich, Wieniaw­skich do Paderewskiego, Michałowskiego i innych. 
      Obecnie salę obejmuje dyrekcya koncertów kra­kowskich i przygotowuje na zimę szereg interesujących produkcyi, poświęconych w pierwszej linii polskiej twórczości. Pierwsze miejsce wśród nich zajmie cykl p. t. „Muzyczna Warszawa". Otwarcie sezonu w sali Saskiej odbędzie się jeszcze w bieżącym miesiącu." 

      O jak Ograniczenie opalania pociągów osobowych. 
      "Opalanie pociągów osobowych na kolejach żelaznych będzie tej zimy bardzo znacznie ograniczone. Pociągi będą opalane tylko do dn. 31 marca, a temperatura w przedziałach kolejowych wynosić będzie najwyżej 10 do 12 stopnie Celsiusza. Pociągi, których czas jazdy wynosi najwyżej 1 i pół godziny, nie będą wcale opalane." 

      Ś jak Świętego Marcina
      "Święty Marcin, który tradycyjnym zwyczajem miał wczoraj zajechać do nas uroczycie na białym koniu, opóźnił swoje przybycie, zatrzymując się gdzieś w drodze na górach, za co mu będzie wdzięczną ludność krakowska, pozbawiona w znacznej jeszcze części opału. Oby ten wjazd odbył się jak najpóźniej — oto prośba, jaką wszyscy Krakowia nie zanoszą do patrona wczorajszego święta.
      Pochmurna przeważnie, chłodna i posępna była aura wczorajszej niedzieli. Słońce tylko na chwilę w południe przedarło się przez oponę gęstych chmur. Miasto było jednak nadzwyczaj ożywione.
      Mimo stałych skarg na ciężkie czasy, braki aprowizacyjne, drożyznę, karty, w których już się trudno zorientować, inne plagi wojenne, kina, oraz kawiarnie i restauracyje wypełnione były do ostatniego miejsca. Sensacyjne wypadki, których jesteśmy świadkami, ożywiły niedzielne pogawędki, dostarczając do nich obfitego materyału."

      W jak Wykaz pospolitaków
      "Wykaz z pospolitaków urodzonych w r. 1900! Na murach miasta pojawiły się wczoraj afisze, donoszące, iż został sporządzony wykaz pospolitaków urodzonych w Krakowie w r. 1900, obowiązanych do służby w pospolitem ruszeniu w roku 1918. Wykaz przeglądać można w wydziale  Vb magistratu, od 15 do 23 b. m."

      Z jak Zakaz sprzedaży bielizny męskiej. 
      'Drobna sprzedaż bielizny męskiej zastała zakazana. W najbliższych dniach ukaże się nowe rozporządzanie ministerstwa handlu, które ma uregulować sprzedaż bielizny męskiej. Jeden z wyższych urzędników centrali wełnianej podaje w tej sprawie następujące wyjaśnienia: 
      Dnia 30 października b. r. ukazało się nowe rozporządzenie, na mocy którego wszystkie zapasy bielizny męskiej mają być oddane centrali wełnianej.
      Powodem chwilowego zakaz u sprzedaży bielizny męskiej jest bardzo wielkie zapotrzebowanie bielizny zarówno dla wojska jako też dla urzędu rozdzia­łu odzieży ludowej. 
      Zapasy bawełny są na wyczerpaniu, a niema nadziei na uzupełnienie ich w najbliższym czasie. 

      Trzeba będzie przeto oswoić się j koniecznością wpro­wadzenia w życia bielizny wyrabianej z masy papierowej. Wprawdzie trudności techniczne, z jakiemi połączony jest wyrób bielizny z papieru, dałyby się usunąć, jednak brak odpowiedniej ilości i jakości papieru. Dlatego też dotychczas produkcja bielizny papierowej była bardzo ograniczoną. Do wyrobu bielizny papierowej potrzebny jest papier, którego metr kwadratowy nie waży więcej jak 20 do 25 gramów. Tego rodzaju papieru nie wyrabia się w Austrii, a import takiego papieru natrafia na wielkie trudności." 


      A na koniec - zapraszam na film "Cabiria" i na18 FESTIWAL FILMU NIEMEGO w kinie pod Baranami!





      0 0

      Mam tendencję do upiększania rzeczywistości, a tym bardziej czasów minionych, to już wiecie :).

      Gotować nie lubię, ale ciągle zaczytuję się w międzywojennych książkach kucharskich, zachwycam się umiejętnością i szybkością przyrządzania codziennie innych wykwintnych dań na zwykły, domowy obiad. Dodatkowo jeszcze ciągle słyszę i sama używam zwrotów takich jak: "przedwojenny smak", "przedwojenny porządek" lub według "przedwojennej tradycji".

      Wertuję stare książki o prowadzeniu domu, rady dla młodej mężatki i...  Dochodzę do wniosku, że wszystko to było możliwe tylko i wyłącznie dzięki niewolniczej pracy służby domowej.

      Żebyście mogli zrozumieć, dlaczego użyłam tak mocnego określenia, przedstawię Wam jeden dzień z życia służącej w zwykłym mieszczańskim, powiedzmy krakowskim domu, mniej więcej 100 lat temu. Dzień ten dzielę na kilka części, ponieważ post to post, a nie nowela :).



      Jeden dzień z życia Marysi, krakowskiej służącej tuż po Wielkiej Wojnie

      Występują:
      Służąca - Marysia, 19 lat, z Wielkiej Wsi i jej myśli,
      Gospodyni - Wielmożna Pani, 
      Gospodarz - Wielmożny Pan,
      Dzieci gospodarza - Isia 7 lat, Nusia 9 lat, Panicz - Tadeusz 20 lat.

      Około 6-tej rano, zwykła krakowska kamienica, kuchnia podzielona ciężką kotarą na dwie części, w części sypialnianej najprostsze żelazne łóżko, krzesełko na którym wiszą ubrania, pod łóżkiem płócienna torba, w łóżku leży Marysia.

      Myśli Marysi: Muszę wstać, tak mi się nie chce, tak mnie krzyż boli, tak w nogach łupie, nic nie pospałam, ale cóż... Trzeba! Chciałam iść do fabryki, do składu jakiegoś, do szycia nawet, ale mama ciągle mówiła, że służba nie hańbi, że dumę fałszywą mam schować, że jeść będę miała zawsze i że ta praca o wiele zdrowsza od zajęć fabrycznych. Sądząc po bólu w całym mym ciele, zdrowa jestem na pewno, chorym ludziom jakaś jedna część boli, a mnie - całość. Nie mam czasu narzekać, modlitwę trzeba zmówić.
      Ojcze z nieba Boże - zmiłuj się nade mną, Tobie ofiaruję trudy dnia zaczynającego się, Amen.




      Lampkę naftową muszę zapalić, a zimno to jak, brrr. Nie, nie będę się myć w tym zimnie, oczy przetrę, włosy grzebyczkiem pogładzę i już. Chociaż nie, to już trzeci dzień będzie jak grzebyczkiem przeczesuję. Pani zauważy, zła będzie, ponoć naganne to i niechlujne, więc muszę szczotką dziś popracować. Pani mówi, że służka musi mieć włosy gładkie, ale ja lubię czasami na noc na papierek zawinąć. Dobrze, że jeszcze w suknię się nie ubrałam. Ostatnio jak czesałam się szczotką w sukni, to kilka włosków na plecach z tyłu zostało, Pani jak zauważyła, to tak skrzyczała mnie, że nieporządna jestem, że włosy moje widzi wszędzie, że do potrawy mogą się dostać. A skąd mam wiedzieć co mam z tyłu...

      O nie, dziura na rękawie! Cóż, suknię muszę zacerować, ale to może jutro. Teraz swoje miejsce posprzątać muszę, potem wolnej chwili nie będzie, a jak wpadnie Panicz za kotarę i zauważy, że coś nie tak, to od razu mnie straszy, że Pani powie, chyba że mu dam się obściskać. Wolę jednak porządek mieć. 

      Kuchnia nasza stara, Wielmożna Pani tak mówi, że stara, co znaczy, że nie gazowa. Nie rozumiem, co ten nowy gaz da, jeżeli i tak muszę pod kotliną ogień rozniecić, w pokojach w piecach także. Dobrze, że z wieczora i drzewo, i węgiel do domu przyniosłam, połupałam w drobne wiórki, to teraz szybko mi pójdzie. A i na zewnątrz śnieg z deszczem brrr..

      Szkoda, że nafty nie mam, jeszcze szybciej by było. Pani stanowczo zakazała. Słyszała, że służąca u państwa Krawackich przez całe dwanaście lat dolewała nafty do ognia i nic nigdy jej się nie stało. Aż razu pewnego eksplodowała jej flaszka w ręku, a ona cała stanęła w płomieniach i tak okropnie się poparzyła, że blisko dwa miesiące cierpiąc bóle straszliwe, przeleżała w lazarecie. Nie wiem, czy w to wierzyć czy nie, ale naftę Pani zamyka w szafie na kluczyk, daje mi tylko jedną zapałkę w pudełku i świecy. Ja nie narzekam, umiem szybciutko  kawałek świecy owinąć w papier, włożyć pod kuchnię,  na to drobno połupane drzewo i podpalam od drzazgi. Raz dwa i gotowe. 




       Ogień już bucha, cieplej się robi i jakoś tak radośniej. No cóż, teraz już można i wodę na kawę stawiać, i po bułki z mlekiem wyskoczyć. 

      Gdzie ta moja chusta wełniana, chyba sprzątając ją do torby schowałam, dobrze, może nie zmarznę szybciutko tam z powrotem. 

      Bylebym Hanki nie spotkała po drodze, bo znowu zacznie mi opowiadać, jak się w niej kocha syn Dulskich, znowu będę musiała ją na ziemię sprowadzać, że się nie kocha, ino pościskać chce i tyle. Gorzej jak już teraz, na samym początku służby, pozwoli mu na więcej i nie będzie ostrożna, ale ona młoda jest, wierzy w te wszystkie romanse i uczucia. Tłumaczę jej jak i co, bo to jedynaczka w domu, przez ojca wychowana, szkoda mi jej, ale jak się sama nie przypilnuje to jej nikt nie pomoże.

      A czy ja zamknęłam wychodząc drzwi na klucz? Ciągle zapominam, jak się Pani obudzi i zobaczy, to cały dzień mi będzie głowę suszyć. 

      Bułki mam, świeże mleko mam, Hanki nie było, więc szybko się uwinęłam. Jednak na klucz zamknęłam, wszyscy jeszcze śpią.




      Która to już? Po siódmej! No to biegnę do jadalni, okna zapomniałam otworzyć, przewietrzyć trzeba i dzieci czas już budzić! Drugie śniadanie do szkoły szykować. Tylko najpierw mleko na ogień postawię, woda na kawę już się zagotowała. 

      Tak, tak już biegnę do dziewczynek. Auuuć, Isia znowu mnie kopnęła, Niusia grzeczniejsza jest, bardziej ją lubię, zwłaszcza, że sama wszystkie guziczki zapina, i siostrze pomaga się ubrać.

      Ajajaj, przecież mleka nie przypilnowałam, znowu mi uciekło, muszę nowe nastawiać. Kiedy Wielmożna Pani już wstanie? Czy znowu czeka, aż wszystko sama zrobię? W innych domach dziewczyny mówią mi, że z samego rana mają gospodyni do pomocy, a ja... Mam zakaz budzenia, chyba, że coś bardzo pilnego się stało. W sumie nie narzekam, bo przynajmniej z rana nikt mnie nie poucza.

      Mleko dziewczynkom dałam, bułki z powidłami też, śniadanie drugie do szkoły przyszykowałam, tylko gdzie ten czysty papier, żeby w to zawinąć... No nic, będzie w tym od bułek. Dobrze, już możemy iść do szkoły.

       Panicza przed wyjściem trzeba by obudzić, bo na uniwersytet się spóźni, ale tak mnie wczoraj w nocy mocno pościskał, że nie chcę go widzieć póki co. Przyszedł późno w nocy pijany, kazał podać herbatę i coś do jedzenia, zaczął krzyczeć, że powolna jestem. Wpadł do kuchni i od razu zaciągnął mnie za kotarę. Cóż, to było wczoraj. 

      Dzisiaj ma być dobry dzień, przynajmniej póki co jest. No nie, już nie jest, bo zapomniałam przed wyjściem sprawdzić czy we wszystkich piecach równo się pali, a jak zgaśnie? 

      O, Hanka idzie! Też z dziewczynkami do szkoły. Ona ma dobrze, u nich jest stara kucharka, która pomaga jej wszystkiego przypilnować, a nasza Pani mówi, że teraz to tylko najbogatszych stać na kilka osób do służby. Ja tam nie wiem, 15 złoty miesięcznie dostaję, co poniektóre to jeszcze mniej. Hanka doprowadzi dziewczynki do szkoły, więc biegnę z powrotem.

      No tak, w jadalni piec coś słabo się pali....
      Zacznę szykować śniadanie, bo słyszę, że już Pani wstała.

      Kucharka ze mnie nie najlepsza, ale szybko się uczę. Pani też zawsze mi przy gotowaniu pomaga, a to doprawić, a to na talerzu ładnie poukładać. 
      Dzisiaj na śniadanie mamy jaja sadzone polane ciemnym masłem, paprykarz cielęcy, który zrobiłam już wczoraj i jak zawsze miska serów i owoców z czarną kawą. Co się tyczy tych jaj, to musiałam się nauczyć, że są to jaja "au bur nua" czy jakoś tak. Wielmożna Pani mówi, że francuskie, ale tak naprawdę to zwykłe sadzone jaja podkrakowskie, polane sosem, który sama muszę zrobić, więc nie wiem co w tym daniu jest z Francyji.  
      Trzy łyżki octu winnego, wlewam na  patelnię i gotuje z korzeniami.  A tutaj mam patelnię malutką, do niej łyżka świeżego masła i czekam  aż na ciemno-brązowy kolor się zmieni, o już jest, więc wlewam teraz tutaj ten ocet, ale tak by korzenie nie wpadły i gotowe. Pani mówi, że do tego jeszcze dobrze siekaną pietruszkę dodać, ale ja nie mam, nie znalazłam wczoraj. No i teraz to wszystko na jaja i gotowe. Ponoć smacznie mi to wychodzi.



      Pani obudziła sama Pana i Panicza. Dobrze, to ja nie muszę. Ja stół przyszykuję. Pani i tak poprzekłada talerzyki i przybory po swojemu, więc nie będę tu jakoś ładnie układać, a i czasu nie ma.

      Teraz póki Państwo śniadaniują muszę wszystkie sypialnie posprzątać. Ale najpierw tak, żeby Pani zauważyła ręce umyję i fartuch na czysty zmienię. Ręce to ja myję zawsze, ale Pani nie zawsze to widzi i krzyczy, że w sypialnię mam wchodzić z czystymi rękami i że na pewno mam brudne ... A tam, szkoda myśli na to. Nie rozumiem czemu nie każe mi myć rąk po tym jak ich miednice spod łóżka opróżniam?

       No cóż, okna już w sypialniach pootwierałam, pościel przewietrzyć rozłożyłam. Teraz z miednic to wszystko wylać i czystej wody przynieść.

       Dziś jest dzień przewracania materacy, co drugi dzień Pani to robić kazała, więc, część środkowa materacu dziś idzie pod nogi, a inne po kolei. Zawsze mnie to zastanawia - po co oni tyle poduszek mają, a i jeszcze spodki, pierzyny, kołdry, pierzynki, prześcieradła. Wszystko muszę wstrząsnąć. Teraz prześcieradła popodwijam, a rogi kołder w podpinki, poduszki do góry i pierzynkę w nogi, na to kołdry i przykrycie. Raz dwa i równo pościelone. Już mi gładko wychodzi - bez fałdek i coraz to szybciej. Kurzy się tu straszliwie z pościeli, więc najpierw pod łóżkiem wilgotną szmatą muszę przetrzeć, a potem  pozamiatać.

       Nie wiem, która to już godzina, pewnie już czas do miasta lecieć po sprawunki.
      A zjadłabym coś wreszcie, czuję, że w brzuchu mi burczy. Pani już woła, pewnie listę zakupów będziemy spisywać, a i Panicz coś chce, mam nadzieję, że nie powyrywał znowu guzików na koszuli, bo teraz to na pewno nie mam czasu na ich przyszycie. Co innego szycie u siebie, a co innego szycie u Panicza Tadeusza w pokoju. Niech mi teraz tym głowy nie zawraca.


      Uwagi na ilustracjach zebrane z doświadczeń życia w stosunku do służby domowej autorstwa
      L. Kotarbińskiej.
      Całość na podstawie poradnika Elżbiety Bederskiej "Dobra służąca, czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?"

      C. D. wkrótce!

      0 0

      O służącą zostawioną na początku stulecia proszę się nie martwić, daje sobie radę i wróci tuż po Nowym Roku.



      Dziś najkrótszy dzień w roku, w Krakowie nawet padał śnieg! Szczerze! Nie kłamię! Wiem, że już go nie widać, cóż, ale był, jak na pierwszy dzień astronomicznej zimy przystało.

      W 1933 roku, 21 grudnia był dzień jak co dzień, śnieżnie, lekko mrożnie, trwała przedświąteczna gorączka zakupowa i przedświąteczne zabawy i kradzieże :).  Na Rynku trwa sprzedaż świąteczna, teraz zwana jarmarkiem.

      Na podstawie IKCa (Ilustrowanego Kuriera Codziennego), pisownia oryginalna.
      UWAGA - wartość jednego złotego z dnia 20.12.1933 to teraz około 29 złotych (licząc na podstawie ówczesnej wartości dolara, inflacji dolara do 2017 i dzisiejszego kursu).

      KOSZTOWNY SEN NA PLANTACH. Józef Jeziarek zam. przy ul. Jerozolimskiej 261, będąc
      wielce utrudzony wypiciem dużej ilości alkoholu, zasnął na plantach na ławce. Z tej drzemki skorzystał jakiś przygodny sprawca i skradł Jeziarkowi palto, czapkę i rękawiczki, ogólnej wartości 66 zł.

      UJĘCI NA KRADZIEŻY. Z wozu na placu Kleparskim skradł Mieczysław Bacaj lat 28 włóczęga, 10 kilogramowy worek pszenicy na szkodę Wawrzyńca Pomierskiego z Białego Prądnika. Złodiieja ujęto, a pszenice zwrócono poszkodowanemu.
      Stanisław Grecki, lat 20, na szkodę Izaaka Lewiga usiłował skraść paczkę drożdży, wartości 25 zł. Został jednak na kradzieży ujęty i powędrował pod "Telegraf".
      Los dwu poprzednich podzielili Jakób Gelłe, lat 18 i Lewi Izrael lat 20. obaj włóczędzy, którzy zostali ujęci za kradzież trykotów z gablotki wystawowej Markusa Wassersteinera przy ul. Bożego Ciała.

      KOPNIĘTY PRZEZ KONIA. Na targowicy miejskie został kopnięty przez konia Mendel Kraus,
      handlarz koni. Pogotowie ratunkowe zawezwane na miejsce wypadku odwiozło handlarza do szpitala św. Łazarza.


      ODZYSKANE SKRADZIONE APARATY. Organa P. P. przytrzymały poszukiwanego od 1932 r. sprawcę kradzieży aparatów mierniczych na szkodę firmy Rodakowski, którym okazał się Kazimierz Gałda, lat 27, technik, zam. w Bronowicach Wielkich 271. Aparaty po dwóch latach wróciły do właściciela, sprawca zaś powędrował do aresztu.

      TEATR DOMU KOŁNIERZA NA OKRES ŚWIĄTECZNY przygotowuje widowisko sceniczne o charakterze ludowym pod tytułem „Bóg się rodzi".  Oryginalne te jasełka oparte są głównie na tekstach M. Konopnickiej. Ilustracja muzyczna P. Maszyńskiego, wzorowana na motywach regjonalnych.
      Jasełka wypełnią popołudnia niedzieli i poniedziałku, wieczory zaś przeznaczone są na ulubione przez stałych bywalców i przyjaciół teatru regionalne, pełne humoru utwory B. Turskiego „Krowoderskie zuchy“ i „Wojna z babami".


      "BAL MASKOWY", opera G. Verdi‘ego dana będzie w poniedziałek 25 bm. na przedstawieniu po
      południowem, z gościnnym występem primadonny opery warszawskiej, Ireny Cywińskiej.

      LONDYN. 20 grudnia (B). Według doniesienia sprawozdawcy „Daily Mail“ z Kalinpang w północnej Bengalji, Dalaj Lama został otruty. Korespondent zaznacza, że wiadomość tę otrzymał z wiarygodnego źródła w Lhassa. Dyplomatyczny współpracownik „Daily Heralda" zauważa w związku z wiadomością o zgonie Dalaj Lamy. że obecnie nastąpi między Rosją, Chinami i Anglją rywalizacja o wyszukanie dla Tybetu takiego regenta, który by szedł na rękę ich żądaniom.


      KINA (ZOBACZCIE ILE ICH BYŁO!!!)
      Co grają w kinach krakowskich?
      Adria: „Emma" (Marie Dressler).
      Apollo: „Miss Flora“ (Anny Ondra).
      Atlantic: „Sabra“ (film polski).
      Dom Żołnierza: „Gehenna kobiety" w roli głównej Sylwia Sidney.
      Promień: "Ben Hur“ (Roman Novarro).
      Slońce: „Wygnańcy (A. Brodzisz, M. Varkonyj)
      Sztuka: „Sherlock Holmes" (Clive Brook) 
      Świt "Pomocnik marynarki"  (Edwards - Neagle)
      Uciecha: "Król Pechowców (Curt Bois) i "Świat słucha"
      Wanda: "Buster nawarzył piwa“ (Buster Keaton).

      Problemy Urzędu Skarbowego pod koniec roku i szybka reorganizacja :)
      ZE WZGLĘDU NA MASOWY NAPŁYW PŁATNIKÓW PODATKU od lokali w terminach płatności kwartalnych zaliczek i wypływającą stąd niemożność szybkiego załatwienia stron przez Urząd Skarbowy Nr. 2, zawiadamia się płatników, że kasa przyjmować będzie wpłaty na ten podatek od podatników z Dz. VIII w poniedziałki, środy i piątki, a z Dz. II, VI, VII, XIX i XX we wtorki, czwartki i soboty. Zarządzenie to nie zmienia ani terminów ustawowych płatności podatku od lokali, ani terminów. płatności udzielonych rat.


      „GROŹNE" termometry.
      Od 1 stycznia wolno będzie — jak wiadomo — sprzedawać tylko termometry z jedną skalą — Celsjusza. Termometry z podwójną skalą są już w handlu wzbronione. Okazało się jednak, że pokup na termometry był w bież. roku tak słaby, że  w sklepach pozostało wiele termometrów z podwójną skalą, które musieliby kupcy rzucić do śmieci tub przerobić, ponosząc dotkliwe straty. Toteż interesowani zwrócili się obecnie z memorjałem do władz, prosząc o pozwolenie na sprzedawanie termometrów dwuskalowych jeszcze w ciągu przyszłego roku. Aczkolwiek jest rzeczą słuszną wprowadzenie jednej obowiązującej miary temperatury, w danym wypadku Celsjusza, to jednak, rodzi się pytanie, co to komu szkodzi, że ktoś chce wiedzieć i widzieć, ilu stopniom Reamura, czy Farenheita, czy wreszcie obu tym miarom, odpowiada dana ilość stopni Celcjusza. Mamy tyle
      innych kłopotów — czy potrzebne nam jeszcze termometrowe?

      Ogłoszenia różne:
      KTÓRY z Panów kulturalnych, na dobrem stanowisku, do lat 86, pragnie poznać młodą, urodziwą, dobrego domu, niezależna szatynkę. Panowie z Krakowa. Katowic, okolicy mają pierwszeństwo.
      Poważne zgłoszenia tylko z fotografjami, które zostaną bezwarunkowo zwrócone, proszę skierować do I. K. C.. Kraków, Wielopole 1. „Niepospolita".

      KTÓRA Pani gospodarna pożyczy 3.000 zł młodemu kupcowi na dokończenie procesu. Wygrana pewna 35.000 zł. Ożenek natychmiast. Przyjazd do Poznania konieczny Zgłoszenia:
       I. K. C.. Kraków, Wielopole 1. "Marcin 48"


      NAJTANIEJ przyjmuje zamówienia na święta na ciasta świąteczne Pracownia wyrobów cukierniczych. Kraków, Karmelicka 14 w PODWÓRZU. Wyroby wyłącznie na maśle.

      RĘKAWICZKI są najpraktyczniejszym podarunkiem gwiazdkowym. Piękne rękawiczki zimowe  poleca Wytwórnia F. Lubański, Kraków, św. Anny 2.

      W NIEZNANE! Najwięcej emocji czytelnikowi dostarcza Bibljoteka Adolfa Gumplowicza. Kraków, BRACKA 9. FRONT. — 45.000 tomów.  Dla PT. Urzędników ulgi.

      BONJURKI, szlafroki męskie, pyjamy damskie i męskie, ubrania narciarskie — kupisz najtaniej wprost w Wytwórni, Kraków. Koletek 1/ róg Agnieszki.

      DOSKONAŁA okazja!  FORTEPIAN PETROF krótki, czarny sprzeda HELENA SMOLARSKA
      Kraków, Szewska 9.

      TOREBKI damskie kozłowe od 3.90, portfele męskie od 2.50, manikiery od 9.50 kasetki t perfumami od 1.90, wody kołońskie krajowe i zagraniczne. Wetstein. Kraków. Szewska 18.

      HOTEL Polonia, Kraków, Basztowa 25, poszukuje portjera Polaka, w wieku do lat 40, władającego poprawnie niemieckim i francuskim. — Zgłoszenia tylko osobiste.

      ONDULATORKA - manikurzystka znajdzie natychmiast stałą posadę - Leibowicz, Kraków, Rakowicka 19.

      BUFETOWIEC młody, zdolny, potrzebny zaraz. Bar Baszta, Basztowa 5, Kraków. 

      ZNAKOMITY kucharz szuka posady zaraz lub później, zna leguminy. - Zgłoszenia: I. K. C..Kraków. Wielopole 1, "60 złotych pensja".

      POKOJOWA 23-letnia, przystojna, zdolna, pracowita obrotna, bardzo uczciwa, umiejąca gotować,
      przyrządzać leguminy, podawać do stołu, posiadająca chlubne świadectwa, kaucję, szuka posady bez
      prania, od 15 stycznia, lub później, tylko w lepszym domu pensjonacie lub hotelu. Łaskawe zgłoszenia: I. K. C., Kraków. Wielopole 1 „Uczciwa praca“.

      GWIAZDKOWA sprzedaż OBRAZÓW znanych Malarzy polskich w „Salonie Sztuki" Wojciechowskiego, Kraków, Jana 3. Wybór ogromny — ceny niskie.

      FUTRO z afrykańskich breitschwańców. nowe - okazyjnie sprzedam. Kraków, Miodowa 5/4. 

      JABŁKA na święta wykwintne gatunki, RYDZE kiszone wyborowe hurtownie kg 1.30, MIÓD jasny podkrakowski, najlepszy z najlepszych — 5 kg puszka 18— zł., poleca „Pomona". Kraków, plac
      Szczepański 8.

      PANI pragnie wymiany myśli z dalekim geograficznie człowiekiem, może być smutny. Zgłoszenia: I. K. C., Kraków. Wielopole 1, „Lady Caprice“.

      GRAFOLOGINI Winiarska jest w Krakowie, Kościuszki 70.

      O KAŻDEJ OSOBIE w Polsce i za granicą poufnych informacji udziela istniejące od 1887 roku Biuro Informacyjno Wywiadowcze H. Weiss Kraków, Smoleńsk 16, — Telefon 124-53.

      AMAZONKA GUM! ... - Niewyczuwalne! Próba 6 sztuk za darmo. Koszty przesyłki 1 opakowania
      zł. 1.85 wpłacać na konto P. K. O. 580. — Fabryka Wyrobów Gumowych „EMGE". Warszawa, Kopernika 16. 

      A na koniec zapraszam na odwiedzenie handlu świątecznego na Rynku Głównym. Grzybki suszone już macie?

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl
      Księgarnia Geberthnera i Wolffa propaguje czytanie

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl
      Sprzedawca petard

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl
      Jak ówczesnym kobietom nogi nie marzły?

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl


      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl

      audiovis.nac.gov.pl
      Panowie wypatrują gwiazdki w 2017 roku :)



      0 0

      Jeden dzień z życia Marysi, krakowskiej służącej tuż po Wielkiej Wojnie - część 2.

      Część pierwsza znajduje się TUTAJ.

      Występują:
      Służąca - Marysia, 19 lat, z Wielkiej Wsi i jej myśli,
      Gospodyni - Wielmożna Pani,
      Gospodarz - Wielmożny Pan,
      Dzieci gospodarza - Isia 7 lat, Nusia 9 lat, Panicz - Tadeusz 20 lat.

      Myśli Marysi: 
      Czego nie masz w głowie, to masz w nogach.

      Dokładnie mówiąc, czego Pani Wielmożna nie ma w głowie, to ja w nogach będę mieć. Tak, jest to najlepsze określenie na moje codzienne bieganie po mieście.
      Pani zawsze daje mi listę zakupów i mam kupować tylko to, co na tej liście się znajduje, nawet kiedy ja wiem, że w domu już mąki nie ma, a i ocet na wykończeniu. Tak jak dziś.





      Lecz zacznę od początku.
      Najpierw sprawdziłam, czy dobrze pali się w piecach. Przebrałam się naprędce, trzewiki wyczyściłam, włosy wygładziłam, chciałam chustkę pospinać ładnie, listę zakupów przejrzeć, ale Pani krzyczeć zaczęła, że się przesadnie stroję, że długo już to trwa, że te zakupy już spisała wieki temu, że najlepsze rzeczy wykupią, że obiad nie zdążę przyszykować, że chyba diabli mnie wzięli i inne potwory, że skromności we mnie mało i że przyprawiam ją o migrenę, której już od kilku lat nie miała i inne choroby, takie jak kule nerwowe ...i tutaj nie pamiętam, bo przestałam słuchać. Cała jej wypowiedź trwała dobre kilkanaście minut. W tym czasie już dawno bym na placu Szczepańskim była, ale wyjść nie mogłam, gdyż Pani koszyk trzymała i wymachiwała nim to na prawo, to na lewo, pomstując na mój brak szacunku do niej i innych domowników. 
      W tym czasie Panicz przechodząc obok mnie szepnął, że ukarze mnie za to odpowiednio i chyba wtedy to właśnie słuchać Gospodyni przestałam.
      mhf.krakow.pl
      W końcu udało mi się złapać koszyk i wyleciałam z domu jak z procy.
      Po drodze na plac Szczepański znowu zobaczyłam po drugiej stronie ulicy Hankę, która wraz ze swoją kucharką z zakupami już wracały. Eh .. niestety musiałam jej gestem pokazać, że czasu na gadanie i plotki nie mam, bom spóźniona i jakoś taki smutek mnie zalał. Kucharka ich, poczciwa kobieta, niemową jest od urodzenia ponoć, ale zawsze jak mnie zobaczy, to tak jakby wiedziała, czego potrzebuję - to jabłko da, to po głowie pogłaska lub po prostu przytuli, ale dziś nie mam na to czasu i możliwe, że przez to mi smutno.


      mhf.krakow.pl
      Na placu już wiem u kogo mogę co wytargować. Jak się okazuje, z dobrze wyliczonej sumy pieniędzy na zakupy, zawsze, ale to zawsze, muszę coś przynieść z powrotem do Pani, inaczej jestem oskarżana, że tak zwane koszykowe pobieram i ich okradam. Na nic tłumaczenia, że za dobry świeży towar nie mogę zapłacić mniej, niż na to wskazuje cena. Więc popatrywałam, jak to inne służące robią i nauczyłam się dla przykładu wybierać drób z cieńszymi szyjkami nóżkami i kolanami, co oznacza że jest on starszy wiekiem od tych z grubymi kończynami.  Albo zamrożone ryby  - czy świeże są poznaje się po wypukłości oka,  a jeżeli mają oczy więcej wpadłe to dawno zamrożone są. Więc biorę te starsze i cenę targuję odpowiednio niższą. Przekupki zawsze kilka brzydkich słów na temat mojej przemądrzałości rzucą, ale też zawsze kilka drobnych do Pani z powrotem przyniosę.

      audiovis.nac.gov.pl


      Najłatwiej mi jednak z sąsiadkami z mojej Wielkiej Wsi. Wszystkie kury, warzywa, jajka i mleczne wyroby dadzą mi odrobinę taniej. Najukochańsza jest cioteczka Józia. Od razu  po przyjściu na plac wśród siedzących długimi rzędami przekupkami wypatruję jej  niebieskiej chusty w kratę narzuconej na ramiona. Jest i dziś! Słyszę, jak tłumaczy jakiejś dziewce, że to co ma to już nie na sprzedaż i marsz stąd. To dla mnie towar zostawiła! Moja ukochana ciotuchna! Gdy mnie głaska po policzku opowiadam jej całe wczorajsze zajście z Paniczem i czuję, że wszystkie troski mijają. Opowiada mi, że nieraz słyszy od służących w mieście, że mają podobnie, że najważniejsze to bachora sobie nie zrobić, zioła te co dała ciągle pić, mamie nic nie mówić, a ściskania takiego i tłuczenia przez swoich mężów to i we wsi co druga doświadcza. Co już tu zrobić, taki nasz los. Mówi, że i tak mi dobrze, przecież w cieple sobie żyję, w pokojach ładnych chodzę, że trzewiki porządne swoje własne mam, a nie tak jak większość w Wielkiej Wsi - jedną parę dzieli z kimś z rodziny, no i że Franek, którego moim nazywa, specjalnie dla mnie przekazał spory woreczek suszonych jabłek i że ona mi go już sprzedała, a za pieniądze mogę kupić sobie co tylko chce. Nawet ciastko! A ja niczego tak nie pragnę, jak domowej sztangielki z kminkiem z kawałkiem bryndzy, przecież nie jadłam dziś jeszcze! A pieniądze niech mamie zawiezie, przecież combrowy czwartek zaraz, więc i pączki będzie robić, może tym razem trochę cukrem pudrowym posypie?!

      audiovis.nac.gov.pl

      Szybko pakuję wszystkie zakupy do koszyka, drób i warzywa do siatki i klęcząc obok Józi w pospiechu zajadam się bułką ze smakiem. Ach, Józia Józia! Dobrze mi tak z tobą gawędzić, ale czas uciekać i to dosłownie nie iść, a biec, bo inaczej znowu kazanie od Wielmożnej Pani będę miała o grzesznym robieniu plotek, do czego według Pani zazwyczaj targi najwięcej nastręczają sposobności.

      Gdy wróciłam, Pani najpierw skrzyczała, że długo, że pewnie znowu zapomniałam kupić to i owo. Nie, nie zapomniałam, ale przy wykładaniu okazało się, że nie ma ani fasoli, ani śmietany kwaśnej, nie mówiąc o mące i o tym occie nieszczęsnym. Przecież tego oczywiście na liście nie było, ale to jakby moja wina i mam się nie odzywać i biec w te pędy z powrotem, tylko bez zatrzymywania się przy przekupkach, bo to moje gadulstwo wszystkie te przykrości za sobą pociąga i pewnie nawet nie zliczyłam gadając, czy mi dobrze resztę pieniędzy wydano. 

      Biegnę więc z powrotem, byleby tych wrzasków nie słuchać. Tym razem na Mały Rynek, tam dłużej przekupki siedzą, a i trafić na kogoś znajomego tam ciężej, by losu do gadulstwa nie kusić. 

      Śmietana tu jednak droższa,  no cóż - co jest to jest. Już miałam biec z powrotem, gdy tuż obok mnie dwie chłopki pijane tak zaczęły się drzeć, że aż kiecki fruwały do góry, a ich tyłki podobne do dyń błyskały nago z krzykiem o całowaniu w tę część konkretną. Co za dzień!


      Po powrocie do domu, znowu długo w nim nie zabawiłam, gdyż musiałam biec do szkoły po dziewczynki i wracając z nimi dokupić cynamonu.

      Zmarzłam już bardzo, zima nie taka już mroźna, ale mokro, szaro-buro, coś ciągle sypie z nieba. Trzewiki mimo napastowania ich łojem i tak mokną, zwłaszcza, że Isia ciągnąc mnie za rękę wskakiwała w każdą większą ni to zaspę, ni to kałużę, a i ja za nią. 

      Póki mnie nie było Pani zaczęła szykować obiad, a ja sprawdziłam, czy pali się w piecach, zastawiałam stół i pilnowałam wszystkiego, co się smażyło, piekło, gotowało i bulgotało w blachach, garnkach i patelniach.
      Gotowaliśmy rosół z kluseczkami wątrobianymi i pasztecikami francuskimi, sztukę mięsa w sosie szczawiowym i strudel z jabłkami do kawy.

      muzeumplock.eu
      Podczas obiadu jak zawsze usługiwałam do stołu. Starałam się podając potrawy być jak najdalej od Panicza, co też wyszło mi na przekór. Niechcący zbyt przechyliłam naczynie z sosem szczawiowym i malutka, acz paskudna kropla, spadła na spodnie Wielmożnego Pana. Całe szczęście w tym nieszczęściu, że uszło to uwadze i jemu, i Wielmożnej Pani. Widziała to tylko Niusia, która zobaczywszy jaką minę zrobiłam, parsknęła tak głośno, że z przerażenia Wielmożny Pan trącił ręką sosjerkę w bok i miał raptem ponad połowę sosu na spodniach. Za to Niusia, ku swojemu wielkiemu szczęściu, została pozbawiona sztuki mięsa w felernym sosie i przegoniona do pokoju. 
      Pan poszedł się przebrać, a ja zamiast zjedzenia w tym czasie swojego obiadu, zajęłam się czyszczeniem owych spodni. 

      Po podaniu kawy i strudla, zajęłam się sprzątaniem i myciem naczyń. 
      Myślicie, że to nic takiego, zajęcie z najprostszych nie wymagających zbytniego zachodu? Nic bardziej mylnego. To jest cała folizofia, czy filozofia jak mawia Isia. Najpierw muszę delikatnie szczoteczką usunąć wszystkie resztki z porcelanowych talerzy do wiaderka i naczynia, a także srebro posortować ustawiając każdy rodzaj z prawej strony wanienek, oddzielnie. Gdy spytałam się Pani dlaczego z prawej, a nie lewej, odpowiedziała mi, że porządna dziewczyna powinna robić tak a nie inaczej, dodając, że cały brud powstaje właśnie z braku prawości, odpowiedniej segrygacji, że najgorsze to te mezaliansy, tak jakbym wiedziała, co to jest. No i takim sposobem Pani gadała o tych naczyniach aż do wieczora. Uchroń mnie Boże, przed słuchaniem tego wykładu folizoficznego czy tam filozoficznego kolejny raz, więc z prawej i już. Sztućce przecieram papierem, potem przygotowuję wanienkę do zmywania z szarym mydłem, miskę do opłukiwania, tacę do ociekania naczyń i drugą, do ich ustawiania. I znowu odpowiednia segrygacja - najpierw szkło, sztuczce, a do mycia porcelany używam bielidła. Myję, płuczę, wycieram każdy rodzaj z osobna. Jedną ręka biorę, drugą czyszczę i tak ciągle z prawa do lewej, z prawa do lewej, z prawa do lewej...

      W międzyczasie Państwo z  Paniczem i dziewczynkami zaczęli się zbierać na herbatkę do państwa Borowskich. Ponoć panienka Borowskich, Michalina, jest na wydaniu i nasz Tadeusz uderza w konkury. Biedna panienka Michasia, jeżeli Panicz ze mną takie niegodziwości robi, to co dopiero będzie robił z prawowitą małżonką? 
      muzeumplock.eu
       Po wyczyszczeniu sukien, bucików i paltocików i po otrzymaniu wskazówek: do powrotu Państwa mam nie przyjmować gości, mniej chodzić zamyślona, wysprzątać salon i jadalnię, wyczyścić i odpalić wszystkie lampy naftowe, naszykować kolację, zacerować ubrania - w końcu miałam kilka chwil dla siebie. Już miałam siąść i coś zjeść, gdy usłyszałam głośne pukanie w drzwi od strony schodów kuchennych. 

      Za nimi, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, stała Hanka ze swoją kucharką! Okazuje się, że podczas nieobecności Państwa Dulskich, ich syn Hankę do pokoju swego zawołał. Ta myślała, że zaraz jej miłość wyznana, a on ją szarpać zaczął, obiecując w zamian chustkę nową. Na co Hanka nie pozwalała, moją osobą odpowiednio nauczona. Bo i owszem, może ją mieć, ale to raczej po ślubie. Wtedy on ją za włosy złapał i do kuchni zaczął ciągnąć. Po drodze krzyczał, że obowiązkiem dziewczyny do wszystkiego jest służyć także jemu do wszystkiego, bo inaczej na bruk ją wyrzuci. Długo to nie trwało, dostał po głowie pogrzebaczem. Kucharka ich niemowa, co nawet imienia jej nie znam i która patrzy się na mnie teraz z czułością, próbowała go odciągać, a gdy zrozumiała, że na nic to, wzięła co miała pod ręką i ... koniec. Mówi Hanka, że leży ich Panicz jak trup, nogami nie rusza i że pomóc mam im, bo mądrzejszej osoby ode mnie nie zna. 

      KONIEC lub ciąg dalszy nastąpi :).

      Całość na podstawie:
      Poradnika Elżbiety Bederskiej "Dobra służąca, czyli co powinnam wiedzieć o służbie i na służbie?", Fragmentów pamiętnika Zofii Stryjeńskiej opublikowanych w "Diabli nadali",
       "Poradnika służby domowej" Lucjana Jagodzińskiego,
      Miesięcznika popularnego "Świat płciowy" 1905 r.